Nokia 3310 to symbol niezniszczalności w Internecie. Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, to obudowa nüüd od Lifeproof dla iPhone’a 5/5S będzie podobnie wspominana przez użytkowników tych telefonów.

Każdy miał, widział lub chociaż trzymał w rękach Nokię 3310. Większość posiadaczy bez większego zastanowienia lubiło sobie nią rzucić, a to o chodnik, a to o ścianę, a to puścić ją z jakiejś wysokości. Pewnie nikt tak naprawdę nie przejmował się co stanie się z tym telefonem. Przede wszystkim nie był jakoś szczególnie drogi, a jego wytrzymałość była wręcz kosmiczna. Choć z wyglądu przypominał cegłę i materiał z jakiego został wykonany to w większości plastik, to przy kontakcie z czymś twardszym, nie rozlatywał się od razu na kawałki. Teraz przyszły czasy, kiedy lepsze modele smartfonów po premierze kosztują dwie najniższe średnie krajowe w Polsce. Pomimo tego, że ekran pokryty jest wytrzymałym Gorilla Glass, to i tak nikt nie jest w stanie ukryć faktu, że to po prostu szkło. A żeby rozbić ten materiał, nie potrzeba jakiegoś większego talentu. Wyświetlacz jest zresztą najdroższą częścią telefonu, przynajmniej jeśli wierzyć serwisom gwarancyjnym.

Z tego założenia wyszła firma Lifeproof, która spojrzała na iPhone’a 5 oraz 5S i zobaczyła, że nie jest to propozycja dla ludzi lubiących zabierać ten sprzęt ze sobą w bardziej ekstremalne warunki. Ekstremalne to nie znaczy, że mówię od razu o jakimś skydivingu czy off-roadowej jeździe rowerem po lesie, choć to też mam na uwadze. Chodzi mi nawet o zwykłe wyjście do pracy czy szkoły, które może być jednym wielkim testem dla wytrzymałości telefonu. Tutaj oblejemy się herbatą, tam przypadkiem upuścimy cudeńko na ziemię. Lifeproof zaś stara się o to, żebyście nie musieli po takim wypadku wydawać kolejne 2200zł na nowy model, albo byli zmuszeni do powrotu do starego. To śniegoodporna, wodoodporna, piachoodporna i wstrząsoodporna obudowa, która przemieni wasze iPhone’y w te legendarne Nokie 3310 (przynajmniej w jakimś stopniu).

DSC_0924

Zacznijmy jednak od tego, że nie mamy do czynienia z produktem, który można nabyć na pierwszym lepszym bazarze za 15 zł. To obudowa warta w oficjalnym sklepie prawie 90 dolarów amerykańskich (powyżej 270zł). I sama jej jakość wskazuje na, że nie jest to robota typowych „chińskich rączek”. Mamy do czynienia z pełnoprawnym produktem, traktowanym na poważnie.

Budowa modelu nüüd, który otrzymałem do testów, jest naprawdę dziwna, ale sprawdza się. Po założeniu jej na smartfona, ten traci nieco swojego „jabłuszkowego” uroku, aczkolwiek nie w zupełności. Sam case został wykonany z wytrzymałego plastiku. Chociaż wygląd nie wskazuje na ciężar gadżetu, to sam w sobie jest nadzwyczaj lekki. iPhone nie zyskuje jakoś na wadze z nüüd na sobie. Poza tym leży on w łapkach niezwykle komfortowo i nie daje wrażenia taniości wykonania.

Wygoda korzystania stoi na naprawdę wysokim poziomie. Lifeproof nie postanowiło zamknąć telefonu w magicznej barierze, utrudniającej dostęp do niego. Bo po co nam on w kieszeni, skoro nie można z niego odpowiednio skorzystać? Akurat ten testowany przeze mnie model posiada „Screenless technology”, co już mówi samo za siebie. Mamy zatem bezpośredni kontakt z ekranem, nieblokowanym przez jakiś plastik, znajdziemy tu też opcjonalną do założenia poliwęglanową folię ochronną na ekran. Jakby nie patrzeć to główna zaleta tego gadżetu. Wytrzymałość nie zabija użyteczności. Poza tym mamy dostęp do wszystkich przycisków smartfona, a port do ładowania jest zasłonięty bardzo szczelną klapką. W pudełku dołączona jest również specjalna przedłużka do gniazda jack, umożliwiająca podpięcie słuchawek, co normalnie jest niewykonalne. Wszystkie te bzdety służą przede wszystkim szczelności budowy. Nie ma opcji, żeby coś dostało się do środka. No chyba, że źle zatrzasnęliście obudowę lub trafił się akurat wadliwy egzemplarz. A, i gdybyście bali się, że nie pochwalicie się logiem jabłka, to z tyłu jest przezroczyste okienko, które podkreśla prestiż znajdującego się w nim urządzenia. To taka notka dla szpanerów.

