Często fajne urządzenia porównuje się do luksusowych pojazdów. A to, że coś jest niczym Ferrari albo Lamborghini wśród telefonów itp. Rozumiem autorów tych porównań, gdyż chcą podkreślić z jakim luksusem lub jakośćią wykonania mają do czynienia. Zupełnie inna sytuacja jest, gdy coś dotyczy emocji. Trudno przecież napisać, że coś jest niczym lot balonem albo skok ze spadochronem. To bowiem dla każdego może oznaczać ciut innego. Dla wielu lot balonem na pewno będzie niesamowitym przeżyciem, dla mnie zaś był nudną przejażdżką niczym furmanką. Mimo wszystko sam sięgnąłem po takie porównanie, tylko z dziedziny gastronomii. Zacznijmy jednak po kolei.

Najbardziej niedoceniany element PC – klawiatura i mysz.

Za każdym razem, gdy ktoś składa lub kupuje nowy komputer patrzę na to, na jaki zestaw klawiatury i myszy się decyduje. I trzeba przyznać, że… na byle jaki. Nic dziwnego – przecież na tym można najszybciej i najłatwiej zaoszczędzić a ów pieniądze przeznaczyć na odrobinę wiecej RAMu lub wydajniejszą kartę graficzną. Potem z myślą zasady „kiedyś sprawię sobie lepszą klawiaturę” moment nie nadchodzi nigdy, lub prawie nigdy. I tak większość z nas męczy się ze standardowymi plastikami w cenie max do 30zł i optyczna myszką z kosza „wsyzstko po 9,99zł!”. Nie jestem hipokrytą i muszę otwarcie przyznać, że przez wiele lat też tak robiłem. Wszak, najważniejsze żeby to działało, prawda?

Nie, nie prawda. Porządna klawiatura to ogromna ulga dla nadgarstków a często i wzrost produktywności. Wiem to po sobie. Pisząc kilkanaście tekstów dziennie, robiąc kilometry myszką zwykłe zestawy zwyczajnie szybko się zużywały lub na dłuższą metę poprostu męczyły. Dlatego w pewnym momencie postanowiłem to zmienić i tak zacząłem się zastanawiać, czego właściwie potrzebuję. Nie gram na PC (jestem typowym konsolowcem), więc mechaniczne klawiatury były poza moim zainteresowaniem. Chciałem by była bezprzewodowa (dość kabli!) i z podświetlanymi klawiszami. Mój wzrok przyciągnął uwagę MX 900 Performance. Tak naprawdę w pudełku znajdują się dwa, doskonałe w swojej klasie produkty ale pod jedna nazwą – to Logitech K800 oraz mysz MX Master 2S.

K800 bliska ideału

Klawiatura jest fantastyczna. Jest dość sporych rozmiarów, co musicie mieć na uwadzę gdy macie niewielką przestrzeń na biurku. Jest oczywiście bezprzewodowa a do komunikacji wykorzystuje Logitech Unyfing, czyli niewielkiego dongla wpinanego do portu USB w komputerze. Ten sam komunikuje się również z gryzoniem, o którym za chwilę. Sama klawiatura posiada wbudowany akumulator ładowany przez port micro-usb, zatem można zapomnieć o bateriach a w momencie kryzysu – posiłkować się zwykłym kablem chociażby z telefonu komórkowego. Mnie to rozwiązanie zadowala, tym bardziej, że na jednym ładowaniu mogę (intensywnie!) pracować przez ok 10 dni. Zaś użytkownik o jego stanie naładowania informowany jest przez niewielkie, trzy diody.

Sam sprzęt jest pełnowymiarowy. Znajdziemy zatem tutaj także blok numeryczny oraz dodatkowe klawisze funkcyjne, które powoli stają się standardem jak przyciszanie, pogłaśnianie, wyciszanie czy uruchamianie windowsowego kalkulatora. Jednak jej największą zaletą niewątpliwie jest kultura pracy. Klawisze pracują miękko i naprawdę cichutko a pisząc na niej naprawdę odczuwa się satysfakcję. Podoba mi się również sama faktura klawiszy. To detal, ale pierwszy raz zwróciłem uwagę na niego – jest przyjemnie gładki, ciutkę jakby połyskliwy sprawiając, że palce dosłownie same lgną do klawiszy. Nie bez znaczenia pozostaje tutaj fakt, iż całość jest solidnie podświetlana więc bez problemu mogę teraz pracować również w nocy.

 

MX Master 2S

Gryzoń to jedna z najbardziej ergonomicznych myszy w ofercie Logitecha. Świetnie wyprofilowana (chociaż dość masywna) mysz doskonale leży zarówno w mojej wielkiej, męskiej dłoni, jak i na znacznie drobniejszej dłoni mojej małżonki. Tutaj podobnie jak w K800 do zasilania wykorzystywany jest akumulator i do jego ładowania również wykorzystano kabel USB. Diody informujące o stanie akumulatora są sprytnie schowane z boku urządzenia, więc nic niepotrzebnie nie rzuca się w oczy.

Mysz pokochałem przede wszystkim za jej możliwości konfiguracyjne. Ilość dodatkowych klawiszy tutaj jest porażająca – 5 klawiszy, do tego dwie roli i switch dla jednej z nich. Całość dopełnia doskonały sensor o rozdzielczośći 4000 DPI i możliwość pracy nią… nawet na szkle. To doskonałe, nie-gamingowe akcesorium, bez którego dziś nie wyobrażam sobie pracy.

Wróćmy do Amaro.

Atelier Amaro to restauracja, w której nie idzie się dla jedzenia a bardziej dla emocji z nim związanych. Nie każdy przecież jest gotów wydać blisko 900zł na kolację. Podobnie jest z tym zestawem. Kosztuje on ponad 800zł co nie jest małą kwotą. Jednak po trzech tygodniach obcowania z nim uważam, że wydatek jest w pełni uzasadniony. Zresztą, do Logitecha mam wielkie zaufanie – mam ich głośniki od przeszło 15 lat i nigdy z nimi się nic złego nie działo. Dlatego też wierzę, że z tym zestawem będzie podobnie. Wydatek początkowy jest znaczący, lecz traktować go trzeba jako inwestycję, która szybko się zwraca.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!