Nie tak dawno miałem miałem okazję pisać o debiucie nowej myszki HyperX, a już teraz mogę sprawdzić, czy warto w ogóle zwrócić na nią uwagę. Zapraszam więc na test modelu Pulsefire FPS Pro.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Po kilkudziesięciu testach myszek mam już wyrobiony nawet rytuał oceny kartonu, w jakim docierają do mnie poszczególne modele. Zazwyczaj producent stawia na tradycyjne GAMINGOWE rozwiązania o identycznych rozmiarach… ale nie HyperX. Ten swoje modele prezentuje w naprawdę niewielkich pudełkach, więc po zakupie możecie wlepić na swoje media społecznościowe jakiś baner o tym, jacy to „eko” jesteście. Dobra, to tyle z zabawnego wstępu – w pudełku czeka na nas dobrze zabezpieczona myszka z trzema niepotrzebnymi papierkami.

Najważniejsze cechy

  • Sensor optyczny PMW3389
  • Czułość na 5 poziomach od 100 do 16000 DPI (przeskoki co 50 jednostek)
  • Waga: 95 gramów
  • Wymiary:  128 × 71 × 42 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne + gumowe wstawki na bokach
  • Przełączniki główne: Omron o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 6
  • Interfejs: 180-centymetrowy przewód USB w materiałowym oplocie
  • Podświetlenie: scroll oraz logo na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie NGenuity
  • Pamięć do 3 profili
  • Gwarancja: 2 lata

Design, materiały i wykonanie

Peryferia spod loga HyperX zawsze kojarzyłem z dobrym wyczuciem pomiędzy pewną klasyką, a gamingiem. O ile do tej pory każdy zestaw słuchawkowy, klawiatura i myszka to pokazywała, to Pulsefire FPS Pro jest zupełnie inną parą kaloszy. To oczywiście na wskroś subiektywna ocena, ale moim zdaniem ten model trąci odrobinę stylem rodem z taniej chińszczyzny. Zapewne podświadomie nawiązuje przy tym do propozycji od bliżej niezidentyfikowanych producentów. Czy i Wam przypomina to jakiś szeroko znany model? Dajcie znać w sekcji komentarzy na samym dole strony! Na szczęście nie udziela się to pozostałym elementom tej myszy.

HyperX zdecydował się na stworzenie praktycznie symetrycznej myszki przeznaczonej dla praworęcznych graczy, którym zdecydowanie podobają się te większe konstrukcje. Wprawdzie lewy i prawy bok różnią się odrobinę od siebie, ale są to naprawdę subtelne różnice. W Pulsefire FPS Pro odrobinę więcej powierzchni dla użytkownika zapewnia wysoki grzbiet i zdecydowanie poszerzone panele boczne. Ponownie jednak sama ocena kształtu jest cholernie subiektywna i o ile mi nigdy nie przypadały do gustu symetryczne rozwiązania, to nie znaczy, że i Wam się nie spodobają.

Pulsefire FPS Pro składa się z trzech elementów wykonanych z matowego tworzywa sztucznego w grafitowym kolorze. Konstrukcja została podzielona na grzbiet myszy z dwoma skrzydełkami przycisków głównych, panele boczne ze sporymi gumowymi wstawkami oraz prostą podstawę z dwoma ogromnymi ślizgaczami. HyperX zdecydował się również na dwa boczne przyciski z plastiku „glossy”, rolkę z gumowym paskiem oraz pojedynczy przycisk funkcyjny zaraz nad nią. Tradycyjnie z przodu został wyprowadzony cienki i bardzo elastyczny przewód USB w materiałowym oplocie.

Pod kątem wykonania nie mam więc żadnych zastrzeżeń, choć (jak wspomniałem) sam wygląd Pulsefire FPS Pro niespecjalnie przypadł mi do gustu.

Ergonomiczność

Jednak wygląd to nie wszystko, a ten tutaj przekłada się bezpośrednio na wygodę korzystania z myszki. Co tu dużo mówić, ten model z pewnością nada się dla graczy z odrobinę większą dłonią bez względu na stosowany chwyt i układ palców. Zdecydowanie wpływają na to boki, które posiadają łagodnie, choć wyczuwalnie wyżłobiony wklęsły kształt. Dochodzące do tego gumowe wstawki z gęstą faktura poprawiają sam chwyt i sprawiają, że Pulsefire FPS Pro trzymamy naprawdę pewnie. Dodajcie do tego przemyślane umiejscowienie przycisków i ślizgacze zapewniające wysoką płynność ruchu i dostaniecie naprawdę dobrą pozycję do wielogodzinnych sesji.

