Nowy zestaw słuchawkowy od Bloody przyciąga uwagę klientów innowacyjnymi nowinkami technologicznymi, które prezentują się naprawdę ciekawie. Czy M510 sprawdzi się w praktyce tak samo, jak na papierze?

Pudełko, dołączone wyposażenie i specyfikacja techniczna

Jak na taką cenę producent zaszalał z dodatkami. W zestawie (oczywiście oprócz słuchawek) znajdziemy spolszczoną instrukcję obsługi, 130-centymetrowy przewód z pojedynczym złączem mini jack, metrową przedłużkę z dwoma mini jackami oraz czarny worek wykonany z przyjemnej ekologicznej skóry służący do przenoszenia sprzętu. Wskazuje to na mobilność, jaką zapewniono modelowi M510, ale wytrzymałe etui spisałoby się w tej kwestii znacznie lepiej. Wszystko to zapakowane w dwa kartonowe pudełka i plastikową osłonkę. Ich stylistyka mocno odstaje od stylu marki Bloody i wskazuje na sprzęt z górnej półki, a nie kolejny, typowo gamingowy zestaw.

 

Specyfikacja prezentuje się następująco:

  • hybrydowe membrany wykonane z grzybowych i węglowych nanowłókien
  • 40-milimetrowe przetworniki o paśmie przenoszenia od 10 Hz do 22 KHz
  • 32 omowa impedancja
  • czułość sięgająca 103 dB
  • możliwość złożenia nauszników
  • nieplączące się przewody w materiałowym oplocie o łącznej długości 230 cm (130 i 100 cm)
  • złącza mini jack 3.5 mm
  • możliwość odpięcia przewodu od słuchawek
  • prosty pilocik/kontroler na przewodzie z wbudowanym mikrofonem o czułości -45 dB
  • pasmo przenoszenia mikrofonu od 75 do 16 KHz
  • kompatybilność z konsolami, komputerami stacjonarnymi oraz większością smartfonów

Budowa, materiały i wykonanie

Minimalizm, minimalizm i raz jeszcze minimalizm… z przyjemną nutką elegancji. Pałąk M510 stanowi wytrzymałe i giętkie tworzywo sztucznego ukryte pod pianką i imitacją skóry o dobrej jakości. Grubszą wersję tego materiału znajdziemy na nausznikach wykonanych głównie z tworzywa sztucznego. Głównie, bo ich zewnętrzną osłonę stanowi aluminiowy srebrno-czarny okrąg, uwieńczony chropowatym logiem producenta. Szkoda tylko, że ikoniczne dłonie Bloody są obrócone pod innym i niezbyt trafnym kątem. Za regulację pałąku odpowiada prosty mechanizm bazujący na zapadkach, który składa się z plastiku wzmocnionego z jednej strony aluminiową blaszką.

Połączenie pałąku z nausznikami zapewnia metalowa końcówka umożliwiająca obrócenie muszli o 90 stopni. Podczas tego ruchu można usłyszeć dziwny chrobot, jakby ocierających przewodów, ale mam wrażenie, że jest to spowodowane po prostu nowością zestawu. Z kolei dobranie odpowiedniego kątu na naszych małżowinach umożliwiają M510 proste widełki. Ze względu na raczej proste i sprawdzone rozwiązania, ten zestaw sprawia wrażenie naprawdę wytrzymałego, ale równocześnie skromnego i tradycyjnego.

Za pomocą 130-centymetrowego, nieplączącego się przewodu z prostym kontrolerem oraz mikrofonem umiejscowionym 10 cm od muszli podłączymy go do telefonu, ale również konsoli, czy PCta, o ile nie zależy nam na mikrofonie. Jeśli jednak chcemy z niego korzystać, to umożliwia nam to podobny kabel z dwoma wtyczkami mini jack. Każdy z nich został wzmocniony grubym i chropowatym materiałowym oplotem oraz dodatkowymi zabezpieczeniami przy złączach.

