Który pad do grania jest najlepszy? Najczęściej padającą odpowiedzią jest: od Xboxa One, Xboxa 360 lub najnowszy DualShock 4 v2 od Sony. Sam na co dzień użytkuję poczciwego dziadka od Xboxa 360 (pamiętajmy, że system ten ma już 13 lat), który dla mnie osobiście jest wyznacznikiem wygody oraz jakości w kontrolerach. Na rynku jest jednak wielu producentów, którzy próbują przebić, nazwijmy to „OEM-owe” gamepady. Swoich sił na tym polu próbuje nieprzerwanie Razer, ze swoim Wolverine Tournament Edition. Zapraszam do testu.

Wygląd i wykonanie

Pada otrzymujemy w tradycyjnym dla Razera czarno-zielonym opakowaniu z renderem urządzenia na froncie. Sam Wolverine Tournament już na pierwszy rzut oka robi wrażenie produktu z górnej półki. Układ analogów, d-pada oraz przycisków jest całkowicie zaczerpnięty od gamepada Microsoftu (Wolverine Tournament wykonywany jest na licencji Xbox). Mamy zatem znany układ przycisków, oznaczenia, duży guzik (X) oraz tradycyjny układ bumperów i triggerów. Dochodzą do tego 4 dodatkowe, programowalne przyciski – 2 dodatkowe „bumpery” umieszczone obok tradycyjnych oraz manetki, dla których miejsce znalazło się pod spodem, tam gdzie spoczywają opuszki palców. Nie zabrakło też wejścia słuchawkowego na dole, pomiędzy gripami. Użyte materiały, to również górna liga – korpus wykonany z świetnego tworzywa, uchwyty wyłożono rewelacyjną, porowatą gumą, przyciski, triggery i manetki wykonane są z błyszczącego plastiku i te niestety mają tendencję do brudzenia się, na szczęście nie nadmiernie. Nie mogę też nie wspomnieć o podświetleniu, które jest wręcz genialne. Podświetlony jest tylko ledowy pasek dookoła ramki klawisza (X). Niestety żadne przyciski, d-pad ani inne nie są podświetlane. Sam pasek wygląda jednak wprost rewelacyjnie, nie jest zbyt agresywny i przepięknie wkomponowuje się w całość Rosomaka. Kabel USB ma oplot, ale niestety jest bardzo sztywny i przez to lubi się plątać.

Ergonomia, wibracje i praca klawiszy

Kształt Razer Wolverine Tournament nawiązuje do znanej i bardzo dobrze ocenianej konstrukcji gamepada Xboxa One. Razer jedynie subtelnie wyprofilował korpus oraz gripy, dostosowując je do dodatkowych przycisków, oznaczonych od M1 do M4 i… poprawił to, co było niemal idealne. Tak, bez ogródek jestem w stanie napisać, że Wolverine Tournament jest dla mnie jeszcze wygodniejszy, niż jego pierwowzór. Wygoda to jeden z głównych aspektów pada, jednak nie jedyny. Przejdźmy zatem do kolejnego, jakim są wibracje. Tutaj system również jest znany z pada od XO – 2 silniczki w gripach i rewelacyjne, wibrujące triggery, stawiające dodatkowy opór. Oprogramowanie, do którego dojdę później, pozwala oczywiście na regulację ich siły w 10-stopniowej skali. Jako że pad ma licencję Xbox/Windows, to testując je w grach nie było żadnych problemów z kompatybilnością i w każdej z nich, wibracje działały prawidłowo.

Kolejnym, nie mniej ważnym punktem, jest działanie przycisków, analogów oraz triggerów/bumperów. Zacznijmy od tych pierwszych. Razer chwali się zastosowaniem „Mecha-Tactile Action Buttons”, które mają łączyć miękki skok i wyczuwalną aktywację i efekt ten jest odczuwalny, aczkolwiek nie odniosłem wrażenia rewolucji. Guziki działają poprawnie i mają przyjemny, wyczuwalny skok. Spełniają swoją funkcję w 100% i raczej nie da się w tym aspekcie już więcej poprawić. Kolejnym punktem są analogi, które są minimalnie mniejsze, niż te z X-pudełka i jednocześnie pracują nieco lżej. Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale odniosłem wrażenie, że mniejsze analogi spowodowały nieco szybszą reakcję, ale na pewno nieco mniej precyzyjną. Ten punkt pozostaje jednak do indywidualnej oceny – jak komu wygodniej. Ja nie zauważyłem żadnych problemów z działaniem gałek analogowych.
Ostatnim aspektem są triggery i bumpery. W Wolverine Tournament działają miodnie z dodatkowym „ficzerem” – możemy zablokować triggery tak, aby działały jak bumpery. Każdy, kto gra w bijatyki, strzelanki, itp. bardzo doceni to rozwiązanie. Np. w For Honor nie potrzebuję analogowego triggera, a tylko jego aktywacji. Szybko przyzwyczaiłem się do takiego działania i bardzo przypadło mi ono do gustu. Ostatnim, co powinienem opisać są dodatkowe przyciski M1-M4 i tutaj będzie krótko – działają tak samo dobrze jak bumpery, chociaż czuć, że mają inne przełączniki.

Gramy! Użytkowanie w praktyce

Pada przetestowałem w całkiem pokaźnej bibliotece gier: For Honor, Dirt 3, Rocket League, Guilty Gear Xrd -Sign-, Rainbow Six: Siege, Devil May Cry 4, Metal Gear Rising: Revengeance i kilka pomniejszych slasherów oraz platformówek (ICEY, Trine 2, itp.). Po tak intensywnym graniu mogę napisać jedynie – Razer Wolverine Tournament jest rewelacyjny. Dłonie się nie pocą, palce nie drętwieją, wszystko działa responsywnie i bezproblemowo. Nie mogę nie napisać o kilku mankamentach, które przeboleć można i jednym, nieco poważniejszym. Ale po kolei. Pierwszym mankamentem są same przyciski M1-M4, szczególnie M1 oraz M2. Sensowność tych przycisków jest dla mnie bardzo wątpliwa. Można zaprogramować je na dowolny klawisz albo jedną z funkcji Razera – focus lub agile. Funkcje te działają jak spusty w myszkach do zmiany czułości w trybie snajperskim, tyle że jest to wersja dla analogów. Focus zmniejsza czułość analogu, wspomagając precyzyjne celowanie a agile ją zwiększa. I szczerze powiedziawszy – po przetestowaniu, czy i jak ta funkcja działa, nie użytkowałem jej w ogóle. Zakres ruchu analogów i wieloletnie obycie z kontrolerami sprawia, że absolutnie nic takiego nie jest mi potrzebne, a dodatkowo wymaga przytrzymania dodatkowego przycisku, co w niektórych grach jest problematyczne. Inaczej mają się manetki pod palcami – tych w grach wyścigowych, jako zmiany biegów, używało mi się świetnie. Palec mały i serdeczny, pod którymi znajdują się przyciski M3 i M4 i tak nie są wykorzystywane, także akurat to rozwiązanie było wygodne i praktyczne. Do tych przycisków też można podpisać funkcje focus/agile. Razer chwali się, że przyciski można zaprogramować na 500 sposobów i liczyłem, że znajdzie się tutaj funkcja przypisywania makr – niestety takowej nie ma, przez co przyciski M1 i M2 tracą swój ostatni bastion sensowności. W wielu grach, np. For Honor (tak, bardzo dużo czasu spędzam obecnie w tej grze) wciśnięcie jednocześnie prawego triggera i bumpera powoduje długi atak strefowy, którego często się używa. Byłoby super, gdybym mógł sobie taką konfigurację zbindować na M2, niestety nie jest to możliwe. Kontynuując temat jednoczesnego wciskania triggerów i bumperów – jest to największy problem Wolverine Tournament. Kombinacja tych dwóch przycisków po prostu nie chce reagować i bardzo trudno jest wyczuć, jak jednocześnie wywołać ich aktywację. I nie ma znaczenia, czy triggery są zablokowane. Problem wygląda bardziej na firmware i mam tylko nadzieję, że Razer go rozwiąże. Obecnie jest to największa wada Wolverine Tournament, co niestety przełoży się na ocenę końcową.

Podsumowanie

Razer Wolverine Tournament to zdecydowanie najwygodniejszy pad, na jakim grałem do tej pory – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Niestety, nie jest najlepszy. Doceniam naprawdę świetny wygląd, ergonomię, genialne wibracje i rozwiązania dla graczy (blokada triggerów, manetki), jednak w tej cenie (obecnie ~500zł) takie rzeczy, jak sztywny niczym pręt kabel oraz problem z klawiszami i brak możliwości pisania makr w oprogramowaniu powodują, że nie mogę o nim napisać po prostu: najlepszy. Większość z tych bolączek da się rozwiązać programowo i liczę, że Razer to uczyni. Ciężko mi się jednak wypowiedzieć, czy problem z jednoczesnym wciśnięciem bumper+trigger jest spowodowany przez firmware czy różnice w przełącznikach, problem jednak na pewno jest a w wielu grach kombinacja ta jest używana. Oczywiście wyróżnienie za najwyższą jakość wykonania oraz design się należy, ale z bólem serca muszę uciąć ślicznemu Rosomakowi te pół oceny i zamiast znaczka „Polecamy”, wystawiam „TAK”. Jeżeli Razer poprawi bolączki Wolverina TE, to zdecydowanie będzie na dobrej drodze w stworzeniu najlepszego pada do gier.

*z przyczyn technicznych, użyliśmy zdjęć ze strony producenta

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!