ASUS w mojej opinii jest dość niedoceniony, jeżeli chodzi o peryferia i chyba nie ma chyba zbyt wiele szczęścia na tym polu. Warto jednak śledzić poczynania tego producenta, gdyż zdarzają się w asusowym portfolio prawdziwe perełki. Dziś zapraszam na test jednej z takich perełek – ROG Gladius II.

Jak już napisałem na wstępie – ASUS jakoś ma pecha do peryferiów, a naprawdę szkoda. Zupełnie przypadkowo w moje ręce trafiła niegdyś mysz GT200 Espada, która w moim odczuciu jest najwygodniejszą myszką, jaka w ogóle jest na rynku do tej pory. Było też kilka myszek Strix, Cerberusów, klawiatur i masa innych, sensownych peryferiów, które chyba nie przebiły się nigdy zbyt mocno na biurka graczy. Podobnie sprawa ma się obecnie – po premierze średnio popularnego Gladiusa, ASUS wypuścił jego drugą wersję, na której test zapraszam.

Wygląd, wykonanie i zawartość opakowania

Producenci peryferiów odchodzą od dorzucania gratisów i dodatków do opakowania z produktem. Boxowe zestawy ograniczają się zazwyczaj do samej myszki, papierologii i czasem wymiennych poślizgów. Na szczęście tą drogą nie idzie ASUS, który zadbał o naprawdę świetny bundle. W opakowaniu znajdziemy: mysz, 2 kable (gumowy oraz w oplocie), świetnej jakości logo ROG, pokrowiec i… wymienne przełączniki. Tak, dobrze czytacie – w Gladiusie możemy wymieniać sobie przełączniki, co czyni mysz praktycznie nieśmiertelną. Jakość dodatków i ich liczbę zaliczam na duży plus, w zasadzie jest to najlepszy bundle, jaki miałem okazję otrzymać do tej pory.

Gladius II wyglądem bliźniaczo przypomina swojego poprzednika, zmiany są jednak widoczne. Po pierwsze, mamy podświetlenie RGB, po drugie – dodano przycisk bezpośrednio pod kciukiem. Kilka różnic widać też pod spodem, zmieniono otwór na sensor oraz poślizgi. Pierwszy Gladius uchodził za bardzo wygodnego, dlatego też ASUS postanowił (słusznie) nic nie zmieniać w kwestii ergonomii. Materiały oraz jakość wykonania stoją tutaj na najwyższym poziomie, dorównując lub nawet przebijając konkurencyjne myszki premium. Rewelacyjnie oceniam też paski LED – umieszczone są na spodniej krawędzi, co daje mistrzowski wręcz efekt – ledy świecą bezpośrednio na podkładkę a nie dookoła niej, co powoduje oszałamiający efekt. Podświetlenie wspiera też oczywiście system ASUS Aura Sync.

Oprogramowanie

Za sterowanie gryzoniem odpowiada program ASUS ROG Armory, który przypadł mi do gustu. Jest czytelny i orientacyjny. Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem każdego, żądanego przeze mnie ustawienia. W Gladiusie II możemy poustawiać praktycznie wszystkie, znane nam z innych myszek opcje. Odświeżanie, rozdzielczość, akceleracja, deakceleracja, LOD, bindowanie przycisków, podświetlenie – jest tu praktycznie wszystko. Z poziomu tej apki możemy też sterować synchronizacją podświetlenia Aura Sync, rozpisać makra czy je nagrać. W Zbrojowni nie zabrakło mi praktycznie żadnej funkcji.

Działanie w praktyce

ASUS ROG Gladius II pracuje na sensorze Pixart PWM3360, którego testowaliśmy TU i TU i jego pochodne, chociażby OwlEye w Roccat Kone Aimo czy TrueMove3 od SteelSeriesa. Sensor ten był testowany tak często, że postanowiłem pominąć testy syntetyczne. W Gladiusie zweryfikowałem jedynie implementację i wszystko jest w jak najlepszym porządku. To nadal jeden z najlepszych sensorów, jakie są na rynku, także nie musicie martwić się o precyzję, czy jakiekolwiek problemy z jitteringiem czy interpolacją. Tych po prostu nie uświadczycie.

