Od premiery na rynku i naszego testu Volcano GMX4 już trochę minęło, więc premiera GMX5 Beast jest wręcz idealna na sprawdzenie, czy Modecom odrobił zadanie domowe. Ostatnio jedynym minusem jaki znalazłem, był zbyt cienki plastik na skrzydełkach przycisków, a czy doczepię się do czegoś przy modelu GMX5? Sprawdźmy to w tym teście!

Pudełko i dołączone wyposażenie

GMX4 dociera do nas w tradycyjnym opakowaniu, na którym to panuje wszechobecny, charakterystyczny dla firmy Modecom odcień czerwieni. Kilka renderów, dawka informacji – to już standard. W środku zaś czeka na nas dobrze zabezpieczona mysz, instrukcja obsługi i zestaw wymiennych ślizgaczy. Na nic wyjątkowego nie mamy więc co liczyć, ale przecież kupujemy myszkę, a nie zestaw naklejek, czy figurek.

Specyfikacja techniczna

  • Sensor optyczny Pixart PMW 3360
  • Czułość na 5 poziomach od 50 do 12000 DPI
  • Wymiary: 126.5 mm x 81.6 mm x 39 mm
  • Waga: 95 gramów
  • Waga z przewodem: 135 gramów
  • Dodatkowe ciężarki: 8 x 2,5 gramów
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne w kolorze czarnym
  • Przełączniki Omron z żywotnością do 20 mln aktywacji
  • Ilość przycisków: 10
  • Interfejs: USB za pośrednictwem 180-centymetrowego przewodu w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 333, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: dwie niezależne od siebie strefy LED w pełnym RGB
  • Dedykowane oprogramowanie z 5 profilami
  • Gwarancja: 2 lata

Design, materiały i wykonanie

W przypadku GMX5 BeastModecom zdecydował się na całkiem masywną bryłę. Nie mamy tutaj do czynienia ze smukłymi, obłymi i prostymi kształtami. To wcale nie jest minusem, bo dosyć prosta stylistyka z tak niestandardową konstrukcją sprawia naprawdę interesujące wrażenie. Niestety zarezerwowane wyłącznie dla praworęcznych posługujących się chwytem typu palm- i claw-grip z układem palców 1+2+2. Ta mysz została wykonana z pięciu elementów, wśród których trzy główne (z którymi nasza dłoń ma nieustanny kontakt) wykonano z matowego tworzywa sztucznego. Próżno doszukać się tutaj wyczuwalnej powłoki gumowej, co świadczy pozytywnie o trwałości modelu. O lepszą przyczepność dbają jednak dwie gumowe wstawki przyklejone we wnęki pod naszym kciukiem oraz małym palcem.

Te dwa wspierają się dodatkowo o nieco przedłużone panele boczne. Ten z prawej strony zapewnia również odpowiednie wcięcie i ilość miejsca na nasz palec serdeczny. Na spodzie znajdziemy wertykalnie obrócony sensor PWM 3360, przycisk zmiany profilu oraz cztery ślizgacze o nieregularnym ustawieniu. Całość zamyka prosty system obciążenia, w ramach którego możemy z 95 gramów zrobić 125. Polega on na odkręcanym krążku z 7 odważnikami o wadze 2,5 gramów każdy. W przypadku 180-centymetrowego przewodu nie mam żadnych zastrzeżeń. Ten mieści się w prowadnicy bungee i jest podatny na układanie, w którym pomaga prosta rzep.

Ergonomiczność

Na nią składa się tak naprawdę (przynajmniej moim zdaniem) łatwość przesuwania myszy na podkładce, dostępność do przycisków i ogólne wrażenie z użytkowania. W przypadku tego ostatniego jest po prostu dobrze. GMX5 Beast oferuje sporo miejsca na naszą dłoń, a specjalne wyżłobienia umożliwiają nam wygodne korzystanie z myszki. Niestety zbyt cienkie ślizgacze nie sprawdzają się najlepiej przy sporym nacisku na mysz. W kwestii rozmieszczenia wagi jest całkiem dobrze, ale dopiero po usunięciu wszystkich ciężarków – wtedy waga rozkłada się równomiernie po całej konstrukcji.

