Wcześniej miałem okazję rzucić okiem na klawiatury z nowej serii Tracera „GameZone”, więc teraz nadszedł czas na uzupełnienie idealnej pary. Zapraszam więc na test myszy Tracer GameZone Torn.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Całe szczęście, że nowy produkt nie zranił mnie na samym początku! Wiecie, „torn”, „cierń”… heh. Tracer zdecydował się na tradycyjne sześcienne pudełko z możliwością podejrzenia produktu przed zakupem, które przyozdobił żółcią i tymi całymi ikonkami toksyn. Zdecydowanie wolałbym dominującą zieleń, choć klimat toksyn? Nie wiem, czy coś przespałem, ale to chyba nie jest jeden z najpopularniejszych trendów na rynku. W pudełku znajdziemy wyłącznie mysz.

Test myszy Tracer GameZone Torn

Najważniejsze cechy

  • Sensor optyczny PMW3325
  • Czułość na 6 poziomach od 200 do 8000 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Materiał: „piano-guma” (dla mnie po prostu matowe tworzywo sztuczne)
  • Metalowe ślizgacze
  • Liczba przycisków: 7
  • Interfejs: USB z 180-centymetrowym przewodem w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: trzy strefy w pełnym RGB
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Gwarancja: 2 lata

Design, materiały i wykonanie

Po wspomnianym teście dwóch klawiatur z serii GameZone byłem pewny, że Tracer pójdzie raczej w stronę mniej „gejmingowego” stylu. No cóż, niestety myliłem się, o czym przekonał mnie Torn. Jego projektanci postawili na agresywne kształty, które widujemy zwłaszcza w tym odrobinę droższym segmencie. Mysz sprawiałaby nawet wrażenie odrobinę droższej, gdyby nie to toksyczne logo na grzbiecie. Ten jest obniżony na tyle, że to wierzchołek skrzydełek przycisków głównych znajduje się w najwyższym punkcie. Z kolei oba panele boczne zostały całkiem przyjemnie wyprofilowane, a na dodatek wzbogacone gumową nakładką. Tutaj muszę również wyróżnić charakterystyczną „półeczkę” na kciuka, która utrzymuje go w idealnej pozycji do aktywacji dodatkowego (siódmego) przycisku.

Torn został rzecz jasna stworzony z plastiku – zarówno matowego, jak i „śliskiego”, czyli glossy. Wspominam o tym, ponieważ ten model składa się z wielu elementów, których połączenia są momentami wykonane niedbale, co sprowadza się do wyczuwalnej pod dotykiem przerwy. Zwłaszcza przy literze „Y”, która oddziela aż trzy elementy myszki i ciągnie się od podstawy aż po przyciski boczne. Muszę jednak przyznać, że naprawdę spodobał mi się patent na nagłe ścięcie bryły przy lewym panelu, na którym umieszczono prosty, czteropoziomowy wskaźnik LED aktualnie wybranego poziomu DPI.

Ta propozycja Tracera jest naprawdę masywna, ale na szczęście dobrze (choć nie idealnie) wyważona. Zapewne jest to spowodowane trzema wielkimi metalowymi ślizgaczami, którymi chwali się producent. Początkowo uznawałem je za katastrofę… aż po kilku godzinach używania zauważyłem, że znajduje się na nich tak dobrze dopasowana folia, że jej dostrzeżenie opiera się na przypadku. Całość dopełnia 180-centymetrowy przewód USB w sztywnym materiałowym oplocie, który zyskuje na elastyczności z czasem używania.

Ergonomiczność

Zacznę może od najprostszego, czyli oceny płynności ruchu po podkładkach. Na tych materiałowych jest całkiem przyzwoicie, choć zdecydowanie nie tak dobrze, jak przy teflonowych ślizgaczach. Wpływa na to zwłaszcza losowe „przyklejanie” się myszki do podkładki. Na tych twardych (plastikowych) sprawa ma się podobnie, ale w porównaniu do konkurencji znacznie lepiej, jeśli idzie o wytrzymałość na zarysowania. Metal ma jednak pewną przewagę nad teflonem. Z kolei wygoda samego trzymania dłoni na Torn jest dla mnie mieszana, ponieważ z pozoru wszystko gra, ale przy chwycie typu palm nie jest już tak wygodnie. Zaznaczam, że to model przeznaczony dla praworęcznych użytkowników, którzy posługują się głównie chwytem fingertip i claw w układzie 1+2+2. Ogółem jest jednak nieźle, bo mamy swobodny dostęp do przycisków głównych i tych bocznych, które są tak duże, że z pewnością ich nie pomylimy.