Bliżej przyjrzałem się przyciskom i tutaj już można napisać nieco więcej. Przełączniki przycisków głównych, to Omrony o wytrzymałości do 50mln kliknięć. Pracują bez najmniejszego zarzutu, klik jest przyjemny i wyczuwalny, nigdy też nie pojawił się problem reakcji przycisku. Miałem jednak wrażenie, że przełączniki stawiają trochę zbyt duży opór, szczególnie gdy długo trzymamy wciśnięty np. prawy przycisk podczas celowania. Po dłuższej chwili opór przełącznika robi się nieco odczuwalny, jednak nie jest to wada a raczej specyfika twardości i oporu tego rodzaju przełącznika. Przyciski nad kciukiem są identyczne jak w pierwszym Gladiusie – rewelacyjne. Dodano też przycisk bezpośrednio pod kciukiem, którego umiejscowienie nie każdemu może się spodobać. Na mój rozmiar dłoni, przycisk wpasował się perfekcyjnie, kolega o większych dłoniach miał już jednak mały problem. Przycisk ten możemy skonfigurować jako trigger to przełączania rozdzielczości przy wciśnięciu lub zbindować jakąś inną, dowolną funkcję. Ja korzystałem z tej pierwszej i czasami, przy bardziej dynamicznych sytuacjach, zdarzało mi się ten trigger nieumyślnie wcisnąć. Wydaje się, że pracuje minimalnie zbyt lekko – mógłby stawiać większy opór. Nie mniej, po kilku grach przyzwyczajenia, ten problem minął.

Ergonomia

Najwygodniejszą dla mnie myszką na rynku jest bezwzględnie ASUS Espada GT-200 i jest ona dla mnie wyznacznikiem dla wszystkich testowanych przeze mnie gryzoni. Gladiusowi II nie udało się doścignąć tego majstersztyku wygody, jednak dodam, że żadnej, nawet Rivalowi 600 się to nie udało. Nie mniej – Gladius II jest piekielnie wygodny i gwarantuje maksymalny komfort pracy. Dłoń spoczywa perfekcyjnie, nie poci się dzięki materiałom i idealnie wpasowuje we wszystkie przyciski. Mógłbym odjąć minimalnie notę za przycisk pod kciukiem, ale ASUS wsłuchał się w opinie graczy i wypuścił na rynek wariant ASUS ROG Gladius II Origin, który tego przycisku już nie ma. Do wyboru, do koloru. Nie wspomniałem jeszcze o rolce oraz odporności na zabrudzenia. Rolka ma dodatkowe ogumienie i pracuje bez problemu. Co do zabrudzeń – bardzo obawiałem się, że gumowane i błyszczące elementy będą łapać zanieczyszczenia, ale nic takiego nie miało miejsca. Nie wiem, jak ASUS to zrobił, ale ta mysz naprawdę się nie brudzi. W Gladius II nie znalazło się miejsce na odważniki. Ja jednak zwracam małą uwagę na ciężar myszki i brak czy obecność tej funkcji stanowi dla mnie bardziej dodatek, niż wadę czy zaletę.

Podsumowanie

ASUS ROG Gladius II to bardzo silny zawodnik w starciu najpotężniejszych kolosów kategorii myszek gamingowych. Jest jednym z droższych gryzoni, ale na szczęście nieznacznie. Obecnie możemy go nabyć za ~380zł. W zamian dostajemy 2 kable (czemu więcej producentów tak nie robi, ja się pytam!), zapasowe przełączniki oraz parę innych gadżetów, w tym naprawdę fajny pokrowiec. Czego chcieć więcej? Do wad zaliczyłbym jedynie nieco zbyt lekko pracujący trigger, do którego przyzwyczajamy się w moment. A nawet jeżeli nie chcemy z niego korzystać – mamy wersję Gladius II Origin bez tego przycisku. ASUS staje na wysokości zadania i spełnia wszystkie wymagania graczy – bardzo podoba mi się takie podejście. W momencie, gdy u innych producentów czuć nieco „marketingowe” tchnienie i ograniczanie chociażby gratisów, czy ustępstw w celu zmniejszenia kosztów, ASUS nie przejmuje się tym wcale i nadal robi swoje. Kupujesz mysz premium – dostajesz pakiet premium. Tak trzymać!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!