Jak wszystkim wiadomo mysz to prawa (czasami lewa) ręka gracza, ale wielu zapomina o klawiaturze która także jest nieodzowną częścią ekwipunku gracza. Tym razem pod lupę wezmę klawiaturę mechaniczną Tesoro Durandal G1N. Co z tego wyjdzie? Zapraszam do dalszej części recenzji.

 

Klawiatura została zapakowana i dobrze zabezpieczona przez producenta w solidnym kartonie, którego design nie pomyli się nam z żadną inną firmą. Pudełko skrywa w swoim wnętrzu 2-metrowy kabel, podpórkę pod nadgarstki oraz dokumenty. Po wyjęciu wszystkiego od razu widać, że klawiatura została wykonana z solidnego plastiku, który na pierwszy rzut oka perfekcyjnie imituje aluminium. Ponadto jedna jej krawędź, tak jak i część podpórki, została wykończona chropowatym plastikiem dodając tym samym klawiaturze walorów estetycznych. Montaż podpórki nie sprawił mi żadnych kłopotów, a po umieszczeniu jej na blacie biurka przylegała do podłoża naprawdę pewnie, przez co nie miałem obaw o ewentualne przemieszczanie się urządzenia. Kabel dołączony do zestawu jest wystarczająco giętki oraz solidnie wykonany, a dodatkowy oplot i pozłacany styk USB jedynie potwierdzają jakość produktu.

Jeszcze przed samym otrzymaniem klawiatury zastanawiałem się co takiego może wyróżnić produkt firmy Tesoro od innych. Otóż najważniejszym atutem przemawiającym za tym właśnie modelem jest zastosowanie wszystkich 4 rodzajów przełączników Cherry MX, które w teorii wytrzymują do 50 mln kliknięć. Natomiast przełączniki Black, Blue, Brown, Red różnią się od siebie wymaganym naciskiem – potrzeba odpowiednio 60g, 50g, 45g i 45g siły nacisku. Kolejną zaletą jest na pewno anti-ghosting, czyli brak ograniczenia co do ilości wciśniętych przycisków jednocześnie. Oznacza to, że możemy wcisnąć wszelkie guziki na klawiaturze i one bez najmniejszego opóźnienia, natychmiast zadziałają.

 

Wszystkie klawisze są idealnie rozpoznawalne. W górnym prawym rogu świeci się logo producenta wraz z trzema znacznikami załączonych funkcji klawiatury. Z tyłu prawego rogu znajdziemy również 2 porty USB oraz wejście na mikrofon i gniazdo słuchawek. Coraz częściej spotykamy się z takim zabiegiem stosowanym przez producentów i na tą chwilę model bez HUB’a USB jest praktycznie nie do przyjęcia. Niech was nie zmyli brak przycisków makr, bo producent w rzeczywistości o nich nie zapomniał, tak jak i o dedykowanym do tego modelu oprogramowaniu, które umożliwia zapisanie różnych funkcji w 5 profilach – makr dla 10 przycisków. Ponadto wszystkie ustawienia są zapisywane w pamięci klawiatury, przez co po podłączeniu jej do nowego urządzenia wszelkie zapisane w niej zmiany pozostaną i będą działać nawet bez instalacji dodatkowego oprogramowania.

Co do codziennej pracy klawiatura spisuje się wręcz fenomenalnie. Podpórka troszkę mi przeszkadzała, ale i bez niej ergonomia i wygoda użytkowania także stoją na wysokim poziomie. Przyciski mają wręcz idealny poziom skoku, dzięki czemu nawet przy szybkim pisaniu wypracowań nie będziemy narzekać na klawiaturę, ale niestety ich „głośność” może irytować niejedną osobę. Podobne wrażenia odniosłem po zagraniu w kilka gier: League of LegendsStarCraft 2Call of Duty 4 oraz Battlefield 4. Jak zawsze przy klawiaturach mechanicznych sprawdzam prędkość wykonywanych przeze mnie działań, ewentualne opóźnień, czyli tzw. miss clicków oraz ergonomie użytkowania. Trzeba przyznać, że sprzęt sprawował się cały czas nienagannie. Brak jakichkolwiek opóźnień, pomyłek klawiszy czy ześliźnięć palca z przycisku.

 

Podsumowując – firma Tesoro wprowadzając na rynek klawiaturę mechaniczną Durandal na pewno kierowała się chęcią pogodzenia dobrego designu, solidnej budowy z wzorowymi odczuciami w pracy sprzętu. Udało się im to zrobić na przyzwoitym poziomie i dlatego testowana przez nas klawiatura zadowoli niejednego „grymaśnego” wielbiciela topowego sprzętu gamingowego. Moim zdaniem powinna zostać przypisana do półki ze sprzętem dla entuzjastów bo zwykły gracz nie użyje wszystkich jej funkcji lub nie zrozumie czemu jest taka głośna.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!