Test przycisków

Tutaj mamy całkiem duże pole do popisu, bo w grę wchodzi ich aż 10. Na początek zajmijmy się dwoma głównymi, które oparto o przełączniki Omron. Ich klik jest wręcz idealny – płytki, responsywny, a na dodatek dosyć cichy. Dopełnia je umieszczony po lewej przycisk o głębokim kliku, który wyróżnia się na tle trzech funkcyjnych i trzech bocznych, cechujących się płytkim i responsywnym klikiem. O ile jestem w 99% pewny, że funkcyjne bazują na zwyczajnych tactile, to boczne oparto najpewniej na innych renomowanych przełącznikach. O ile dostęp do tych dwóch tradycyjnych jest prosty, to dodatkowy (trzeci) wymaga od nas całkowitego ściągnięcia kciuka z panelu bocznego. Fajnym dodatkiem okazał się ten środkowy z wyczuwalną fakturą oraz ten minimalistyczny na spodzie, służący do zmiany profilu.

W kwestii rolki jest bardzo dobrze – gruba powierzchnia gumowa wspiera nasz palec, a zastosowane łożysko jest wytrzymałe i z wyczuwalnymi momentami aktywacji podczas scrollowania.

Oprogramowanie

Prostota w dobrym wykonaniu, na które składa się intuicyjny (choć nieperfekcyjny) interfejs, jaki znajdziecie w większości aplikacji wspierających myszki. Pozwala Wam na dostosowanie do 5 profili, podmianę funkcjonalności poszczególnych klawiszy, zarządzanie systemem podświetlenia, nagrywanie makr i co najważniejsze – dostosowywanie możliwości sensora. Ten może działać z odświeżaniem rzędu 125, 250, 330, 500 i 1000 Hz i osiągać czułość od 50 do 12000 DPI.

Podświetlenie

Nie jest to najważniejszy element GMX5 Beast, ale dobrze, że przynajmniej jakiś jest. W grę wchodzi podświetlenie rolki i loga producenta na tyle. Tak naprawdę możemy wpływać głównie na to drugie pod kątem barwy (nie liczcie na idealne odwzorowanie), efektu (regularna zmiana koloru, oddychanie stały), jego częstotliwości oraz jasności. Podświetlenie kółka bazuje na wybranym poziomie DPI, a w grę wchodzi żółty, niebieski, zielony, różowy i czerwony.

Test sensora

Tutaj mamy do czynienia ze zdecydowanie najlepszym nieautorskim sensorem. Ta implementacja optycznego Pixart PWM 3360 cechuje się brakiem akceleracji, niskim parametrem LOD (~1,8mm) oraz wysoką odpornością na zjawisko jitteringu i interpolacji wraz ze zwiększeniem czułości. Tak naprawdę pierwsze te oznaki zauważyłem dopiero po osiągnięciu 11000 DPI, co potwierdzają poniższe testy. Na nich ujrzycie również brak wyczuwalnej predykcji oraz wysokie prędkości maksymalne.

Podsumowanie

159 złotych za 10 programowalnych przycisków, dobre wykonanie i materiały, zadowalającą ergonomiczność, wysoką precyzję niezależnie od czułości oraz brak bardzo wyczuwalnych wad. Czy potrzebujecie czegoś jeszcze, aby zdecydować się na zakup najnowszej myszki Modecom, czyli GMX5 Beast? Mi szczerze mówiąc nie, dlatego z czystym sercem wystawiam temu modelowi naszą odznakę. Modecom – może nadszedł wreszcie czas na podbicie górnej półki 300+ zł?

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!