Wstęp

Na peryferia prosto od producentów zajmujących się czymś zupełnie innym na rynku PC zawsze patrzę przez pewien pryzmat. Oczywiście każdy z nich pragnie zwyczajnie  zmaksymalizować swój zysk… i o ile nie byłoby w tym żadnego problemu, to wydaje mi się, że zbyt często zapominają o tym, że samo logo nie jest wystarczające, przez co myszki, klawiatury, czy słuchawki (i nie tylko) zwyczajnie odbiegają od standardów w danym pułapie cenowym. Jak więc sprawdzi się mysz M3 i podkładka AMP 900 od Gigabyte? Wpisze się w moje postrzeganie, czy może wyłamie się z tradycji, którą zauważyłem kilkanaście miesięcy temu?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Początek w oby przypadkach zwiastuje zwyczajne i wręcz tradycyjne podejście do produktu. Zarówno myszka, jak i podkładka zostały zapakowane w porządne kartony przesycone gamingowym stylem, a samo wyposażenie również jest raczej zwyczajne. Nie oznacza to jednak, że kiepskie, bo o ile w pudełku po podkładce nie znajdziemy żadnego dodatku, to w tym od M3 czekają na nas dwa zestawy wymiennych, teflonowych ślizgaczy oraz karta informacyjna.

Najważniejsze cechy myszki Gigabyte M3

  • Sensor optyczny PMW3988
  • Czułość na 4 poziomach od 50 do 6400 DPI (przeskoki co 500 jednostek)
  • Waga: 100 gramów bez przewodu
  • Wymiary: 128 x 72 x 43 mm
  • Materiał: matowe, odrobinę chropowate tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Omron o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 6 przycisków + rolka
  • Interfejs: USB z pozłacanymi stykami za pośrednictwem 180-centymetrowego przewodu w nylonowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 142, 166, 200, 250, 333, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: logo na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 40$

Design, materiały i wykonanie

Model M3 spodobał mi się od razu po wyjęciu z pudełka. Trochę taki gamingowy, a trochę tradycyjny, więc zdecydowanie przedstawia sobą ciekawe połączenie. Składa się z sześciu głównych elementów, z czego te na topie (grzbiet i dwa skrzydełka) są przyjemnym w dotyku tworzywem sztucznym, który nie jest w zupełności gładki i matowy, ponieważ z łatwością wyczuwamy na nim charakterystyczną fakturę. Po bokach Gigabyte zdecydował się na zamieszczenie sporych gumowych wkładek z licznymi wcięciami. Te poprawiają nasz chwyt i nadają całości pewnego charakteru. Tak samo, jak dwa ostro zakończone skrzydełka przycisków głównych, spora warstwa gumy na rolce oraz kanciaste przyciski funkcyjne i boczne, wykonane tradycyjnie ze „śliskiego” (glossy) plastiku.

M3 na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie symetrycznej myszki, ale wystarczy przyjrzeć się bliżej, aby zauważyć idealnie skrojone kształty dla praworęcznych. Wskazuje na to nawet czteropunktowe podświetlenie barwy białej, które zostało umieszczone na lewej stronie i informuje nas o obecnie wybranym poziomie DPI. Na spodzie nie czeka nas z kolei nic szczególnego… albo inaczej – nic nowego. No, oprócz charakterystycznego loga Aorus. Reszta jest zwyczajna – trzy nieregularne ślizgacze z teflonu oraz luka na sensor to coś, co znajdziemy w znakomitej większości myszek. O ile do ogólnego wykonania M3 nie mam żadnego zastrzeżenia, to do zastosowanego przewodu w gumowym oplocie już tak. Ten jest cienki, wykonany jakby ze najgorszych skrawków gumy i okropnie wręcz sztywny.

