WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Test słuchawek Audictus Creator, Dreamer i Explorer

Tym razem chcemy Wam przedstawić nasze wrażenia z testów trzech modeli słuchawek producenta Audictus. Te nie są może nowościami na rynku, ale spędzenie na nim już kilku miesięcy sprawiło, że ich ceny się wyklarowały, rzucając na nie zupełnie nowe światło, niż w dniu premiery. Czy jesteście ciekawi, na co stać przystępne cenowo modele Dreamer, Creator oraz Explorer?

Zacznijmy może od dwóch podobnych do siebie modeli, czyli Dreamer oraz Creator. W obu przypadkach są to bowiem nauszne słuchawki przewodowe, które zostały stworzone z myślą o smartfonach, laptopach i konsolach. Sprawdzą się wprawdzie w połączeniu z każdym urządzeniem wyposażonym w czterobiegunowy port jack 3,5mm, ale stosunkowo krótki przewód nie pozostawia złudzeń z myślą, o jakich sprzętach Audictus je projektowało. Zwłaszcza w połączeniu ze składanymi muszlami, co w ogromnym stopniu ułatwia transport i nie naraża ich w aż takim stopniu na uszkodzenia.

Zarówno Dreamer, jak i Creator zostały wykonane głównie z tworzywa sztucznego, a jedynym metalowym elementem obudowy jest nakładka na tradycyjną regulację muszli w modelu Dreamer. Jednak szereg podobieństw kończy się w kwestii samego designu, który w tym przypadku jest kompletnie odmienny. Różnica pod kątem wyglądu, wielkości oraz materiałów stawia tańszy model Creator na lepszym miejscu… o ile nie zależy nam na jak najmniejszych rozmiarach. Przejdźmy jednak do szczegółów.

Audictus Dreamer

W tym zestawieniu to najdroższy model, który obecnie można dorwać za około 150 złotych. Jest to jedne z najbardziej minimalistycznych podejść do słuchawek, jakie kiedykolwiek spotkałem na drodze swojego testerskiego życia. Wszystkie elementy sprawiają wrażenie zmniejszonych do minimum, co pozytywnie odbiło się na wadze, ale jest to raczej tradycyjne w tym segmencie. Mowa więc o niewielkich muszlach składanych w dwóch płaszczyznach (co zapewnia duży zakres regulacji) i skórzanych nausznikach o „nausznej konstrukcji” z przyzwoitą ilością wygodnej pianki. Ta nie znalazła się niestety na pałąku, czego nie odczuje zapewne żaden użytkownik z… włosami na głowie. Szkoda tylko, że zastosowana na nim skóra ekologiczna marszczy się nieestetycznie w wielu miejscach.

Niestety nie mogę nie wspomnieć o potworności, jaką dopuścił się producent w kwestii wizualnych dodatków. To, co na pierwszy rzut oka wygląda na skórę, jest stylizowanym na nią plastikiem z fałszywymi ściegami z (a jakże!) plastiku. Co tu dużo mówić, kompletnie nie pasuje to do reszty i nie współgra jakościowo z pozostałymi elementami, których i tak nie nazwałbym tymi z pierwszej klasy. Zwłaszcza w przypadku prostego kontrolera zamontowanego na 120-centymetrowym przewodzie w gumowym oplocie.

Zaskoczyła mnie jednak sama ergonomia tego modelu, który jest pierwszym, niewywołującym u mnie dyskomfortu po kilkudziesięciu minutach. Kwestię jakości dźwięku poruszę w podsumowaniu.

