Na pierwszy rzut oka model m810RGB od niemieckiego, raczej niezbyt popularnego w naszym kraju producenta LC Power sprawia wrażenie naprawdę interesującej myszy. Jest to jednocześnie pierwszy przedstawiciel autorskiej serii AiRazor, dlatego jestem niezmiernie ciekaw, jak wypadnie na naszym stole testowym.

Pudełko i dołączone wyposażenie

M810RGB wita się z nami za pośrednictwem kartonu z interesującymi zielonymi akcentami, wśród których zamieszczono najważniejsze informacje o myszce w języku niemieckim i angielskim. Producent pokusił się nawet o puszczenie oczka dla uważnych nabywców za pośrednictwem grafik żyletek na każdej stronie. Wiecie, bo myszka pochodzi z serii aiRAZOR. W samym pudle znajdziemy dobrze zabezpieczoną myszkę i krótką instrukcję obsługi.

Specyfikacja techniczna

  • Sensor optyczny PMW3325
  • Czułość od 200 do 5000 DPI (domyślnie 800, 1600 i 3200)
  • Waga: ~135 gramów
  • Wymiary: 117 × 66,5 × 41,5 mm
  • Ilość przycisków: 5
  • Przełączniki: nieokreślone Omron
  • Interfejs: USB z 180-centymetrowym przewodem w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: dwie konfigurowalne strefy w pełnym RGB
  • Dedykowane oprogramowanie

Materiały i wykonanie

Już od pierwszej chwili m810RGB sprawia dosyć nietypowe wrażenie w porównaniu do popularnych myszek gamingowych. Mowa głównie o kształcie, który zaskakuje odrobinę skrócona i jednocześnie podwyższoną konstrukcją (o wymiarach: 117 × 66,5 × 41,5 mm). Składają się na nią cztery dobrze dopasowane elementy. Główne przyciski zostały wyprofilowane pod małym kątem, co tyczy się również nieco pogłębionych paneli bocznych. Po stronie zastosowanych materiałów jest raczej przeciętnie, bo postawiono głównie na matowe tworzywo sztuczne bez żadnych specjalnych wstawek, czy antypoślizgowych udziwnień.

W nasze ręce oddano sporej wielkości przyciski boczne oraz ogumowanego scrolla. Wprawne oko zauważy brak przycisku funkcyjnego aka zmiany DPI, który w produkcie LC Power zagrzał swoje miejsce na spodzie. To właśnie tam znajdziemy trójstopniowe przełączniki odpowiadające za ustawienie czułości oraz częstotliwości odświeżania. Sensor wspomaga nieustannie świecąca się czerwona dioda, a o płynność ruchu po podkładce dbają trzy teflonowe wstawki. W sprawie 1,8-metrowego przewodu USB nie mam wiele do powiedzenia – ten jest elastyczny i został odpowiednio zabezpieczony gęstym oplotem.

Ergonomiczność

Ocena symetrycznych myszy o niewielkich rozmiarach zawsze stanowi dla mnie spore wyzwanie, bo praktycznie zawsze odczuwam brak stuprocentowej kontroli albo zwyczajny dyskomfort. W przypadku AiRazor m810RGB z precyzją nie było wielkiego problemu, ale bez względu na zastosowany układ i chwyt moje śródręcze nie miało kontaktu z myszą, co przy typowych dla mnie ruchach “nadgarstkiem” nie było zbyt wygodne. Ze względu na to zaczerpnąłem opinii osoby o nieco mniejszych dłoniach i ta stwierdziła, że pod kątem ergonomii nie ma nic do zarzucenia propozycji od LC Power.

Test przycisków

Pracy głównym przyciskom nie mam nic do zarzucenia. Te są stosunkowo twarde i głośne, ale zyskują na dobrej, ale nie rewolucyjnej responsywności oraz krótkiej drogi aktywacji.  Spodobały mi się również dwa boczne przyciski o sporej wielkości, które zidentyfikujemy w ferworze walki bez większego problemu. Te zostały najprawdopodobniej oparte o najtańsze rozwiązanie “tactile” albo o naprawdę subtelne przełączniki. W przypadku scrolla mam jednak mieszane odczucia, bo z jednej strony ma charakterystycznie zaznaczony przeskok i aktywację, ale wydaje nieprzyjemny dźwięk chrobotania przy każdym ruchu. Jest jednak porządnie osadzony we wnęce, od której bije moc diod RGB.