Ergonomiczność

Pod tym kątem jest jednak naprawdę dobrze. Gigabyte stwierdził, że na M3 każdy gracz poczuje się dobrze – niezależnie czy korzysta z myszy chwytem typu palm-, claw-, czy fingertip-grip. Każdy z nich sprawdza się tutaj bez większego zarzutu zarówno w układzie 1+2+2, jak i 1+3+1. Do tego dochodzi niczym niezaburzony i płynny ślizg, który gwarantują trzy teflonowe ślizgacze. Te sprawdzają się (relatywnie) dobrze zarówno na podkładkach materiałowych, jak i tych twardych z plastiku.

 

Test przycisków

Tutaj jest już niestety nieco gorzej. Zastosowane przełączniki Omron pod głównymi przyciskami działają wprawdzie dobrze (nie zacinają się itp.), ale ich charakterystyka jest raczej przeciętna. Wpływa na to głównie odrobinę głębszy niż zazwyczaj klik oraz praktycznie niezauważalne, ale obecne luzy na przełącznikach. Te są głośne (różnią się od siebie brzmieniem) i cechują się poprawną, choć nie wysoką responsywnością i wysoką twardością. Ich aktywacja nie wymaga jednak specjalnie wysokiej siły nacisku.

Podobnym rozczarowaniem jest rolka, która działa dosyć nieregularnie. Ponadto sposób jej działania jest okropny – nie wyczuwamy specjalnych przeskoków, a jedynie leciutkie posunięcia, które objawiają się charakterystycznym zgrzytem podczas scrollowania. Na szczęście przyciski boczne i funkcyjne są sprawne, choć Gigabyte powinien postarać się przy tych bocznych, ponieważ działają tak, jak z myszek po 20 złotych. Może się nie zacinają, ale po nagłym odsunięciu palca przebrzmiewają solidnie spartaczoną sprężyną lub słabej jakości przełącznikiem.

Oprogramowanie

Kolejny punkt i kolejny minus lecący w stronę modelu M3. Nie mam pojęcia, kto mógłby stworzyć tak słabą aplikację, która wymaga sokolego wzroku, aby doczytać się np. ustawień DPI. Ponadto jest połączona z kartą graficzną, co w ogóle nie ma sensu. Jeśli jednak już zniesiemy ten interfejs, to oprogramowanie dostępne do pobrania ze strony producenta pozwoli nam na tradycyjne ustawienie profili czułości, przypisanie funkcji do klawiszy, ustawienie podświetlenia i nagranie makr. Zaskoczyła mnie jednak opcja kalibracji sensora względem posiadanej podkładki, co pozwala nam na zmniejszenie parametru LOD.

Podświetlenie

Nie mamy tutaj wiele do zrobienia, ale ważne, że coś w ogóle jest. Zwłaszcza, że podświetlenie polega wyłącznie na logo Aorus na grzbiecie myszki, pod którym znajduje się dioda poprawnie oświetlająca cały wzór. Mamy do wyboru cały zakres RGB z momentami słabo odwzorowanymi kolorami w trybie stałym, oddychania, regularnej zmiany i nagłych błysków. Nie powinienem również pominąć podświetlenia 4 luk na lewym panelu bocznym, które spełnia funkcję informacyjną o aktualnie wybranym poziomie DPI.

Test sensora

Zdecydowałem się, że zdecydowanie najlepszy aspekt M3 potraktuje pobieżnie, bo uwierzcie mi na słowo, że szczegółowych testów sensora optycznego PMW3988 nie trzeba przeprowadzać. Ten nie należy może do czołówki, ale jest zdecydowanie jednym z najlepszych. Cechuje go brak predykcji, akceleracji, niski LOD (po kalibracji udało mi się uzyskać około 1,5 mm), a na dodatek brak interpolacji oraz szumów wysokiej częstotliwości na całym zakresie DPI. Cieszy mnie fakt, że Gigabyte nie zdecydował się na podwyższenie DPI z poziomu 6400 jednostek na np. 10000, reklamując jednocześnie mysz jako „SUPER SZYBKĄ!!”.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!