Po modelu LM30, który spotkał się z naszym ciepłym przyjęciem, nadszedł czas na coś tańszego i ze znacznie mniejszą ilością przycisków. Jak na naszym testowym stole wypadnie model LM20 od Lioncast?

Pudełko i dołączone wyposażenie

LM20 dociera do nas w mocnym kartonie, w którym czeka na nas mysz, pojemniczek na ciężarki zamontowane już w w obudowie, płyta z oprogramowaniem oraz instrukcja obsługi. W kwestii opakowania, zabezpieczenia przesyłki i zawartości nie mam nic do zarzucenia, więc przejdźmy od razu do tego, czym chwali się LM20.

Najważniejsze cechy

  • Sensor laserowy Avago 9800
  • Czułość na 5 poziomach od 50 do 16400 DPI
  • Waga: 122 gramów „z” i 102,8 gramów bez ciężarków
  • Wymiary: 125 × 79 × 41 mm
  • Materiał: wszechobecne tworzywo sztuczne
  • Liczba przycisków: 11 (+1 na spodzie do zmiany profili)
  • Przełączniki główne: Omron o wytrzymałości 5 milionów kliknięć
  • Interfejs: USB z pozłacanymi stykami za pośrednictwem 180-centymetrowego, gumowego przewodu
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: jedna strefa na grzbiecie myszki w formie logo producenta
  • Dedykowane oprogramowanie z 5 profilami
  • Wbudowana pamięć
  • System ciężarków
  • Gwarancja: 2 lata

Design, materiały i wykonanie

Początkowo myślałem, że LM20 z miejsca dostanie naszą odznakę „najwyższej jakości”. Patrząc na zdjęcia, wyobrażałem sobie solidne tworzywo sztuczne na grzbiecie i głównych przyciskach wzbogacone porządną powłoką gumową, panele boczne wykonane z ciemnego szlifowanego aluminium i dobrze dopasowane elementy. Jak możecie się spodziewać, w praktyce okazało się, że LM20 nie jest aż tak „ekskluzywny”, jak mi się to wydawało. Panele boczne z widoczną fakturą może i imitują szlifowane aluminium (choć w rzeczywistości naprawdę przeciętnie), ale są tak naprawdę śliskim plastikiem, którego znajdziecie zapewne na Waszych przyciskach bocznych i funkcyjnych. Z kolei grzbiet myszki zamiast pożądanej powłoki gumowej okazał się zwyczajnym matowym tworzywem sztucznym. Wprawdzie dobrej jakości, ale nie na to się przygotowałem. No, tyle przynajmniej z moich „pierwszych wrażeń”, a na co trafimy przy nieco głębszym zapoznaniu się z LM20?

Jak się okazuje, kawał dobrze wykonanej obudowy, ale z jednym szkopułem, o którym napiszę nieco później. W tym modelu Lioncast stanął na wysokości zadania już w fazie projektowania, co widać po dobrze dopasowanych łączeniach oraz ogólnym wyglądzie, sprawiającym wrażenie pewnej spójności. Rzeczywiście tak jest, bowiem każdy z elementów na myszce nie znalazł się tam (przynajmniej na pierwszy rzut oka) przypadkowo. Praktycznie wszystko w LM20 świadczy o zwyczajnie wysokiej jakości, ale jeśli się postaramy, to uda nam się do czegoś doczepić. Jedną wadę usłyszymy już przy wyciąganiu myszki z pudełka, a jest nią… coś obijającego się w obudowie. Nie jest to koniecznie coś, co chcecie słyszeć przy każdym ruchu myszką. Na dodatek potęguje to prawy przycisk główny (PPM) oraz ten zaraz pod rolką. Akurat te dwa są po prostu słabo osadzone we wnękach i nie trzeba się specjalnie starać, aby wyczuć ich zauważalne luzy.

Już tutaj na wyróżnienie zasługuje sporo przycisków (aż 11!), wśród których jeden, a dokładnie środkowy boczny wzbogacono wyczuwalną fakturą. Z pozoru błahy, ale w praktyce ważny dodatek ułatwia nam lokalizowanie pożądanego przycisku bocznego w ferworze walki. Nawet na spodzie producent przewidział coś ciekawego, ponieważ oprócz tradycyjnej wnęki na laserowy sensor, trzech ślizgaczy (dwa mniejsze przypadają na przód, a pojedynczy, znacznie szerszy na tył) znajdziemy tam również „system obciążenia” oraz prosty przycisk zmiany profili. W przypadku przewodu USB mamy do czynienia z dobrze wykonanym czarno-czerwonym oplotem materiałowym o przeciętnej sztywności i grubości.

O, prawie zapomniałbym. Z lewej strony od loga Lioncast, znalazły się cztery mleczne wstawki, które podświetlają się zależnie od wybranego poziomu czułości. Przy pierwszym nie podświetla się żadna, a przy 5 wszystkie cztery.

Ergonomiczność

LM20 nadaje się z pewnością dla każdego gracza, który lubi nieco grubsze i mniej podłużne konstrukcje. Asymetryczna bryła przeznaczona dla praworęcznych okazała się dla mnie idealna, co potęgował płynny ślizg na podkładkach (o dziwo ślizgacze sprawdzają się naprawdę dobrze) oraz możliwość wpływania na wagę myszki. To fajny bajer, ale w tym przypadku niezbyt dobrze przewidziany. Dodatkowy ciężar w postaci ośmiu ciężarków o wadze 2,4 gramów każdy sprawia, że wyłącznie tylna część LM20 staje się cięższa. Jedni to polubią, drudzy znienawidzą, ale obie te grupy wyczują, że znaczna część wagi przypada właśnie na tył konstrukcji. Jak dla graczy posługujących się wyłącznie nadgarstkiem, to cecha wręcz idealna.

