Razer przestaje powoli wiązać się jako producent jedynie z tworzeniem sprzętu gamingowego w postaci myszek, klawiatur oraz headsetów. Firma z logiem trójgłowego węża tworzy swój własny ekosystem urządzeń, konstruowanych z myślą o graczach. Produkuje ona już własne laptopy, plecaki, słuchawki do użytku codziennego, a także smartbandy oraz zegarki. Do moich rąk trafił właśnie Nabu Watch, czyli połączenie funkcjonalności smartbanda ze zwykłym zegarkiem, co dało bardzo ciekawy efekt, choć niepozbawiony pewnych defektów.

Na wstępie pragnę tylko zaznaczyć, że nazywanie Nabu Watch prawdziwym smartwatchem jest w sumie określeniem mocno naciąganym, stąd w tytule tekstu samo słowo ujęte zostało w cudzysłowiach. Tak jak już wspomniałem w poprzednim akapicie, dla mnie jest to po prostu zegarek elektroniczny, doprawiony kilkoma ciekawymi funkcjami smart, które sprawdzają się w życiu codziennym, w szczególności aktywnych osób. Kto wie? Może Razer stworzy niedługo własne urządzenie, konkurujące z takim Gear S3? Nic w tej branży nie jest niemożliwe.

Oldschoolowy look

Zacznijmy może od wyglądu Nabu Watch, który jest w sumie jedną z najbardziej kontrowersyjnych rzeczy, jeśli mowa o tym urządzeniu. Na pierwszy rzut oka widać ogromne podobieństwo tego zegarka do G-Shocków od Casio, które cieszą się ostatnio sporą popularnością. Nie jest to szczególnie nowoczesny, minimalistyczny design, ale niektórym z pewnością przypadnie do gustu. Całość jest utrzymana w czarnej kolorystyce, z wyróżniającymi się, bardzo intensywnymi, zielonymi akcentami, charakterystycznymi dla tej marki. Sporo tu różnych szczegółów, ostrych, agresywnych krawędzi, a nad wszystkim góruje widoczne pod słońce logo Razer.

Wygląd jest zatem bardzo charakterystyczny, a całość przypomina zegarki stworzone z myślą o sportowcach. Nabu Watch jest też, że tak powiem, średnio “wyjściowym” urządzeniem. Nie pasuje ono koniecznie do każdego ciuchu, a w szczególności źle komponuje się z różnego rodzaju koszulami, głównie tymi jasnymi. Nie jest to zatem sprzęt stworzony z myślą o modzie i przy zakupie warto jest mieć to na uwadze.

Zaraz po założeniu zegarka na rękę można poczuć jego potężne rozmiary. Tarcza zegarka jest stosunkowo spora i ciężko temu zaprzeczyć. Na tym jednak pokaźne gabaryty się nie kończą, bo główna część Nabu Watch jest niezwykle gruba i to do tego stopnia, że przeciśnięcie go przez niektóre ściągacze bluzy czy kurtki, jest w zasadzie niemożliwe.

Wykonanie? Gumowo, ale solidnie

Nabu Watch nosi się na ręku przyzwoicie, choć z początku musiałem się do niego przyzwyczaić, bo po dłuższym użytkowaniu bolał mnie nadgarstek. Zapięcie paska składa się z metalowej klamry oraz dwóch niewielkich, plastikowych “zapinek”. Klamrą ustawiamy stopień regulacji paska, zaś “zapinki” dopinają jego pozostałą część do konstrukcji tak, by pozostała część opaski nie odstawała zanadto od całości. Nabu Watch można spokojnie dostosować do praktycznie każdej ręki – tej większej i tej mniejszej.

Omawiany produkt Razera w całości został pokryty pokaźnej grubości gumą, z której też warto zaznaczyć pasek wykonany jest całkowicie. Nie ma jednak co się martwić, jeśli chodzi o wytrzymałość całej konstrukcji. Producent zapewnia, że zegarek powinien wytrzymać upadki z nawet 5 metrów i w dodatku ma on wodoszczelność klasy 5 ATM lub 5 barów, jak kto woli. Takie urządzenia spokojnie wytrzymają kąpiel w wannie czy basenie, bez wskakiwania do wody.

Razer Nabu (wcale nie taki smart) Watch

Pora przejść do mięska, czyli faktycznych możliwości Nabu Watch, których… no właśnie, jest niewiele. Jego podstawowe umiejętności, nie wyróżniają się specjalnie spośród masy innych zegarków elektronicznych. Mamy tu zatem możliwość podświetlenia górnego wyświetlacza, a także ustawienie stopera, minutnika czy alarmu. Dodatkowo możemy skonfigurować sobie aż dwa czasomierze, co polubią osoby poruszające się bardzo często po dwóch strefach czasowych. Wszystko to możemy ustawić z poziomu czterech przycisków, rozmieszczonych na powierzchni Nabu Watch. Więcej nowości nie udało mi się odkryć w trakcie testowania.

