Niemiecka firma Lioncast na dobre zadomowiła się już na rynku peryferiów komputerowych, oferując nie tylko ciekawe, ale przede wszystkim dobrze wycenione produkty. Czy tak też będzie z ich najnowszym tworem, czyli myszką LM50 „przeznaczoną do e-sportu”?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Biało-bordowy, minimalistyczny karton z kilkoma renderami oraz informacjami na temat produktu w wielu językach skrywa w sobie tradycyjne plastikowe „etui” chroniącę mysz, oraz krótką ulotkę informacyjną. Innymi słowy, nic szczególnego, ale czego powinniśmy oczekiwać po… pudełku?

Najważniejsze cechy

  • Sensor optyczny PMW3360
  • Czułość na 5 poziomach od 100 do 12000 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Wymiary: 125 x 67 x 42 mm
  • Waga: 90 gramów
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Omron o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 5 przycisków + rolka
  • Interfejs: USB z pozłacanymi stykami za pośrednictwem 180-centymetrowego przewodu w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: rolka i logo na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Cena producenta: 59,95 euro

Design, materiały i wykonanie

Tym modelem Lioncast uderzył (według zapowiedzi) w profesjonalnych i tych domorosłych graczy, którzy najbardziej cenią sobie wygodę i precyzję oferowaną przez gryzonia. Dzięki ergonomicznemu kształtowi ma przypasować każdemu, ale głównie praworęcznym osobnikom przez umiejscowienie przycisków bocznych, choć jest symetryczna. Pod kątem wyglądu LM50 jest naprawdę minimalistyczna, o czym świadczą proste, obłe kształty i ta spójność pomiędzy poszczególnymi elementami obudowy. Tych jest w sumie pięć, ale trzy najważniejsze (grzbiet połączony ze skrzydełkami przycisków głównych i panele boczne) zostały wykonane z matowego i przyjemnego w dotyku tworzywa sztucznego. Niewielka krawędź podstawy, przycisk zmiany DPI oraz przyciski boczne tworzy z kolei „świecący się plastik” (glossy), który w tym wydaniu robi wizualną robotę.

Kształt LM50 nawiązuje po części do tradycyjnych konstrukcji, czyli poszerzonego tyłu i przodu, ale wyżłobionych w dolinki paneli bocznych, na które lądują nasze palce w taki sposób, że chwyt (przynajmniej w teorii) jest tak pewny, jak uścisk dłoni. Na spodzie myszki znalazły się z kolei dwa cienkie, choć długie ślizgacze, a rewolucji doczekał się… sam przewód. Ten mierzy 180-centymetrów i został umieszczony w elastycznym nylonowym oplocie, ale w sposób, którego próżno szukać u konkurencji. Ten sprowadza się do „podniesienia” pierwszych centymetrów przewodu pod niewielkim kątem, co zapewnia nieco mniejsze opory przewodu na podkładce.

Ergonomiczność

I muszę przyznać, że patent Lioncasta z przewodem pozytywnie mnie zaskoczył. Może nie eliminował w ogromnym stopniu oporu, ale zdecydowanie pomagał mouse bungee w utrzymaniu go ponad podkładką. Z kolei bez jego wsparcia przynajmniej unosi przewód przez pierwsze 3 centymetry nad powierzchnią. Może to właśnie to sprawia, że LM50 na tych dwóch wątpliwej wielkości, choć bardzo dobrze wykonanych i zaokrąglonych ślizgaczach sunie po materiałowej i twardej podkładce, jak po maśle.

W kwestii rozstawu poszczególnych przycisków również nie mogę się do czegoś przyczepić. Dwa szerokie przyciski boczne znajdują się idealnie nad naszym kciukiem, ten funkcyjny jest niemożliwi do naciśnięcia przez przypadek, a gumowa wstawka wzdłuż roli, jak zawsze robi robotę. Jak to jednak wypadnie w teście działania?

Test przycisków

Lewy i prawy przycisk myszy bazuje na przełącznikach firmy Omron o wytrzymałości przynajmniej 20 milionów aktywacji. Tego niestety zweryfikować nie mogę, ale z miejsca mogę Wam zdradzić, że jest to niezbyt responsywny wariant, choć „przyjemny w klikaniu”. Szczerze mówiąc, trudno to opisać, ale oba wydają się zwyczajnie ospałe. Zwłaszcza przy regularnych, ale niezbyt szybko następujących po sobie kliknięciach np. podczas oddawania pojedynczych strzałów. Katastrofą bym tego nie nazwał, ale ta „miękkość” sprawia, że mam spore wątpliwości co do umiejętności drużyny e-sportowej, z którą Lioncast współpracował właśnie przy tworzeniu LM50.

Przyciski boczne również nie są wolne od drobnych wad, które tym razem przyjmują dziwne zachowanie przełącznika. Od czasu do czasu klikanie sprawia wrażenie, że przed dotarciem przycisku do przełącznika ten musi dopiero wejść na odpowiedni tor, co da się odczuć. Jest to zapewne kwestia zbyt luźnego osadzenia poszczególnych elementów. Przyciski jednak się nie zacinają, więc to jest najważniejsze. Pracy rolki również nie mogę ocenić jednoznacznie, bo choć sprawdza się świetnie, to jej łożysko ma pewną wadę, która objawia się regularnym chrobotaniem podczas obracania. Na miejscu producenta poprawiłbym też jej stabilność we wnęce.

Oprogramowanie

Tradycyjne dla Lioncasta oprogramowanie musimy pobrać z jego strony i zapewniam Was, że warto! Prosta aplikacja została podzielona na trzy główne zakładki, które umożliwiają nam zarządzanie skromnym podświetleniem, ustawieniami sensora oraz funkcjami myszy. Możemy więc liczyć na tradycyjną zmianę funkcji poszczególnych klawiszy (w tym nagranych przy pomocy kreatora makr), dostosowanie pięciu dostępnych profili zapisywanych w pamięci urządzenia, czy ustawienie pięciu poziomów DPI zmienianych domyślne z każdym kliknięciem przycisku nad scrollem „w górę”. Innymi słowy, nic specjalnego.

Na tle konkurencji model LM50 wyróżniają jednak trzy dodatkowe ustawienia. Mowa o dwuzakresowym dostosowaniu parametru LOD (low/high), włączeniu zjawiska angle-snappingu i rozszerzeniu funkcjonalności myszy o kombinacje z shiftem. Wiecie – każdy z przycisków może przyjąć nową funkcję w połączeniu z jednoczesną aktywacją klawisza shift.

Podświetlenie

Jak to na e-sport przystało, jest skromnie. Zupełnie jak w każdym modelu tego producenta. Możemy więc liczyć wyłącznie na diodę pod scrollem oraz logiem, którą możemy włączyć w tryb stały, oddychania i szybkiego migania. Całość uzupełniają podstawowe kolory, których odcienie (i tylko je) możemy zmieniać. Jest to więc takie „pseudoRGB”.

Test sensora PMW3360

Ponowne kompleksowe testowanie tego sensora mija się z celem, bo pomimo kilku lat nadal jest jednym z najlepszych. Sprawdziłem więc go w akcji i z subiektywnego punktu widzenia implementacja w wykonaniu Lioncast radzi sobie równie dobrze, co inne wystąpienia tego kultowego modelu. Pierwsze wyczuwalne spadki precyzji są wyczuwalne w okoli 4000 DPI i rosną aż do 12000 DPI. Ponadto w grę wchodzą prędkości maksymalne w okolicy 4 m/s (przeciwdziała to akceleracji negatywnej), współczynnik LOD poniżej 1 milimetra na ustawieniu „low” i brak nasilonej predykcji.

Podsumowanie

W dniu publikacji tego testu model LM50 kupicie za 200 złotych, co moim zdaniem jest adekwatną kwotą za mysz tej klasy. Wysoka precyzja, dobrej jakości materiały i brak wielkich wad sprawiają, że propozycję Lioncasta można brać w ciemno… o ile jej kształt trafia w Wasz gust.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!