Szczerze mówiąc pierwszy raz mam do czynienia z produktami Rapoo, dlatego test optycznej myszy V280 jest wręcz idealną okazją na sprawdzenie, czy na rynku kryje się warty naszej gamingowej uwagi producent.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Pod względem wyposażenia i samego kartonu Rapoo niczym nie wyróżnia się na tle innych producentów. W zestawie znajdziemy wyłącznie wielojęzykową instrukcję obsługi oraz samą mysz V280.

Specyfikacja techniczna

  • Niezidentyfikowany sensor optyczny
  • Czułość od 500 do 7000 DPI
  • Waga: ~113 gramów
  • Wymiary: 127 × 78 × 37 mm
  • 180-cm przewód USB w oplocie
  • Wbudowana pamięć
  • 5 programowalnych przycisków
  • Podświetlenie RGB z czujnikiem dotyku
  • Przełączniki OMRON z wytrzymałością 20 mln aktywacji
  • Dedykowane oprogramowanie

Materiały i wykonanie

V280 jest symetryczną myszą przeznaczoną dla praworęcznych (ze względu na rozstaw przycisków) o wadze 113 gramów i wymiarach 127 × 78 × 37 mm wykonaną w naprawdę przyzwoity sposób. Górną część konstrukcji stanowi matowe tworzywo sztuczne, a boczne panele wypełnia gumowa wstawka o gęstej fakturze. Z kolei wygląd poprawia srebrna wstawka oddzielająca przycisk zmiany DPI, ogumowane kółko oraz wyprofilowany lewy i prawy przycisk myszy.

Z kolei o płynność ruchu po podkładce dbają trzy teflonowe wstawki, które o dziwo odwalają kawał dobrej roboty. Nie mam również nic do zarzucenia 180-cm przewodowi w oplocie, który jest wystarczająco lekki i giętki. Jego połączenie ze złączem USB i myszą jest jak najbardziej w porządku, a dołączona opaska na rzep umożliwia częściowe opanowanie niesfornych kabli.

Ergonomiczność

Spore rozmiary V280 okazały się kluczem do sukcesu pod względem wygody. Pomimo swojej symetryczności pozwala na komfortowy układ palców 1+2+2 i na zastosowanie dowolnego typu chwytu, choć w tym wypadku palm-grip wydaje się najodpowiedniejszy. Ogólnie mówiąc propozycja Rapoo jest ergonomiczna na sposób, który może i nie wywołuje efektu ”WOW”, ale jednocześnie z pewnością nie sprowadzi się do bólu nadgarstka.

Gumowe wstawki zastosowane na panelach bocznych zwiększają ogólną przyczepność i są wyjątkowo wytrzymałe, ale mam pewne wątpliwości co do połączenia ich z obudową. Nie zdziwiłbym się, gdyby po kilku miesiącach zaczęła po prostu odpadać. Z kolei na wyróżnienie zasługuje umiejscowienie przycisku zmiany DPI oraz dwóch bocznych, do których nasz kciuk ma bezproblemowy dostęp.

Test przycisków

Lewy i prawy przycisk myszy bazuje na przełącznikach OMRON z wytrzymałością do 20 milionów aktywacji. Charakteryzują się stosunkowo długą drogą pracy, przeciętną głośnością aktywacji, znaczną twardością kliku oraz wysoką responsywnością. W moim odczuciu takie połączenie nie pozwala na wykonywanie jak najszybszych powtórzeń, ale ich wygoda to po prostu kwestia gustu.

Przeciętne z kolei okazały się przyciski boczne, które prawdopodobnie bazują na renomowanych, ale mniej wytrzymałych przełącznikach. Ich pracę można po prostu określić jako poprawną i cichą. Sprawa ma się podobnie z domyślnym przyciskiem zmiany DPI — najprostszy przełącznik tactile zapewnia mu wystarczającą w tym segmencie cenowym jakość. Słabe osadzenie scrolla we wnęce już od początku zwiastowało jego marną jakość. Potwierdziło się to w testach, które wykazały, że łożysko oferuje słabo wyczuwalny moment aktywacji oraz wydaje charakterystyczny dźwięk chrobotania przy zamaszystych przesunięciach.

