Wrażenia z użytkowania i podsumowanie

Chociaż przeskoczenie do jednego nagłówka nie uwypukla czasu, w którym to zakończyłem swoją przygodę z One Vision, ale wierzcie mi na słowo – spędziłem z nim kilkadziesiąt dobrych godzin. Z czasem przyzwyczaiłem się do charakterystycznej dziury w ekranie, ale nie jestem już w stanie przymknąć oka na bardzo słabą kompatybilność wielu aplikacji z tego typu dodatkiem. Na szczęście braki w tym wynagradzał dostosowujący się nieustannie pasek na górze pod kątem koloru. W dłuższej perspektywie zaczęła mnie też irytować grubość ramek na bokach, a zwłaszcza na dole. No cóż, ledwie 82% pokrycie ekranem przedniej części zrobiło swoje. One Vision nie sprawiał przy tym większych problemów przy oglądaniu filmów, których rozciągnięcie jest (według mnie) przymusowe, o ile machniemy ręką na utratę części kadru.

W codziennym użytkowaniu było z jednej strony świetnie, a z drugiej nieco gorzej. Mam tutaj na myśli same rozmiary telefonu, a zwłaszcza jego długość, która uniemożliwiała dosięgnięcie kciukiem górnej belki powiadomień. Wynagradza to jednak świetne umiejscowienie czytnika linii papilarnych, na który nasz wskazujący palec ląduje z automatu po podniesieniu smartfona. Równie dobrze sprawował się też system odblokowywania smartfonu za pomocą twarzy. W obu przypadkach działały one sprawnie i szybko, ale nie przy wilgotnym palcu, lub w półmroku. Na tyle zauważyłem z kolei kolejny problem, który minimalizuje świetne dopasowane fabryczne etui – wystający obiektyw, powodujący gibanie się One Vision na blacie. Pozytywnie zaskoczył mnie pojedynczy głośnik monograficzny, który “gra” zadziwiająco dobrze i głośno, ale którego zbyt łatwo zasłonić. A wiecie, czego na pewno nie zasłonicie? Diody powiadomień, bo tej zwyczajnie zabrakło.

System i ciekawe dodatki w  One Vision

Jeśli idzie o oprogramowanie, stawiające pieczę nad One Vision, to możemy liczyć na prawie czystego Androida 9.0 z niewielkim dodatkiem, jakim jest nakładka Moto. W niej możemy aktywować ułatwiające nam korzystanie z telefonu funkcje i „gesty”, o których pisałem już kilka razy, więc pozwólcie, że po prostu Was tam odeślę, bo nic w tej kwestii się nie zmieniło. Wolę skupić się w ramach tego na świetnych dodatkach, które odgrzebałem w ustawieniach.

Pierwszym z nich była możliwość podglądu statystyk wykorzystywanych przez nas aplikacji wraz z opcją ustawienia ograniczenia w formie powiadomienia.

Spodobała mi się też wyskakująca od czasu do czasu ikonka, umożliwiająca nam jednorazowe obrócenie orientacji ekranu (patrz lewy dolny róg).

Możliwość stabilizacji nagrania w postprodukcji zawsze jest w cenie, więc i tu się znalazła. Zupełnie jak Google Lens, które nadal dopiero raczkuje… jak to konsumencka sztuczna inteligencja.

Swoją drogą… chętni na zjedzenie małego krzaczka, którego inteligentna kompozycja uznaje za jedzenie?

Bateria… bateria po prostu dobra

Po 3500 mAh baterii w połączeniu z takim ekranem i dosyć wydajnymi podzespołami nie powinniśmy się spodziewać wiele. I tak rzeczywiście było w przypadku One Vision. Podczas gdy surowy Screen on Time wyczerpywał ją po prawie pięciu godzinach przy korzystaniu z Wi-FI, to typowe korzystanie z tego modelu zmusi Was do skorzystania z ładowarki co około dwa dni. Jeśli jednak dajecie smartfonowi w kość, to liczcie na tradycyjne, bo codzienne ładowanie.

A aparaty…

Z myślą o przetestowaniu aparatu wybrałem się na małą wędrówkę, która dostarczyła mi zdecydowanie wystarczającego pola do popisu w kwestii zdjęć i nagrań. Specjalistą w tym nie jestem, więc ocenę pozostawiam Wam, ale muszę przyznać, że mnie zaskoczyła… i to zwłaszcza w przypadku slow-motion w Full HD.

Niestety YouTube przyciął jakość nagrań:

 

Czy Motorola One Vision jest Number One?

Szczerze? Zależy. I to głównie od tego, co oczekujecie po smartfonie. Jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do ekranów AMOLED, tuzina aparatów i topowej specyfikacji, czyli po prostu kupujecie zwykle modele ze średniej półki, to tak – One Vision z pewnością powinniście rozważyć przy zakupie kolejnego modelu do 1500 złotych. Obecnie ta propozycja Motoroli jest dostępna za 1299 złotych, co wydaje się przyzwoitą wyceną.

Zwłaszcza że wady ograniczają się do obecności jednego głośnika, małym problemom z nawigacją na ekranie o proporcjach 21:9, wystających aparatach oraz braku diody powiadomień. Tyle przynajmniej z obiektywnych minusów, bo tych subiektywnych każdy zapewne doszuka się na własną rękę. Na całe szczęście wątpię, czy komukolwiek uda się przebić liczbę zalet, dlatego też jestem przekonany, że Motorola One Vision jest godna polecenia i godna naszych odznak. Pełną specyfikację znajdziecie tutaj.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!