Ktoś z Was kojarzy markę Lioncast? Jest to całkiem świeży producent prosto z Niemiec, który od ponad roku próbuje wkraść się w łaski graczy. W jego portfolio znajdziemy klawiatury, myszki, akcesoria gamingowe oraz dokładnie dwa zestawy słuchawkowe. Nie wskazuje to na godne pochwały doświadczenie, dlatego sprawdźmy, co do zaoferowania ma LX50, czyli topowy model od naszego zachodniego sąsiada.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Spory karton utrzymany w biało czerwonej kolorystyce skrywa całą masę sprzętu. Mowa o dodatkowych welurowych nausznikach, dwóch przewodach w materiałowym oplocie, mikrofonie, papierologii oraz oczywiście samych słuchawkach.

Specyfikacja

  • Konstrukcja: wokółuszna zamknięta lub półotwarta (zależnie od nauszników)
  • Wymiary: 380 × 360 (wysokość, szerokość) mm
  • Waga: 370 gramów
  • Przetworniki: 53 mm
  • Zakres częstotliwości: 20 Hz – 20kHz
  • Mikrofon: odpinany
  • Przewody: oba w oplocie, niezbędny o długości 135-cm z wbudowanym kontrolerem i pojedynczym złączem jack 3,5 i drugi, 200-cm z dwoma złączami jack 3,5
  • Kompatybilność z: PC, PS4 (Pro), Xbox One (S & Scorpio), Mac, smartfonem i tabletem
  • Dodatki: zamienne welurowe nauszniki

Design, materiały i wykonanie

LX50 będące „flagowym zestawem słuchawkowym do grania” wyprodukowanym przez Lioncast prezentują sobą tradycyjne, a nawet już legendarne połączenie dominującej czerni z czerwienią. W mojej opinii prezentują się naprawdę dobrze przez swojego rodzaju minimalizm. Ten jednak nie udzielił się zastosowanym materiałom, które sprawiają wrażenie naprawdę wytrzymałych. Kluczowe elementy w postaci mechanizmu regulacji, pałąku oraz środkowej części muszli zostały wykonane z metalu, podczas gdy resztę stanowi twarde, matowe tworzywo sztuczne. Zewnętrzna część pałąku obita raczej małą ilością pianki została wykończona skóropodobnym materiałem z dokładnym i ciekawie prezentującym się ściegiem. Jego początek i koniec znalazły miejsce w plastikowej osłonce ukrywającej mechanizm regulacji i wyprowadzającej cienki przewód na zewnątrz prosto do muszli.

W przypadku nauszników mamy do wyboru dwie wersje — skóropodobne i welurowe. Ich wielkość i stopień wypełnienia pianką jest identyczny, a samo wykonanie jak najbardziej poprawne. Ich wymiana jest stosunkowo prosta, co sprawdziłem kilkukrotnie podczas porównywania stopnia wygłuszenia i wygody. Równie prosto odpina się i montuje z powrotem dołączony do zestawu mikrofon zamontowany na giętkim pałąku. Ten jest porządnie wykonany i trzeba się naprawdę postarać, żeby go uszkodzić. Dodatkowo został wyposażony w dobrze dopasowaną i tradycyjną, piankową nakładkę.

Dołączone przewody w materiałowym oplocie o łącznej długości 3,35-metra są naprawdę wytrzymałe, a ich sposób połączenia ze złączami godny podziwu. Z kolei całkowicie odmienny poziom prezentuje sobą zamontowany w dobrej odległości kontroler. Ten nie został najlepiej wykonany, ale w dalszym ciągu umożliwia bezproblemową dezaktywację mikrofonu i regulację poziomu głośności.

Ergonomia użytkowania

Pomimo swoich gabarytów model LX50 jest naprawdę lekki i do tego dobrze wyważony. Kilka godzin nieustannego korzystania z tego zestawu mogę opisać jako jak najbardziej przyjemne. Pomimo braku specjalnej regulacji „na boki„, nacisk wywierany przez sam pałąk nie powoduje żadnego dyskomfortu i przeciwdziała jednocześnie ześlizgiwaniu się słuchawek z głowy. Miłym dodatkiem okazały się również charakterystyczne otworki pozwalające nam zapamiętać ulubiony stopień wychylenia nauszników oraz sam pilocik, który znajduje się w idealnej odległości od słuchawek i nie obciąża w wielkim stopniu przewodu.

W przypadku minusów mogę wymienić dwie subiektywne raczej wady i co ciekawe obie dotyczą skóropodobnych nauszników. Mowa o przeciętnym tłumieniu dźwięków oraz dawki zmęczenia, jaką serwowały moim małżowiną w te coraz gorętsze dni. Ze względu na to zdecydowałem się przeprowadzić większość testów na ich welurowych odpowiednikach. W ich przypadku wygłuszenie jest znikome, ale wygoda i pewny stopień imitacji konstrukcji półotwartej jest tego warta.

Test odtwarzanego dźwięku

W skrócie brzmienie LX50 mogę opisać jako ciemne i ciepłe. Oznacza to tyle, że słuchawki grają głównie dołem i średnicą, podczas gdy tony wysokie są odrobinę pomijane. Jednocześnie basy nie są w wyczuwalnym stopniu podbite, co jest całkiem miłą odmianą od dudniących i wybijających się basem modeli. Podczas słuchania skomplikowanych utworów nie zauważyłem mieszania się poszczególnych tonów, a sporej wielkości scena muzyczna spisywała się idealnie w klipach z masą instrumentów i w grach z rozbudowaną ścieżką dźwiękową.

Właśnie — gry! To przecież z myślą o nich Lioncast stworzył LX50, dlatego sprawdziłem je w kilku najpopularniejszych tytułach. CS:GO i test na odwzorowanie źródeł dźwięku? Zaliczony… i to celująco. Wiedźmin 3 i jego wyśmienity soundtrack podczas przechadzki w nieustannie żyjących lasach Skellige? Miód dla uszu i naszej wyobraźni. Battlefield i COD? No, tutaj już rewelacji nie odczułem, ponieważ wybuchom i licznym wystrzałom zabrakło ”charakteru” nadawanego przez dobrze podbity bas.

Zaskoczył mnie również sam mikrofon, który nagrywa zadziwiająco czyste, ale stosunkowo ciche próbki. Jedną z nich podrzucam Wam poniżej:

 

Podsumowanie

Nie będę ukrywał, że Lioncast pozytywnie zaskoczył mnie swoim modularnym pomysłem na zestaw słuchawkowy. Jego wykonanie przyćmiło nieustannie powracające do mnie wrażenie, że „gdzieś już to widziałem„, a jakość odtwarzanego i nagrywanego dźwięku okazała się dla mnie jednym z największych zaskoczeń w przeciągu ostatnich tygodni. Ostatecznie więc model LX50 jest naprawdę uniwersalnym sprzętem, który zadowoli może nie wymagających, ale odrobinę wyczulonych na dźwięk użytkowników zarówno w grach, jak i utworach muzycznych, czy filmach. Na wyróżnienie zasługuje również szeroka kompatybilność, która sprawia, że będziecie cieszyć się produktem Lioncasta bez względu na platformę, na jakiej się bawicie. Ostatecznie wszystkie minusy mogę wymienić na palcach jednej ręki, a mowa o: niezbyt dobrze wygłuszających nausznikach z eko-skóry, niskiej jakości kontrolerze i w mojej subiektywnej ocenie odrobinę za bardzo wycofanym basie.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej