Kiedy dotarła do mnie paczka z Wiko View 2 i Wiko View 2 Pro, to byłem trochę zaskoczony, bo nie brylując specjalnie w dziedzinie smartfonów po raz pierwszy zetknąłem się z tym producentem. Wyjścia są dwa pomyślałem – chiński szrot albo coś nowego, co dopiero podbija rynek. A co uważam teraz, czyli po zapoznaniu się z oboma modelami?

Pudełko i dodatkowe wyposażenie

Oba modele docierają do nas w podobnych prostokątnych opakowaniach, które skrywają dobrze zabezpieczony telefon, ładowarkę z kablem micro USB, słuchawki jack, podziękowania, instrukcję obsługi oraz zawieszkę Wiko. W przypadku modelu Pro możemy liczyć również na zestaw wymiennych nakładek na słuchawki douszne.

Obudowa

Na początek to, co widzimy na pierwszy rzut oka. Zarówno Wiko View 2, jak i Wiko View 2 Pro sprawiają wrażenie czegoś za około 1500-2000 złotych. No ogółem “wyższa średnia półka”, na co składa się niestandardowe wcięcie na ekranie z aparatem, zwarte i dobrze dopasowane elementy oraz oczywiście sam materiał, a mowa o ochronie wyświetlacza w formie niesprecyzowanego Gorilla Glass w formie 2,5D, metalowej obramówce (w Wiko View 2 jest ona pokryta warstwą plastiku) i pleckach z tworzywa sztucznego, które imitują szkło. Na szczęście również pod kątem wytrzymałości na zarysowania. Same wymiary telefonów są przybliżone i dla Wiko View 2 wynoszą kolejno: 154.50 x 72.00 x 8.30 mm, a dla Wiko View 2 Pro 153.00 x 72.60 x 8.30 mm. Waga jest jednak wyczuwalnie wyższa w przypadku tego drugiego, bo wynosi 164 gramy w przeciwieństwie do 153 gram po stronie tańszego modelu.

Kwestia wyglądu jest oczywiście subiektywna, ale jako tako mogę Wam ją opisać. Na początek to, co znajduje się z tyłu, a mówimy tutaj o nazwie producenta na środku, nad którą znajduje się okrągły czytnik linii papilarnych. W lewym górnym rogu swoje miejsce zagrzały dwa aparaty, a mowa dokładnie o 16 Mpx modułach w jednym “wycięciu” i podwójnej lampie LED. Jednak jest to atut wyłącznie modelu z dopiskiem Pro, bo ten drugi musi zadowolić się pojedynczym, 13 Mpx aparatem i lampą LED. Z lewej strony obu modeli znajdziemy tackę z dwoma slotami. Możemy wybrać, czy chcemy korzystać z dwóch nanoSIM, czy jednej nanoSIM i jednej karty pamięci microSD. Z prawej czekają na nas dwa przyciski – jeden gładki od poziomu głośności i jeden o wyczuwalnej fakturze do włączania i wyłączania. Na górnej krawędzi czeka na nas tradycyjne złącze Jack 3,5 mm, a na dole odwrócone złącze microUSB 2.0 i (uwaga) jeden głośnik mono – druga wnęka sugerująca obecność systemu stereo jest wyłącznie zabiegiem stylistycznym.

No i na koniec przód, czyli coś, co (wnioskując z komentarzy w sieci na temat obu modeli) jednym się podoba, a drugim kompletnie nie. Znalazłem również nawiązania do bazowania na Essential Phone, ale moim zdaniem firma Wiko mogła nawet inspirować się czymś ze stacjonarnych telefonów sprzed dekady. Wcięcie jest, prezentuje się ciekawie, przyciąga uwagę i nie prezentuje się tak, jak w przypadku 80% innych modeli. Jeśli więc nie przeszkadza w użytkowaniu, to nie będę miał mu nic do zarzucenia. Wcięcie w obu przypadkach skrywa 16 Mpx moduł aparatu.

