Wideorejestratory samochodowe stały się hitem w naszym kraju, podobnie z resztą jak w większości krajów wschodniej Europy. Nic więc dziwnego, iż firmy produkujące tego typu gadżety prześcigają się, ciągle proponując kolejne modele. Navitel stara się zagiąć konkurencję budżetowym modelem R200, a my sprawdzamy, czy rzeczywiście warto się nim zainteresować.

Jak zwykle zacznijmy od opakowania, w jakim Navitel R200 jest dystrybuowany.

Wideorejestrator zapakowany jest w estetyczne, niewielkie pudełko. Standardowo na opakowaniu znaleźć możemy poglądowe rendery i podstawowe dane. Nie zabrakło rozpiski, co znajdziemy wewnątrz. Niewielka pojemność kartonika zagospodarowana została całkowicie. W środku znajdziemy rejestrator, zasilacz ze wtyczką do zapalniczki samochodowej, kabel microUSB, a także uchwyt i komplet instrukcji. Bonusowo w komplecie otrzymujemy klucz na dwunastomiesięczną licencję nawigacji Navitel dla smartfonów. R200 cechuje minimalizm. Pod wyświetlaczem umiejscowiono pięć przycisków odpowiedzialnych za poruszanie się po menu i opcjach urządzenia. Od spodu znajdziemy slot na kartę microSD, która jest wymagana do pracy urządzenia (pamięć musimy zakupić osobno). Od góry natomiast znajdziemy włącznik, gniazdo microUSB, a także zaczep do uchwytu.

Na pierwszy rzut oka Navitel R200 prezentuje się całkiem przyzwoicie, głównie za sprawą wyeksponowania urządzenia przez wytłoczkę znajdującą się w opakowaniu. Urok niestety pryska, gdy kamerkę weźmiemy do ręki. Plastik, cóż… pozostawia sporo do życzenia. W dotyku sprawia wrażenie bardzo delikatnego, a nawet przywodzi na myśl „tworzywo z odzysku”. Spasowanie elementów nierozbieralnej, klejonej obudowy stoi na dostatecznym poziomie. Pochwalić należy długość kabla zasilającego. Przewód rozprowadzimy bezproblemowo po większości kompaktowych samochodów. Urządzenie wyposażone zostało w dwucalowy ekranik, wyświetlający wszystkie najważniejsze informacje, między innymi symbol nagrywania, czy oczywisty podgląd obrazu. Aktywne funkcje znajdują się na dwóch belkach nad i pod obrazem.

Navitel R200 tuż po zakupie jest prawie gotowy do użytkowania. Najpierw musimy zainstalować w nim kartę microSD o maksymalnej pojemności 64GB, bez niej urządzenie włączy się, ale nasza przygoda skończy się właściwie na komunikacie proszącym o zainstalowanie wspomnianej karty. Obsługa urządzenia początkowo wymaga przyzwyczajenia i rozpracowania menu. Po przeglądnięciu instrukcji posiądziemy niestety tylko szczątkową wiedzę na temat obsługi wideo rejestratora. Przejdźmy jednak do konkretów, czyli jakości nagrania. Urządzenie nagrywa obraz w jakości Full HD 1080P, czyli 1920 × 1080 pikseli. Soczewka składa się z czterowarstwowego szkła, a kąt widzenia obiektywu wynosi 140 stopni.

Jakość nagrania została zaprezentowana na poniższych filmikach, nagrywanych w ciągu dnia i w nocy.

R200 to nie tylko nagrywanie trasy

Gadżet Navitela posiada też większość standardowych funkcji droższych odpowiedników. Oprócz rejestracji filmików możemy robić zdjęcia. Nie zabrakło również popularnego G-sensora, czyli czujnika przeciążeń. Jego celem jest przede wszystkim programowa ochrona danych zebranych w momencie stłuczki. Co więcej, w trybie parkingowym moduł potrafi wybudzić nasze urządzenie i uwiecznić sprawcę kolizji na miejscu postojowym (oczywiście, jeżeli będzie w zasięgu obiektywu).

Navitel R200 jest całkiem udaną próbą zachęcenia kierowców do nagrywania sytuacji na drodze. Największą zaletą jest tutaj cena. Za kamerkę przyjdzie nam zapłacić około 150zł (pamiętajmy, iż jako gratis otrzymujemy licencję na nawigację do smartfona). Jest to obecnie jedna z najtańszych opcji pośród markowych urządzeń. Moim zdaniem to niewielka kwota w zamian za możliwość pozyskania dowodów przeciwko sprawcom kolizji. Sprzęt możemy także z powodzeniem użyć jako drugą kamerkę, na przykład wsteczną. Sprzęt jest wart swojej ceny i z pewnością wesprze każdego kierowcę.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej