Mio dokonuje powolnej, choć skutecznej ekspansji na różne segmenty cenowe. Lider pośród producentów elektronicznych gadżetów samochodowych może być tylko jeden, a zostanie nim ten, który zaproponuje największy wachlarz produktów. Reprezentantem niższej półki cenowej jest MiVue C320, który trafił prosto w nasze testerskie ręce.

Na początek opakowanie, w którym dystrybuowane jest Mio MiVue C320.

Wideorejestrator jak każdy inny produkowany przez Mio zapakowany został w małe, estetyczne pudełko. Tym razem producent pokusił się o zmianę kolorystyki. Zamiast charakterystycznego połączenia bieli i oranżu, mamy przeważającą czerń z pomarańczowymi i białymi akcentami. Oczywiście na opakowaniu znajduje się render urządzenia oraz informacje o podstawowych parametrach. Niewielkie rozmiary kartonika skrywają starannie zapakowane i zabezpieczone wszystkie elementy zestawu. Przyznam, iż powtórne spakowanie sprzętu to nie lada wyzwanie. Komplet podobnie jak inne tego typu wideorejestratory składa się z kamerki, uchwytu z przyssawką, a także zasilacza miniUSB zakończonego wtyczką do samochodowej zapalniczki. Ponadto w środku znajdziemy skróconą instrukcję użytkowania oraz kartę gwarancyjną.

MiVue C320 tak jak inne produkty tego typu będące w ofercie Mio cechuje kompaktowa budowa. Z prawej strony ekranu usytuowano cztery przyciski odpowiadające za włączanie i wyłączanie oraz nawigację po menu. Po lewej stronie znajdziemy złącze zasilania — mini USB oraz port kart pamięci microSD.

Podobnie jak inne kamerki samochodowe marki Mio, MiVue C320 sprawia dobre wizualne i fizyczne wrażenie. Plastik, z którego wykonany został sprzęt, jest solidny i dobrze spasowany. Całość budzi zaufanie i przekonanie, że sprzęt nie rozsypie się w dłoni po kilku dniach. Zasilacz tak jak w przypadku pozostałych propozycji producenta jest wystarczająco długi, ‚aby komfortowo rozprowadzić go po kompaktowym, miejskim aucie.

Wbudowany ekran jest mniejszy niż zazwyczaj. 2 w zupełności jednak wystarcza. Oczywiście matryca dostarcza nam najważniejszych informacji. Po chwili „bezczynności” wita nas pseudo wygaszacz ekranu z informacją o nagrywaniu oraz dacie i godzinie. Mio MiVue C320 jest prawie gotowe do pracy po wyjęciu z pudełka. Problem rozładowanego akumulatora zażegnamy, mocując urządzenie w samochodzie i przekręcając kluczyki. Cięższą sprawą jest brak pamięci w komplecie. Zanim cokolwiek nagramy, w slocie microSD należy umieścić odpowiednią kartę. Wideorejestrator obsługuje na szczęście większość dostępnych na rynku kart pamięci. Swój limit osiąga dopiero przy wersjach 128GB class 10.

MiVue C320 cechuje proste i czytelne menu. Minimalizm sterowania zapewnia intuicyjność obsługi urządzenia. Najważniejszą, a zarazem najbardziej podstawową funkcją wideorejestratora jest nagrywanie obrazu. Przedstawiciel marki Mio może się pochwalić nagraniami w jakości Full HD 1080p oraz 30fps. Standardowo jak w przypadku większości asortymentu producenta obiektyw posiada przesłonę F2.0 oraz kąt widzenia 130 stopni, co wpływa na przyzwoitą jakość obrazu. Przykład z jazdy w dzień i w nocy zaprezentowany został na poniższym filmie.

Nagrywanie, czy to wszystko?

MiVue C320 można by nazwać opcją budżetową. Poza rejestracją trasy nie należy spodziewać się fajerwerków. Nie znajdziemy tu funkcji oferowanych przez droższe modele, takich jak tryb parkingowy, czy asystent pasa ruchu. Pozostała na pocieszenie opcja aparatu fotograficznego, a także czujniki ruchu i wstrząsów, które zablokują możliwość skasowania filmiku w razie kolizji.

Wideorejestrator Mio MiVue C320 to taki trochę „mercedes” pośród kamerek samochodowych. Około 300zł to dość spory wydatek, szczególnie gdy patrzymy przez pryzmat oferowanych przez sprzęt możliwości. Z pewnością w niższej cenie znajdziemy konkurencyjne produkty napakowane bajerami. Tu wkrada się odwieczny dylemat, czy zaufać sprawdzonej marce stawiającej przede wszystkim na jakość wykonania i trwałość, czy wybrać coś, co zaleje nas natłokiem różnych mniej i bardziej przydatnych funkcji.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!