Oprogramowanie i podświetlenie

Mam wrażenie, że producenci coraz częściej korzystają z utartego schematu oprogramowania do myszek. W przypadku V280 otrzymujemy tradycyjną aplikację do pobrania ze strony producenta, która oferuje tak naprawdę trzy ważne zakładki. Pierwsza z nich pozwala na przypisanie funkcji do przycisków, ustawienie 7 poziomów czułości na poziomach załączonych na poniższym zdjęciu, wybraniu odpowiedniego odświeżania oraz dostosowania zachowania kursora w Windowsie.

Druga z kolei umożliwia nam zarządzanie podświetleniem. Do wyboru mamy tryb stały, oddychania, inteligentnego spektrum oraz neonu. Ich efekty i częstotliwość możemy dostosować wedle uznania, a wybranie odpowiedniego koloru zaoferuje nam cały zestaw RGB. W trzeciej zakładce dostosujemy i ustawimy makra, w czwartej otrzymamy możliwość rzucenia okiem na statystyki, a w piątej zaktualizujemy firmware i zaimportujemy do 5 profili, które zapisywane są do pamięci w myszce.

Za efekt podświetlenia odpowiadają mleczne wnęki pomiędzy elementami oraz stosowne wstawki na scrollu i topie obudowy w postaci loga producenta. Oświetlają je oczywiście odpowiednie diody RGB, do których jestem zmuszony się doczepić. Te niestety nie odwzorowują w dobrym stopniu dobranych kolorów i nierównomiernie rozprowadzają światło. Dodatkowo działają tylko w momencie, kiedy trzymamy V280, ponieważ zastosowany czujnik automatycznie wyłącza LEDy w przypadku braku kontaktu z dłonią. Niezbyt lubię to rozwiązanie, ponieważ to sprawia, że nie możemy wyeksponować myszy na stoisku w pełnej krasie. Co ważne, nie jesteśmy w stanie pozbyć się tego rozwiązania.

Test optycznego sensora

Dziwne, że producent nie zdecydował się na podanie modelu zastosowanego sensora. W sumie… czy miał się czym chwalić? Szereg testów wykazał wyczuwalną akcelerację pozytywną, jittering wysokiej częstotliwości od 3000 DPI, LOD sięgający 3 mm na materiałowej podkładce, problem z utrzymaniem stabilnych 1000 Hz, wyczuwalny smoothing oraz jittering niskiej częstotliwości, który objawia się falowaniem kursora. Z drugiej jednak strony V280 może pochwalić się brakiem akceleracji negatywnej, predykcji oraz interpolacji. Na tle wspomnianych negatywów sprawia, że ogólną precyzję sensora mogę określić na coś, co znajdziemy w myszkach już za 50/60 złotych.

Podsumowanie

Po raz kolejny w moje ręce wpadła myszka, podczas projektowania której budżet trafił w niewłaściwe miejsce. V280 można kupić już za 120 złotych, a w zamian otrzymujemy przeciętny sensor, niepowalające (choć staranne) wykonanie, przeciętne materiały i równie przeciętne podświetlenie. Ostatecznie więc jest to swojego rodzaju mieszanka, po którą może sięgnąć ktoś niezdecydowany, albo ktoś, kto szuka prezentu dla mało wymagającego gracza. Niestety na tle konkurencji wyróżniającej się albo wysoką precyzją, albo ergonomicznością, albo nawet powalającym systemem podświetlenia stawia to propozycje Rapoo na naprawdę niekorzystnym miejscu. Gdybyście mogli dorwać ją za 70/80 złotych, to czemu nie? W innym przypadku, wydawanie na nią więcej, niż 80 złotych jest zwyczajnie nieopłacalne.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!