Wyświetlacz

Ponownie oba modele nie różnią się pod tym kątem i oba otrzymały ekran IPS LCD o odwzorowaniu do 16 milionów kolorów. W grę wchodzi 6-cali wypełnionych pikselami o gęstości 282 na cal, które podziwiamy na około 80,5% powierzchni przedniego ekranu. Sama rozdzielczość wynosi 720 x 1528, przy czym ramki po bokach i na górze nie są zbyt szerokie, ale tego samego nie można powiedzieć o tej dolnej, która wyróżnia się w ogromnym stopniu i szkoda, że to na niej nie znalazły się przyciski nawigacyjne.

Moim zdaniem jakość ekranu jest jak najbardziej przyzwoita, ale jeśli się uprzecie to z pewnością dostrzeżecie jakieś małe zamazania i niedokładności na niewielkich elementach pokroju czcionki. Sama jasność pozwalała na bezproblemowe użytkowanie smartfonów w pełnym słońcu. Kwestię koloru i barw możecie dostosować w opcjach, za pomocą tradycyjnego suwaka pomiędzy barwą ciepłą, a zimną. W moim odczuciu rozpiętość tonalna jest pozbawiona większych problemów.

Specyfikacja

To jest ta kwestia, która najbardziej różni oba modele. Tańszy Wiko View 2 pod maską ugościł układ Qualcomm Snapdragon 435, na którego składa się 8-rdzeniowy procesor Cortex-A534 o taktowaniu 1,4 GHz oraz rdzeń graficzny Adreno 505. Do tego dochodzi 3 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci masowej (rzeczywiste ~20,5 GB). W przypadku Wiko View 2 Pro możemy liczyć na Snapdragona 450 z 8 rdzeniami o taktowaniu 1,8 GHz (Cortex-A53) oraz grafiką Adreno 506. Pokłady pamięci są również bardziej okazałe i dla RAMu wartość ta wynosi 4 GB, a dla pamięci masowej – 64 GB (rzeczywiste ~60 GB).

W przypadku dodatkowych funkcji możemy liczyć na moduł NFC, GPS, Bluetooth 4,2, LTE, czytnik linii papilarnych, żyroskop, magnetometr i akcelerometr. O zapomniałbym – wszystko to zasila (w obu modelach) 3000 mAh bateria Li-Po.

Wydajność

No tutaj jest różnie i pod tym kątem zdecydowanie wygrywa Wiko View 2 Pro. Na nim aplikacje uruchamiają się o kilkanaście procent szybciej. Widać to również w przypadku przeskakiwania pomiędzy okienkami, ale zdarza się, że po otwarciu kilkunastu niektóre z nich wymagają ponownego załadowania. Poniżej podrzucam wyniki z popularnych testów i od siebie mogę powiedzieć jeszcze tylko tyle, że jeśli dbacie o regularne wyłączanie nieużywanych aplikacji, to możecie być spokojni o płynność działania.

Gracze z kolei również powinni być zadowoleni, bo proste gry działają bez szwanku, a dzieła pokroju PUBG Mobile trzymają odpowiednie FPSy przez większość zabawy na “średnich” ustawieniach. Ogólnie więc pograć się da i na dodatek zapewnicie swoim dłonią odrobinę ciepła, więc korzyści jest co niemiara.

Aparat

Tutaj jest już raczej przeciętnie, ale na przód wysuwa się wersja Pro ze swoimi dwoma obiektywami o znacznie lepszej jakości. Różnice możemy dostrzec już przy samym oprogramowaniu, które ponownie przeważa szalę na stronę Wiko View 2 Pro. W nim otrzymujemy tryb zamazywania tła, zwolnionego tempa, ulepszone PDAF i trybu szerokokątnego. Jednak w obu modelach trafimy na identyczny tryb profesjonalny, portretowy, superpixel, panoramę, tryb nocny, wsparcie HDR, stabilizację wideo, filtry w czasie rzeczywistym, ustawienia i ogólny interfejs. W kwestii nagrywania możemy liczyć na 1080p w 60 klatkach na sekundę. Poniżej podrzucam próbki i ostrzegam, że tradycyjnie jak dla aparatów z tej półki cenowej wymagane jest dobre oświetlenie, bo w nocnych warunkach jakość zdjęć spada, a występowanie szumów to normalka. Jakoś przedniego aparatu również nie pozostawia wiele do życzenia i bez żadnego problemu strzelicie sobie jakieś selfie.

Oprogramowanie

W obu przypadkach mamy do czynienia z Androidem 8.0 w wersji Oreo, w którego producent niespecjalnie ingerował. W obu przypadkach interfejs prezentuje się identycznie i nie możemy tutaj liczyć na żadną autorską aplikację, która wyróżniałaby propozycje Wiko na rynku. Panel ustawień pozwala jednak ingerować na wiele elementów. Jedne z ważniejszych, jakie rzuciły mi się w oczy, to ustawienie barwy ekranu oraz zamiana miejscami przycisków funkcyjnych. Jest więc to podstawa podstawy, jaką z pewnością cenią sobie zwolennicy tradycyjnych rozwiązań. Na wyróżnienie zasługuje również możliwość przypisania określonej akcji do danego palca.

Wrażenia

Oba telefony sprawiają dobre wrażenie, ale nie ukrywam, że wersja Pro ma w sobie coś z “górnej półki”. Znacznie lepiej leży w dłoni (pewnie za sprawą wyczuwalnego aluminium na bokach), a sama złota wersja mówi sama za siebie. Jednak oba modele cierpią na okropną podatność na palcowanie ekranu i obudowy. Zobowiązałem się na początku sprawdzić, jak to jest z tym wcięciem na przedni aparat, które ewidentnie nie pasuje większości aplikacji, które po prostu wkładają w to miejsce pasek w charakterystycznym dla apki kolorze. W niektórych (zazwyczaj systemowych np. odtwarzacz muzyki) miejsce jest mistrzowsko wręcz zagospodarowane. Jednak w serwisie YouTube, czy Twitchu możemy rozciągnąć obraz na cały ekran i zasłonić sobie kawałeczek treści. Problem pojawia się w momentach, kiedy ten kawałeczek uniemożliwia przeczytanie czegokolwiek na niektórych stronach, a nawet uniemożliwia korzystanie z ich menu. Są to jednak nieliczne przypadki.

W moich rękach dobrze wypadła jeszcze sama bateria, która przy moim użytkowaniu bez żadnego problemu poradziła sobie z trzema dniami słuchania muzyki, przeglądania sieci, oglądania YouTube i Twitcha i korzystania z pakietu Google w postaci dokumentów, czy arkuszy. Działałem głównie na automatycznej jasności, na tak jak podczas poniższego testu skupiającym się na wyświetlaniu filmików na YouTube. W przypadku ustawienia najwyższej jasności, włączenia GPSa, korzystania z LTE i oglądania filmików na YouTube bateria wytrzymywała około 6 godzin.

W przypadku jakości głośnika mono jest już raczej przeciętnie, czyli brakuje tutaj charakteru, a dźwięk sprawia wrażenie płytkiego. Głośnik jest całkiem głośny, ale na najwyższych poziomach towarzyszy mu słyszalny szum, a momentami nawet przestery. Nie zauważyłem jednak spadków jakości w przypadku słuchawek przewodowych oraz bezprzewodowych. Warto również wspomnieć o blokadzie telefonu, a dokładnie wykrywaniu twarzy oraz linii papilarnych. W obu przypadkach mechanizm działa, ale nie tak szybko, jakbyśmy sobie życzyli. Przy braku dobrego oświetlenia nie ma co liczyć na natychmiastowe odblokowanie, a reakcja po zbliżeniu palca na ułamek sekundy nie wchodzi w grę.

Podsumowanie

Za Wiko View 2 przyjdzie nam zapłacić 850 złotych, a za wersję Pro już 1250. Na nią swój wzrok powinni skierować wyłącznie Ci, którym zależy na płynności i lepszym aparacie, bo to w sumie jedyne, czym różni się od swojego tańszego brata. Ostatecznie jestem i tak skłonny polecić oba te smartfony, bo nie trapi ich żaden problem, który uniemożliwia albo utrudnia korzystanie z nich. Zdaję sobie sprawę, że z pewnością nie należą do grona najopłacalniejszych pod kątem specyfikacji modeli w tej cenie, ale jeśli spodobał Wam się sam design i macie dosyć tradycyjnych rozwiązań, to dlaczego nie?

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!