Oprogramowanie i podświetlenie

Wow! Muszę przyznać, że naprawdę zdziwiłem się po pobraniu aplikacji ze strony producenta. Zazwyczaj myszki w tym segmencie cenowym posiadają identyczny wręcz layout z tymi samymi ustawieniami, ale zmienioną kolorystyką. Może i oprogramowanie AiRazor pozwala na to samo, co konkurencja, ale widać, że została stworzona jako podstawa do parowania sprzętu z tej samej marki. Jednak pomimo tego oferuje całkiem tradycyjne ustawienia tj.: przypisanie DPI (od 200 do 5000) do 3 profili, zmienienie funkcji każdego klawisza, nagrywanie i przypisywanie makr, zabawę z podświetleniem RGB oraz konfiguracje możliwe do przeprowadzenia w systemie Windows.

Samo podświetlenie raczej nie powala, ale zostało wykonane z należytą pieczołowitością. Oznacza to tyle, że obudowa nie prześwituje w losowych miejscach, a nazwa serii z tyłu i scroll są równomiernie podświetlone. Oprócz doboru koloru możemy ustawić tryb stały, oddychania, cyklicznego spektrum barw oraz inteligentnej reakcji na nasze poczynania myszką.

Test sensora

Po optyku PWM3325 nie spodziewałem się zachwycających osiągów, ale nie jest aż tak źle. Zacznę może od pozytywów – na żadnym z poziomów czułości nie dało się wywołać zjawiska akceleracji negatywnej (dzięki stosunkowo wysokim prędkością maksymalnym), a predykcja (angle-snapping) była odpowiednio dobrana. No, to teraz nieco dłuższa lista minusów. Mowa o: lekko wyczuwalnej akceleracji pozytywnej, niestabilnym odświeżaniu 1000 Hz, parametrze LOD na poziomie ~3 mm oraz zauważalnym zjawisku jitteringu wysokiej częstotliwości po przekroczeniu granicy 3200 DPI. Zdaje sobie sprawę, że 99,99% osób w ogóle nie zwróci uwagę na te niedoskonałości, ale po to właśnie testujemy sensory myszek – aby znaleźć w danym segmencie cenowym model z jego najlepszą implementacją. Tak więc precyzja oferowana przez m810RGB jest, jak najbardziej odpowiednia, ale na feeling i bezkompromisowości rodem z PMW3330, czy TrueMove nie ma co liczyć.

Podsumowanie

Miałem już w swojej dłoni wiele myszek w segmencie do 100 złotych i z każdą kolejną trudniej jest mi jednoznacznie wskazać na nie tyle najlepszą, co najbardziej wszechstronną propozycję. Mogę Was jednak zapewnić, że w większości przypadków produkty znanych, choć odrobinę producentów oferują praktycznie identyczną (choć nie zawsze!) precyzję sensora i różnice pomiędzy nimi polegają wyłącznie na bryle i samym wykonaniu. Tak się właśnie składa, że model AiRazor m810RGB wyróżnia się właśnie na tle innych produktów swoim rozmiarem i kształtem, który jednym przypadnie do gustu, a drugim kompletnie się nie spodoba. Jest to niestety na tyle subiektywne, że nie mogę tego jednoznacznie ocenić. Mogę jednak potwierdzić, że mysz jest lekka, sunie po materiałowej podkładce jak po maśle, dłoń nie męczy się na niej zbyt szybko. Sensor z kolei powinien sprostać wymaganiom wszystkim niewyczulonym użytkownikom, dlatego zdecydowałem się polecić najnowszą mysz od LC Power. Pamiętajcie jednak, że ta nie oferuje zmiany DPI “w locie!” – trzy wyznaczone wcześniej poziomy zmieniamy za pomocą przełącznika na spodzie konstrukcji.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!