Test przycisków

Szkoda, że ostatnio producenci nie chwalą się zastosowanym rodzajem przełączników pod przyciskami głównymi, bo mogłyby zyskać takie zainteresowanie, jak te w klawiaturach mechanicznych. No, może odrobinę mniejsze, ponieważ na ich działanie przekłada się sam kształt skrzydełka (który nie jest jakoś ustandaryzowany). Huano o wytrzymałości 20 milionów kliknięć w Pulsefire FPS Pro sprawdzają się… no cóż, całkiem neutralnie, czyli po prostu dobrze. Wydawać by się mogło, że posiadają po prostu idealnie wyważoną charakterystykę (niewielka droga pracy, wysoka responsywność, „średnia” twardość, która jednak nie sprawia wrażenia ospałości i całkiem głośny klik). Ostatecznie więc nie mogę stwierdzić nic poza tym, że są dobre.

Znacznie bardziej podobają mi się jednak boczne przyciski o naprawdę unikalnym charakterze, które po prostu „fajnie się klika”. Równomierne działanie na całej długości, płytka, choć wyczuwalna aktywacja z odrobinę opóźnionym powrotem zdecydowanie spełnia swoje zadanie. Podobnie jak rolka, która może i nie posiada bardzo wyczuwalnych przeskoków, ale nie chrobocze przy przesuwaniu i wymaga odrobinę więcej siły na wprawienie jej w ruch.

Oprogramowanie

Po zainstalowaniu aplikacji NGenuity wita nas menu główne, w którym możemy zaprojektować kilka konfigurowalnych profili, spośród których 3 zostaną zapisane do pamięci wewnętrznej myszki. Po przeniesieniu się do dostosowywania jednego z nich czekają na nas trzy główne zakładki. W pierwszej producent oddał w nasze ręce centrum dowodzenia RGB (o którym więcej poniżej), w drugiej konfigurator czułości na pięciu poziomach. Do nich musimy również przypisać kolory, które pojawiają się na chwilkę po zmianie DPI, co pozwala na szybkie rozpoznanie aktualnego poziomu. W trzecim i jednocześnie ostatnim okienku znajdziemy kreator makr i opcję podmiany funkcji prawego i lewego przycisku myszy.

Podświetlenie

Tutaj (nie)stety nie mamy wiele do dyspozycji, ponieważ Pulsefire FPS Pro stawia wyłącznie na podświetlenie scrolla oraz loga HyperX na grzbiecie. Dostępny jest jednak pełen zakres RGB oraz pięć efektów (brak, stały, cykl kolorów, oddech i spust), na których prędkość możemy z łatwością wpływać.

Test sensora Pixart PMW3389

Następca takiej legendy, jaką jest PMW3360, zwyczajnie nie może nie radzić sobie w boju. Brak akceleracji pozytywnej i negatywnej, bardzo niski parametr LOD (1 milimetr), dobre odwzorowanie ustawionej czułości, wysokie prędkości maksymalne (~5 m/s), czy brak smoothingu i wyczuwalnej predykcji tylko świadczą o precyzji tej propozycji. Nie myślcie jednak, że utrzymuje ją w nienagannym stanie do całych 16000 DPI. Pierwsze negatywne efekty wprawne oko dostrzeże już przy 6000 DPI. Z kolei przekroczenie 13000 DPI równa się ze zdecydowanie zbyt nasilonymi zjawiskami interpolacji i jitteringu wysokiej częstotliwości oraz próbującym przeciwdziałać im mechanizmom. To jednak bolączka każdej konsumenckiej myszy na rynku. Zresztą – kto gra dziś na ponad 10000 DPI?

Podsumowanie

Niestety po tym całym teście i sprawdzeniu, na co dokładnie stać model Pulsefire FPS Pro, zwyczajnie brakuje mi słów. Ta propozycja HyperX jest po prostu nijaka, ale w poniekąd dobrym tego słowa znaczeniu. Nie wyróżnia się bowiem niczym szczególnym, nie oferuje czegoś, czego nie znajdziemy u konkurencji, ale również nie posiada żadnych obiektywnie uznanych wad. To po prostu solidna mysz za 200 zł, na której nikt się nie zawiedzie… o ile przed zakupem będzie w stanie sprawdzić, czy kształt i sam design nie okaże się finalnie  jakąś pomyłką. Ode mnie leci więc następujący znaczek:

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!