DSC_0951

Jak jednak jest z tą całą odpornością na warunki atmosferyczne? Powiem tyle – wszystko działa jak powinno. Nüüd został specjalnie przetestowany przez producenta i dostał kilka certyfikatów, m. in. pełnej wodoodporności. Sam kilkukrotnie oblałem obudowę i przeprowadziłem na niej „test zatopienia” kilkukrotnie (zanurzenie jej na dłuższy czas w misce po brzegi zalanej wodą). Uszczelki są tak solidnie wykonane, że w środku nawet nie było mowy o odczuciu jakiejś wilgoci. To samo zrobiłem z piaskiem. Zasypałem nim cały telefon i po wyjęciu go, nie znalazłem żadnego ziarenka walającego się tam gdzie nie trzeba. Należy jednak pamiętać, że firma Lifeproof gwarantuje, że ich produkt wytrzyma upadek oraz zanurzenie do maksymalnie dwóch metrów głębokości. Także zapomnijcie o zabieraniu telefonu w tej obudowie głęboko pod wodę, albo rzucaniu nim z trzeciego piętra. Wtedy to sami skazujecie siebie na zakup nowego modelu. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Nüüd nie ustrzegł się jednak pojedynczych wpadek, które potrafią napsuć krwi, w szczególności osobom myślącym o korzystaniu z tego gadżetu codziennie. Najpierw zacznijmy od wady kluczowej dla ludzi kochających długie rozmowy. W komfortowym gadaniu przeszkadza „efekt puszki”. Moi słuchacze często skarżyli się, że słabo mnie słychać, bo mają wrażenie jakbym mówił przez puszkę lub inny podobny przedmiot. Ciężko było mnie zrozumieć, a mikrofon zamiast wychwytywać mój głos wyraźnie, wolał wyłapywać dźwięki z otoczenia. Także nie dość, że ja mówiłem jak zamknięty w pustym pudle, to jeszcze przejeżdżające we tle samochody dawały po sobie poznać. Również mi samemu ciężko było kogoś zrozumieć. Głównie dlatego, że głośnik znajdujący się u góry jest zakryty jakąś folią, co wraz z mikrofonem sprawia, że nawet krótkie rozmowy zamieniają się w piekło. Ja nie słyszę rozmówcy, a on mnie równie niedobrze. Poza tym dolna część plastiku skutecznie utrudnia wysunięcie dolnego menu iPhone’a. Zdarzało mi się, żeby się do niego dobrać, musiałem smyrać ekran paznokciem koło minuty, kiedy wreszcie udało mi się odpowiednio trafić. Do tego doczepię się do bocznych guzików, które trzeba dość mocno naciskać, żeby spotkać się z reakcją urządzenia. To bardzo niekomfortowe, bo zostały wykonane z jakiejś twardszej gumy, przez co kilkukrotnie wykonana czynność podgłośnienia może odbić się lekkim bólem dla palca.

DSC_0937

Z początku miałem pewne wątpliwości podczas korzystania zostały one szybko rozwiane. Dopiero później zaczęły ujawniać się pewne problemy, które skutecznie wybiły mi z głowy noszenie tego na swoim smartfonie dzień w dzień. Obudowa ta nie została stworzona do codziennego użytku. To raczej narzędzie pozwalające mu przetrwać w ekstremalnych warunkach. Nie zamierzam z nim chodzić codziennie po ulicy, ale gdy będę wiedział, że jadę na jakąś nad morze czy w miejsca, gdzie wiem, że smartfonowi może się coś stać, to nüüd na pewno ze sobą wezmę. Dlatego polecam go przede wszystkim ludziom lubiącym zabawy z brudem czy wodą. Chociaż cena jest dosyć wysoka, to jest to produkt całkowicie jej warty. Jeżeli Lifeproof uda się wypuścić udoskonaloną wersję, to wtedy urządzenie będzie można uznać za ratunek mało wytrzymałych telefonów od Apple’a.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!