Audictus Creator

O ile wcześniejszego modelu nigdy nie kupiłbym sobie prywatnie, bo nie przemawiają do mnie tak proste konstrukcje, to znacznie bardziej rozbudowanego Audictus Creator brałbym w ciemno. To wprawdzie również nauszny model, ale znacznie bardziej upodabniający się do wokółusznych słuchawek swoimi rozmiarami. Tym jednak razem wszędzie panuje pan „el plastico”, który trzyma w ryzach nawet mechanizm regulacji muszli góra-dół. Chciałbym powiedzieć, że pod kątem wykonania jest idealnie… ale nie. Ktoś tutaj zdecydowanie nie zadbał o idealne dopasowanie elementów (widać to zwłaszcza na łączeniu srebrnego elementu muszli z czarnym), a nawet ich wykonanie (odpryski na farbie). Są to wprawdzie niuanse, na które zwrócimy uwagę dopiero po dokładnych oględzinach, ale od czego macie nas, czyli testerów?

W porównaniu do poprzedniego modelu Creator może się również pochwalić znacznie lepiej wykonanymi muszlami oraz wewnętrznej części pałąka. Sprowadza się to do niejednolitej, a dziurkowanej powierzchni skóry ekologicznej, co poprawia nie tylko wygląd, ale również wygodę. Jak bardzo? Niestety nie mogę tego wyrazić, bo pokłady pianki zostały tutaj zdecydowanie zwiększone.

Całość dopełnia możliwość złożenia muszli w jednej płaszczyźnie, całkiem niezłe połączenie srebrnego i czarnego koloru oraz identyczny pilocik, ale na przewodzie nie gumowym, a wsadzonym w nylonowy oplot. Ten pozwala nam na regulację poziomu głośności za pośrednictwem prostego suwaczka oraz zatrzymywanie i ponowne odtwarzanie utworów, dzięki prostemu przyciskowi. Ten działa jednak wyłącznie na smartfonach.

Audictus Explorer

Na sam koniec zostawiłem dokanałowy model Explorer, którego zaraz po odpakowaniu uznałem za moje następne budżetowe słuchawki-„pchełki”. Niestety nie zaprzyjaźnię się z nimi na dłużej, bo mój początkowy entuzjazm stłamsiło podejście Audictus do szczegółów. Zacznijmy może od tego, że ten model wyróżnia się z tłumu podobnych cenowo modeli za pomocą aluminiowej osłony na przetworniki oraz elektronikę uzupełnioną gęstą fakturą i logiem producenta na zewnętrznej części. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie ten gumowy element, który wyprowadza ze słuchawki przewód. Ten zwyczajnie nie pasuje do całości, w czym nie pomagają mu widoczne połączenia z nadmiarowego tworzywa.

Sam przewód jest z kolei naprawdę cienki, ale wytrzymały, co poniekąd zagwarantował mu materiałowy oplot. Explorer jest modelem przeznaczonym stricte do telefonów, na co wskazuje ponownie spartaczony „pilocik” z pojedynczym przyciskiem pozwalającym na zarządzanie połączeniami komórkowymi. Niestety już po kilku godzinach korzystania ze słuchawek oplot zaczął się delikatnie strzępić i choć nie udało mi się go powiększyć (co z miejsca dyskwalifikowałoby model), to warto, żebyście wiedzieli o tej słabości. Wystarczy jednak, że postrzępione niteczki potraktujecie nożyczkami, aby na dobre je ukryć.

Podsumowanie

Jeśli wydaje Wam się, że jedno podsumowanie dla trzech modeli słuchawek, to zdecydowanie za mało, to poniekąd macie racje, ale nie w przypadku powyższego połączenia. W tym bowiem segmencie cenowym trudno czepiać się szczegółów i wyszukiwać najmocniejszych stron sprzętu, bo ten powinien po prostu dobrze działać i jako-tako wyglądać. A tak się składa, że zarówno Creator (150 zł), jak i Dreamer (100 zł) oraz Explorer (50 zł)… to robią, oferując, jak na swój segment cenowy, dobrej jakości brzmienie. No, może prócz modelu Creator, przy którym zauważyłem delikatnie przytłumioną charakterystykę.

Osobiście wybrałbym model Dreamer za jakość dźwięku oraz mobilność, Creator za sam wygląd, a Explorer po prostu za to, że jest dokanałową i przede wszystkim tanią propozycją.

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.