Jak pamiętacie Nabu Watch jest też smartbandem i jego funkcjonalności wiążą się z mniejszym, dolnym wyświetlaczem, umieszczonym na tarczy. Produkt firmy Razer ma wbudowany 3-osiowy akcelerometr, co pozwala mu dokonywać kilku pomiarów, związanych z naszym ruchem. Dlatego też Nabu Watch potrafi policzyć ile w danym dniu zrobiliśmy kroków, ilość spalonych kalorii, przebyty dystans, a ponadto mierzy nam także czas, w którym jesteśmy aktywni. Dodatkowo zegarek potrafi zmierzyć długość naszego snu oraz pokazać nam powiadomienia otrzymane z telefonu. Zapomniałbym też o możliwości interakcji z aparatem czy odtwarzaczem, choć te funkcje są bardzo okrojone. Nabu Watch pozwoli nam zdalnie aktywować spust migawki kamery, albo wybrać spośród przewijania utworów lub ich pauzowania/uruchamiania. Zegarek wyposażony został również w ciekawą zdolność wybudzania dolnej części wyświetlacza poprzez jego potrzęsienie lub gdy wykonujemy charakterystyczny podnoszenia go do twarzy w celu sprawdzenia godziny. Prosta, acz satysfakcjonująca rzecz.

Jeśli chodzi o pomiary Nabu Watch to są one całkiem precyzyjne, choć akcelerometrowi zdarzają się pomyłki w kwestii ilości odmierzonych kalorii jakie spaliliśmy, a także przebytych kroków. Dlatego też warto traktować niektóre jego wyniki z lekkim przymrużeniem oka.

Pomiędzy każdą z wymienionych wcześniej opcji poruszamy się poprzez naciśnięcie klawisza, znajdującego się zresztą tuż pod dolnym wyświetlaczem. Nie jest to też zbytnio intuicyjne rozwiązanie, bo żeby np. przełączyć piosenkę, trzeba przewertować się czasem przez masę otrzymanych powiadomień, które wyświetlają się jako pierwsze. Inżynierzy Razera mogli pomyśleć o nieco innym rozwiązaniu.

Sam zegarek łączy się z opracowaną przez producenta aplikacją Nabu, która dostępna jest zarówno na Androidzie jak i iOS. Zobaczymy w niej wszystkie zebrane przez Nabu Watch informacje, czyli te w postaci np. ilości przemierzonych kroków. Poza tym oprogramowanie pozwala nam zmienić kilka rzeczy związanych z samym zegarkiem, czyli długość podświetlenia, zdalne ustawienie alarmu czy godziny bez potrzeby bawienia się klawiszami urządzenia. Aplikacja przypadła mi do gustu, bo została całkiem nieźle wykonana – jest przejrzysta oraz bardzo intuicyjna. Także pod względem jej wykonania nie mam żadnych zarzutów.

O baterii, a raczej o bateriach zdań parę

Do komunikacji ze smartfonem Nabu Watch wykorzystuje Bluetooth Low Energy i od razu pomówmy tutaj o samym akumulatorku… a w zasadzie o dwóch. Mowa tu o zwykłej, okrągłej bateryjce CR2032, która według zapewnień producenta starczyć ma na aż cały rok pracy (mój okres testowy tyle nie trwa, niestety). Akumulator podpięty do smartbanda trzyma za to znacznie krócej, choć nadal mówimy tu o wysokiej wytrzymałości, w porównaniu do innych akcesoriów. Mi Nabu Watch działał przy moim dość wymagającym użytkowaniu calutki tydzień, czasem z dodatkowymi dniami. Jestem strasznie nieprzyzwyczajony do takiego cyklu działania, stąd często zdarzyło mi się zapomnieć naładować tenże zegarek.

Nabu Watch – warto?

Tak, to jest cała lista możliwości Nabu Watch, która nie wyróżnia się zbytnio na tle wielu dostępnych na rynku smartbandów. Pragnę tu zaznaczyć, że nowa kopia zegarka kosztuje około 700 złotych, co niektóre osoby z pewnością zniechęci do zakupu. Jest to też w sumie mój największy zarzut wobec tego urządzenia. Reklamowane jest ono jako “mądry” sprzęt, a tymczasem oferuje naprawdę niewiele, oczywiście poza solidnym trzonem zegarka elektronicznego.

Czy byłbym w stanie polecić zakup Razer Nabu Watch? W sumie to tak, jednakże opłacalność tego zakupu to już jest dyskusja, którą musicie przeprowadzić z samym sobą. Zależy to w sporej mierze od tego, co wymagacie od tego typu urządzenia. To zegarek, który ma swoje mocne i słabe strony, a niektóre elementy można uznać równocześnie za wadę, jak i zaletę. Wygląd czy wielkość zegarka nie każdemu musi pasować, choć znajdą się pewnie ich miłośnicy. Jak na 700 złotych mogłoby być tu więcej funkcji “smart”, ale sam sprzęt jest już bardzo dobrze wykonany i sprawdza się świetnie w codziennym użytkowaniu. Nabu Watch jest produktem nieidealnym, który wystarczy oszlifować, by stał się prawdziwym klejnotem. Czekam na Nabu Watch 2, który mógłby być bardziej elegancki i mieć więcej “smart” możliwości. Tymczasem jego pierwowzór pozostawiam bez jakiegokolwiek znaczka jakości, choć jestem skłonny dać mu lekko naciągane “TAK”.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej