Przed kilkunastoma dniami HyperX wrzucił do swojej oferty zupełnie nową serię produktów  „Core”, do której zawitała klawiatura Alloy Core RGB i mysz Pulsefire Core. Osobiście mam nadzieję, że nazwa zwiastująca coś podstawowego i elementarnego nie przełoży się na wysoką jakość, do jakiej przyzwyczaił nas producent. W to jednak nie zawsze można wierzyć, dlatego sprawdźmy, co tym razem zgotował nam ten niezawodny w gamingowym segmencie gracz.

Z racji łączonego testu skupię się głównie na myszy, ponieważ w przypadku Alloy Core RGB mamy do czynienia z membranową konstrukcją, która może i jest godna uwagi, ale z racji jej ceny, zdecydują się na nią naprawdę zagorzali przeciwnicy modeli mechanicznych, których jest zaledwie garstka. Zwłaszcza, że przy Pulsefire Core będziemy musieli zatrzymać się na nieco dłużej z racji ciekawego sensora oraz wsparciu oprogramowania HyperX NGenuity.

Najważniejsze cechy Pulsefire Core

  • Sensor optyczny Pixart PAW3327
  • Czułość na 5 poziomach od 200 do 6200 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Waga (bez przewodu): 87 gramów
  • Waga (z przewodem): 123 gramów
  • Wymiary: 119,3 x 41,3 x 63,9 mm
  • Materiał: tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: nieznane o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 7
  • Interfejs: 180-centymetrowy przewód USB w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 1000 Hz bez możliwości zmiany
  • Podświetlenie RGB: wyłącznie logo na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Cena producenta: 40 euro

Design, materiały i wykonanie

Przy Pulsefire Core HyperX postawił na symetryczną obudowę skrojoną specjalnie dla praworęcznych graczy, która jednak nawet na tle mojego zamiłowania do asymetrycznych modeli nie sprawiała „skrajnie regularnego” wrażenia. Cała konstrukcja składa się z sześciu głównych elementów, wśród których znajdziemy połączenie śliskiego plastiku na łączeniach matowego, jednoczęściowego grzbietu z chropowatym, a na dodatek frezowanym tworzywem sztucznym. O ile materiały zasługują na pochwałę, tworząc razem spójną całość, to na miejscu producenta zrezygnowałbym z odrobinę zbyt rzucających się w oczy połączeń, które niestety jesteśmy w stanie wyczuć. Ponadto w moim egzemplarzu luzy obecne na prawym skrzydełku przycisku głównego sprawiają, że to „stuka” przy co dynamicznych ruchach.

Całość dopełniają dwa spore przyciski boczne z plastiku „glossy”, dwa niewielkie funkcyjne (domyślnie zmiany DPI) z delikatnymi wyżłobieniami oraz rolka z gumową nakładką w snake’owym wydaniu. Na spodzie z kolei nie czeka na nas nic ciekawego, choć wielkość dwóch ślizgaczy może zaskakiwać. Szkoda tylko, że ich boki nie zostały delikatnie zaokrąglone, co w większości przypadków zwiększa płynność ruchu. Do przewodu tradycyjnie w tej półce cenowej nie mogę się doczepić. Ten w modelu Pulsefire Core jest nie tylko cienki, ale również plastyczny w swoim materiałowym oplocie.

Ergonomiczność

Niewielka waga w połączeniu z wielkimi ślizgaczami zrobiła swoje, a pewny chwyt zapewniany przez całkiem małą, choć dobrze wyżłobioną konstrukcję z nieślizgającą się obudową sprawiają, że tylko przyzwyczajeni do tej samej myszki od lat będą mieli problem z przejściem na tę propozycję HyperX.

Test przycisków

Niestety producent pozostawił zastosowane przełączniki w tajemnicy, więc nie mogę odwołać się do modeli wyposażonych w te same. Nie oznacza to jednak, że główne przyciski opierają się na jakiejś taniej chińszczyźnie. No, w sumie opierają się… ale na takim sushi z przydrożnej knajpy, a nie restauracji. Posiadają bowiem wysoką responsywność, krótką drogę pracy, wyczuwalną twardość kliku i jego charakterystyczny dźwięk. W praktyce pozwala nam to na lepszą kontrolę np. nad szybkostrzelną bronią podczas prucia do wrogów z pojedynczych strzałów.

Przyciski boczne i funkcyjne są za to przyzwoite, przez co rozumiem fakt, że… działają i nie zacinają się. W mojej subiektywnej ocenie są jednak za delikatne, a uczucie ich klikania można porównać do przesiadki z klawiatury wyposażonej w przełączniki Cherry MX Blue na starą, a na dodatek niskoprofilową membranówkę. Na deser pozostawiłem tradycyjnie rolkę, w przypadku której HyperX odnalazł coś w rodzaju złotego środka pomiędzy siłą potrzebną do wprawienia jej w ruch oraz uczuciem przeskakiwania pomiędzy zębatkami.

Oprogramowanie

Tradycyjna aplikacja NGenuity pozwala nam w tym przypadku zapisanie i dostosowanie wyłącznie jednego profilu, który mysz „zapamięta”. Nie oznacza to jednak, że lokalnie na dysku nie możemy mieć ich kilkuset. To nie będzie raczej konieczne, ponieważ opcje ograniczają się do podświetlenia RGB, ustawienia pięciu poziomów czułości od 200 do 6200 DPI z powiązanymi kolorami (o aktualnie wybranym poziomie informuje nas też niewielkie okienko z programu) oraz programowania sekwencji makr.

Podświetlenie

Core jest pod tym kątem okrojone, choć HyperX nigdy nie szedł w wszędobylskie LEDy w swoich myszkach. Nabywcy modelu Pulsefire Core mogą liczyć jedynie na dobrze oświetlone logo na grzbiecie, które może przyjąć kolor z całej palety RGB w trybie stałym, oddychania, palety barw i spustu. W razie potrzeby możemy również je dezaktywować.

Test sensora Pixart 3327

Wygląda na to, że producent postarał się w tym wypadku o coś niespotykanego, bo szczerze mówiąc, pierwszy raz mam do czynienia z sensorem optycznym Pixart 3327. Wyrocznią oczywiście nie jestem, ale nie jedną myszką sunąłem po podkładce, więc jest to dla mnie w pewnym stopniu fenomenem. Mam jednak całkiem prawdopodobne wrażenie, że jest to nic innego, jak delikatnie okrojona się wariacja Pixart 3330, ponieważ prezentuje sobą fenomenalną pracę.

Współczynnik LOD wynosi w tym przypadku ~1 mm, wywołanie akceleracji negatywnej jest niemożliwe z racji wysokich prędkości maksymalnych (~4,3 m/s), ta pozytywna jest nie do wychwycenia, a predykcja (angle-snapping) niewyczuwalna, choć obecna. Jednak poziom 2800 DPI jest już granicą, której lepiej nie przekraczać, choć osobiście trzymałbym się 2400 DPI dla jak najwyższej precyzji.

Krótko o Alloy Core RGB

Nie wiem jak Wy, ale ja po usłyszeniu hasła „klawiatura membranowa” przypominam sobie te modele za 10/20 złotych, które dało się złamać palcami, a niedziałające przyciski były czymś normalnym po kilkudziesięciu godzinach pracy. Pod kątem wykonania i designu też oczywiście nie powalały, więc propozycje takie jak Alloy Core RGB po prostu trzeba docenić. HyperX nie potraktował membranowej wersji jako czegoś gorszego i opakował jej delikatne i cichutkie w świetną obudowę z fenomenalnymi dodatkami. Szczerze mówiąc, Alloy Core RGB sprawia na początku wrażenie czegoś z Cherry MX na pokładzie, co oczywiście szybko można zweryfikować.

Zdecydowanie największą robotę w tym modelu robi podświetlenie, które nie ogranicza się jedynie do przycisków, ale opiewa również górną część w formie cienkiego paska na całej długości. Dodajmy do tego oddzielne przyciski multimedialne, wzmacniany plastik z konstrukcją odporną na niewielkie zachlapania, tryb gry oraz dwa podobnie oddzielone przyciski do przełączania się pomiędzy sześcioma trybami podświetlenia (z możliwością zaprogramowania własnego w pięciu strefach) i trzema poziomami jasności oraz po prostu świetne wykonanie i otrzymamy fenomenalną propozycję stosunkowo taniej klawiatury membranowej.

Podsumowanie

Obecnie mysz Pulsefire Core dorwiecie za 180 złotych, a Alloy Core RGB za 220 złotych. To nowości na rynku, więc z biegiem czasu zapewne stanieją o dwie, może trzy dyszki, ale i tak obecnie są godne polecenia. Ich elementy składowe nie budzą żadnych zastrzeżeń i choć nie są to najlepsze modele pod kątem cena/jakość, to fani marki (i nie tylko!) mogą brać je bez zastanowienia.

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!