Test przycisków

Tutaj Tracer dał ciała, bo nie podał nawet dostawcy głównych przełączników. Zapewnił tylko, że wytrzymają przynajmniej 10 milionów aktywacji. Nie zachwycają jednak sposobem działania, bo przyciski główne są odrobinę ospałe. Sprowadza się to np. do tego, że korzystając z szybkostrzelnej broni, oddamy każdorazowo nie jeden, a dwa strzały. Są przy tym całkiem głośne i nawet twarde. Innymi słowy, posiadają ten charakterystyczny „chrupki” (choć wolę angielskie określenie „crispy”) klik o odrobinę zbyt wolnym powrocie, choć krótkiej drodze pracy.

Przyciski boczne i funkcyjne są z kolei pozbawione wszelkich wad, choć każdy z nich brzmi inaczej. Rolka jest z kolei połączeniem płynnego działania (bez bardzo wyczuwalnych przeskoków w łożysku), ale na tyle opornego, że nie powinniśmy mieć problemów z przypadkowym „przescrollowaniem”.

Oprogramowanie

W tym wypadku nie możemy liczyć na żadne wodotryski. Tracer zapożyczył typowy w tym segmencie interfejs i swoje autorskie grafiki w akompaniamencie żółci. Aplikację Torn Gaming Mouse pobieramy ze strony producenta i to w niej dostosujemy takie rzeczy jak funkcje przycisków, ustawienia kursora, podświetlenie, poziomy DPI i nagrane makra. Muszę jednak pochwalić obecność profili oraz trybów dotyczących pierwszej zakładki. Mały dodatek, ale zawsze jakiś.

Podświetlenie

Tutaj z kolei jest całkiem nieźle, choć pod kątem zarządzania mogłoby być lepiej. Całe podświetlenie dzieli się na trzy powiązane ze sobą strefy (rolka, logo na grzbiecie i niewielka luka na podstawie) oraz cztery niezarządzalne niestety „wskaźniki” DPI z połączeniem błękitu i różu. Ten ostatni sprawia całkiem niezłe wrażenie napełniania się paska, ale powinien zostać powiązany z pozostałymi strefami. W nich możemy ustawić kolor z zakresu RGB oraz tryb statyczny, oddychania i neonu. W pierwszym przypadku ustawimy jasność, a w pozostałych częstotliwość efektu. Prosto, choć do wykonania nie mogę się doczepić, bo strefy są oświetlone równomiernie.

Test sensora

Niestety Torn nie został gospodarzem sensora z górnej półki, ponieważ ugościł zwyczajnie dobrego optyka PixArt PMW3325. Oznacza to mniej więcej tyle, że niespecjalnie wyczuleni nie zwrócą nawet uwagi na niewielkie braki tego modułu, którymi zdecydowanie jest wysoki LOD (~3 mm), kilkuprocentowa akceleracja pozytywna oraz występowanie jitteringu wysokiej częstotliwości po przekroczeniu poziomu 2500 DPI. Interpolacja pokazuje się dopiero przy granicy 5800 DPI. Możemy być jednak spokojni o akcelerację negatywną, która dzięki wysokim prędkością maksymalnym (~4.4 m/s) nie ma prawa wystąpić.

Podsumowanie

Jako że seria GameZone Tracera jest dosyć nowa na rynku, to testowany tutaj model myszki Torn kupicie w dniu publikacji tego wpisu za nieco ponad 90 złotych. Operujemy zatem w tak zapchanym na rynku myszek segmencie, że trudno wskazać tą jedyny i najlepszy model. Ograniczę się więc do dania Tornowi naszego „Tak” i polecę go tym, którzy poszukują dodatkowego przycisku pod kciukiem, masywnej myszki i nieco bardziej wytrzymałych ślizgaczy na twarde podkładki.

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!