We wszystkich tych zachwytach i dobrze rozmieszczonych przyciskach znalazło się jednak coś, co kompletnie niszczy przyjemność korzystania z propozycji od Lioncast. Mowa wspomnianym wyżej prawym panelu bocznym, który bardzo łatwo zbiera zabrudzenia i po pewnym czasie staje się zbyt śliski. Wtedy przetarcie go czymś suchym rozwiązuje problem, ale nie usprawiedliwia to producenta. Zwłaszcza że w przypadku lewej krawędzi zdecydował się na zastosowanie gumowej wstawki, która (przynajmniej moim zdaniem) powinna znaleźć się i na prawym boku.

Test przycisków

Główne przyciski w LM20 zostały oparte o przełączniki Omron z wytrzymałością do 5 milionów aktywacji. W tej cenie nie jest to topowa półka, ale lepsze takie renomowane niż jakieś „noname” za kilka złotych. Zwłaszcza że są głośne i sprawdzają się całkiem dobrze, odznaczając się twardym klikiem, krótką drogą pracy i wysoką responsywnością (która maleje w przypadku poluzowanego skrzydełka na prawym przycisku). W przypadku pozostałych, czyli bocznych i funkcyjnych stwierdziłem, że co drugi z nich bazuje na zupełnie innych przełącznikach. Nie chce nawet wchodzić w temat takich dokładnie, choć obstawiam, że tactile, ponieważ każdy z nich spisuje się dobrze. Oznacza to mniej więcej tyle, że… działają i się nie blokują czy zacinają.

W przypadku rolki jest jednak przeciętnie. Została wprawdzie dobrze wykonana, a jej działanie nie jest niczym zaburzone, ale może nie przypaść do gustu użytkownikom, którzy przyzwyczaili się do „głębokich” i zwyczajnie wyczuwalnych przeskoków w ramach obszernego łożyska.

Oprogramowanie

Lioncast przystroił swoją aplikację w charakterystyczne dla siebie połączeni bieli i ciemnego odcienia czerwieni. Warstwa wizualna jest jednak na drugim miejscu, ponieważ liczy się jej funkcjonalność, a ta prezentuje się raczej tradycyjnie. Mamy więc tutaj możliwość wpływania na funkcję poszczególnych klawiszy, dostosowanie podświetlenia, ustawienie pięciu poziomów DPI, wybranie częstotliwości odświeżania oraz nagranie i przypisanie kombinacji makr. Wszystko to w ramach pięciu profili zapisywanych do pamięci urządzenia.

Podświetlenie

To zdecydowanie najsłabsza cecha LM20, która będzie dla wielu zwyczajnie pożądana. Sam jestem zdania, że producenci sprzętu do 200 złotych powinni skupić się nie na systemie RGB, ale wykonaniu i użytych materiałach. Szczerze mówiąc, Lioncast powinien nawet zrezygnować z tej pojedynczej diody umieszczonej przy logo. Wszystko przez to, że możemy zobaczyć ją gołym okiem, ponieważ jej moc jest niewystarczająca do podświetlenia całego loga. Możemy ją oczywiście wyłączyć, ale również dostosować jej natężenie, a nawet wybrać pomiędzy trybem oddychania i statycznym! Obsługa pełnego RGB (choć mierna) nadal wchodzi w grę.

Test sensora laserowego Avago 9800

Ach ten poczciwy laser! Miałem z nim do czynienia kilka razy i w porównaniu do optycznych bestii pokroju PMW3360 sprawdza się raczej przeciętnie. Jego braki wysuwają się naprzód zwłaszcza w dynamicznych grach (zwłaszcza w shooterach), choć w typowo spokojnych produkcjach (MMO, RPG, strategie) nie będzie sprawiał żadnego problemu. W przypadku jego implementacji w LM20 od razu zaskoczył mnie niski współczynnik LOD, który wynosił poniżej 1 milimetra na czarnej podkładce materiałowej. Zauważalna była również akceleracja pozytywna uzależniona od różnic w prędkości. Ponadto mysz nie radziła sobie najlepiej z utrzymywaniem stabilnego odświeżania na poziomie 1000 Hz, więc radziłbym zejść z nim do 500 Hz.

Świetnie prezentuje się jednak nasilenie predykcji (niezauważalne), wysokie prędkości maksymalne, występowanie zjawiska interpolacji oraz szumów wysokiej częstotliwości. Te dwa ostatnie odczujemy dopiero po przekroczeniu 10000 DPI. W przypadku ogólnego, choć subiektywnego odczucia muszę przyznać, że Avago 9800 dawał mi się we znaki przy obróbce grafik, gdzie wymagana była precyzja co do piksela. Jednak w grach i codziennym użytkowaniu z pewnością będzie dla znakomitej większości z Was pozbawiony wszelkich, zauważalnych wad.

Nie wiecie, o czym w ogóle mówię? Rzućcie okiem na przygotowany przeze mnie poradnik, o tutaj.

Podsumowanie

LM20 zdecydowanie nie jest najbardziej opłacalną myszką do 150 złotych na rynku, choć jest całkiem unikalna. Mam tutaj na myśli aż cztery dodatkowe przyciski, których nie zawsze uświadczymy na modelach w cenie oscylującej w granicy 129 złotych. Jedyną zauważalną wadą w tej myszce jest niezbyt dobrze osadzony prawy przycisk myszy na przełączniki oraz prawy panel boczny, który powinien zostać wykonany z zupełnie innego materiału. Innymi słowy polecam, ale wyłącznie w momencie, kiedy potrzebujesz kilku dodatkowych przycisków na myszce.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!