WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test myszy Razer DeathAdder Chroma

Zacznę ten test od drobnego coming outu – nigdy wcześniej nie miałem w ręku żadnego DeathAddera. Tak, to prawda. Choć przez moje dłonie przewinęło się już bardzo wiele myszy, z różnej półki cenowej, ani razu nie miałem okazji obcować z tym już legendarnym w światku PC-towych graczy modelem. Tym większy czułem niepokój, wiedząc, że mam do czynienia z czymś, co dla wielu użytkowników jest synonimem jakości i idealnego designu. Co w sytuacji, gdy jednak mi DeathAdder nie podejdzie? Na szczęście moje obawy okazały się bezzasadne – nowy model od Razera to kawał solidnego sprzętu.

deathadder_chroma_gallery_5Design i wykonanie

Po wyjęciu z opakowania DeathAdder Chroma prezentuje się niepozornie. Choć jego kształt jest dość charakterystyczny wśród innych myszy, brak tu jakiegoś mocnego uderzenia, czegoś, co przykuwałoby oko. Mysz ma profilowany pod prawą rękę, mocno ergonomiczny kształt, przy czym jest dosyć długa. Dla moich średniej wielkości dłoni sprawdziła się bardzo dobrze – palce zawsze trafiały tam, gdzie powinny, ani razu nie klikając nie tego przycisku, który chciałem.

Korpus wykonano z matowego, lekkiego plastiku. Nie jest to może szczyt elegancji, jednak sprawia wrażenie solidnego, jednocześnie będąc przyjemnym w dotyku. Boki gryzonia pokryto gumą, co zwiększa „przyczepność”, tym mocniej poprawiając uczucie pełnej kontroli nad kursorem. Warto tu wspomnieć, że DeathAdder jest dosyć lekki, co początkowo niespecjalnie mi się podobało, jednak świetne dopasowanie do kształtu dłoni bardzo szybko zniwelowało ten defekt.

Na koniec wspomnijmy o tym, że zarówno scroll myszy, jak i logo Razer są podświetlane – mamy możliwość dowolnego dobrania koloru lampek, a także typu podświetlenia (np. zmieniające się cykliczne kolory). Niby tylko dodatkowy bajer, a robi fajne wrażenie na biurku, szczególnie, gdy używamy komputera w półmroku lub zupełnej ciemności.

deathadder_chroma_gallery_4Działanie

DeathAdder wyposażony został w optyczny sensor 4G o rozdzielczości 10 000 DPI. Wspominałem już kiedyś, że nie rozumiem tego prężenia muskułów w kwestii punktów na cal? Mimo to muszę przyznać, że coś jest w tych czujnikach, co sprawia, że czułem się bardzo pewnie podczas używania myszy. Czy to bawiąc się w strzelankach, czy pracując w programie graficznym, czułem, że mam pełną kontrolę nad wskaźnikiem. Za to zdecydowanie należą się Razerowi brawa, tym bardziej w zestawieniu z niestawiającymi praktycznie żadnego oporu ślizgaczami, które tym mocniej zwiększały pozytywne wrażenie.

W tym miejscu zwykle przechodzę do różnych dodatkowych funkcji, jakie posiada testowany gryzoń. W przypadku DeathAddera test skończy się jednak szybciej, gdyż funkcji takich… w zasadzie brak. Jedyne, co odróżnia w kwestiach funkcjonalności testowaną mysz od zwykłego, marketowego sprzętu, to dodatkowe dwa przyciski boczne. To bardzo niewiele, choć przyznam, że Razer wykonał kawał dobrej roboty, gdyż klikają się z jednej strony dość lekko, z drugiej czuć wyraźny opór przy naciśnięciu. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że są to najlepiej wykonane klawisze boczne, z jakimi miałem w myszkach do czynienia.

deathadder_chroma_gallery_3Podsumowanie

Dziwnie się czuję, kończąc test tak szybko. Fakty jednak są takie, że nie ma tu specjalnie czego więcej opisywać. DeathAdder to dwa oblicza: z jednej strony jest to mysz bardzo uboga w dodatkowe funkcje. Z drugiej natomiast strony podstawowe rzeczy, które da się za jego pomocą zrobić, wykonuje iście po mistrzowsku. Niestety, wszystko to ma swoją (wygórowaną) cenę, która wynosi około 250 zł. Muszę jednak zaznaczyć, że jedną z najczęściej chwalonych cech testowanej myszy jest jej niezawodność i długi czas bezawaryjnej pracy, czego z oczywistych względów nie miałem możliwości sprawdzić (inaczej test otrzymalibyście za jakieś 3 lata). Pojawia się jeszcze istotne pytanie: czy w obecnych czasach, gdy gry oferują coraz więcej dodatkowych funkcji, wymagających dodatkowych przycisków jest jeszcze miejsce na produkty typu DeathAdder, w których owych dodatkowych klawiszy poskąpiono? Tutaj oczywiście odpowiedzi każdy musi udzielić sobie sam.