Słucham grzybów! Czyli zastosowane technologie

Według producenta sercem i najważniejszym elementem M510 są hybrydowe membrany wykonane w technologi M.O.C.I. Oznacza to tyle, że te składają się z nanowłókien grzybowych i węglowych (a nie metalowych) posiadając przy tym ogromną wytrzymałość i elastyczność. Zapewnia to bardziej spójny, precyzyjny i dynamiczny dźwięk w pełnym zakresie częstotliwości od 10 Hz do 22 kHz. Mamy to odczuwać za pośrednictwem głębokiego basu, realistycznego dźwięku przestrzennego oraz mniejszego bólu głowy przy długich sesjach. Jak to zazwyczaj bywa ”mamy” a ”będziemy” to całkowicie odmienne kwestie, dlatego ten temat poruszę w teście jakości dźwięku.

 

Ergonomia i test w praktyce

Regulacja muszli i pałąku była jak najbardziej wystarczająca. Wytworzony nacisk sprawiał, że M510 nie spadały z głowy przy pierwszym lepszym ruchu, ale jednocześnie nie zapewniały odpowiedniej stabilności podczas biegu. Pianka na pałąku i nausznikach zdała test i okazała się naprawdę wygodna, ale nauszna konstrukcja sprawia, że bez żadnego kłopotu możemy zapewnić naszemu otoczeniu dawkę aktualnie słuchanej muzyki. Sprawa ma się podobnie co do dźwięków docierających do nas — izolacja w tego typu słuchawkach nie należy do najlepszych, ale jednocześnie nie męczy w ogromnym stopniu naszych uszu.

Na pierwszy rzut oka propozycja Bloody jest ewidentnie nastawiona na połączenie ze smartfonem. Wskazuje na to nie tylko możliwość złożenia nauszników i dołączony worek, ale również brak zewnętrznej regulacji poziomu dźwięku i 32 omowa impedancja. Ta oznacza tyle, że przetworniki otrzymują w takim połączeniu odpowiednią ilość mocy i grają identycznie, jak na zintegrowanej karcie dźwiękowej w komputerze. Jednak stanowczo odradzam kupowanie M510, jeśli planujecie słuchać muzyki w miejscach pokroju biblioteki, czy zatłoczonego tramwaju. Wtedy lepiej zastanowić się nad wokół usznym modelem M550.

Test dźwięku w grach i muzyce

Ogólnie M550 grają głównie dolną średnicą, za którą skromnie prześwituje basowe brzmienie. Przy skomplikowanych utworach zauważyłem jednak nadmierne mieszanie się wszystkich tonów, co w połączeniu z niezbyt dużą sceną zabijało przyjemność ze słuchania ulubionych albumów. Dawało to również się we znaki w grach pokroju CS:GO, czy Fortnite, gdzie odwzorowanie źródła kroków, czy strzałów było raczej przeciętne.

Miniaturowy mikrofon został wbudowany w kontroler znajdujący się na przewodzie, dlatego nie powinniśmy od niego wiele oczekiwać. Używanie go z telefonem mija się z celem, ale w przypadku, gdy nie posiadamy żadnego innego, to ten w M510 nada się do rozmów przez np. Skype. Jednak nie ma co liczyć na precyzyjne przekazywanie kluczowych informacji w ferworze bitwy. Próbkę nagrania z mikrofonu znajdziecie poniżej.

 

Podsumowanie

Zestaw słuchawkowy M510 ewidentnie wyróżnia się na tle innych propozycji od pozostałych producentów. Trudno doszukiwać się w nim ”gamingowego” przeznaczenia, o czym też nie wspomina sam producent. Tygodniowe zapoznanie się z produktem Bloody wykazało, że ten oferuje raczej przeciętną jakość dźwięku i odwzorowanie źródła dźwięku w przestrzeni. Do ewidentnych wad mogę zaliczyć przeciętnej jakości mikrofon oraz brak fizycznego przełącznika umożliwiającego zmianę głośności. Na wyróżnienie zasługuje jednak sam design i jakość wykonania, dlatego zdecydowałem się polecić model M510, który może nie podbił mojego serca jakością dźwięku, ale jest to na tyle subiektywna ocena, że nie może jednoznacznie skreślać produktu.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!