Czy w cenie dwóch i pół tysiąca jesteśmy w stanie nabyć sensowny telewizor 4K obsługujący HDR? Samsung stwierdza, że jak najbardziej tak, oferując model UE50MU6102. My mówimy: sprawdzamy!

W tym miejscu miał być większy test porównawczy telewizorów budżetowych oraz ze średniej półki. Niestety większość producentów wymiękła i na placu boju pozostał koreański reprezentant wagi średniej – Samsung UE50MU6102. Model ten ma zastąpić zeszłoroczną, udaną poprzednią serię 6-tą, skierowaną do mniej zamożnych konsumentów. Jest to bodajże najtańsze rozwiązanie Samsunga posiadające rozdzielczość 4K i obsługę HDR. Sprawdźmy, czy jest wart uwagi.

Metodologia testu

Telewizory to prawdziwe kombajny multimedialne. Celem rozpoznania ogólnych możliwości, na dysk przenośny zostały zgrane filmy zapisane w przeróżnych formatach, o zróżnicowanym stopniu kompresji. Telewizję pobieraliśmy z sygnału naziemnego, a wszelkie usługi pokroju Netflix poprzez Internet klasy WiMAX, rozprowadzany metodą bezprzewodową – prosty router marki 8level. Jeśli idzie o rozrywkę, to zostały wykorzystane konsole Microsoftu – Xbox 360 i Xbox One. Głównie interesuje nas test szybkości matrycy, input lag i ghosting w jakości HD, FHD i 4K, po własnoręcznej kalibracji.

Jakość wykonania i pierwsze wrażenie

Tu będzie bardzo krótko i na temat. Samsung od lat przyzwyczaił nas do wyznaczonego przez siebie standardu, i nie schodzi poniżej tego pułapu. Ekran o wymiarach 1240 x 718 x 63 mm i wadze 12 kg (wraz z podstawką) idzie w stronę minimalizmu formy. Wzornictwo Mold Deco cieszy oko matowym wykończeniem, cienką ramką wokół matrycy, a także niewielką szerokością obudowy. Sprawa podobnie ma się podstawki, gdzie stylowa noga wygięta pod niewielkim kątem wraz z srebrnym akcentem dopełnia całokształtu.

Całość wykonano wyłącznie z tworzywa sztucznego. To główna różnica między „budżetowym” rozwiązaniem, a produktem z wyższej półki, gdzie często znajdujemy elementy metalowe. Mimo tego konstrukcję UE50MU6102 zbudowano z plastiku o wysokiej jakości, dopasowując z należytą dokładnością wszystkie elementy, dzięki czemu niczym nie ustępuje droższym braciom sygnowanym marką Samsung. Do pełni szczęści brakuje tylko możliwości obracania ekranu na podstawce.

Tańsze telewizory nie posiadają One Connect – przystawki na osobnym kablu, pełniącej rolę centrum dowodzenia ze wszystkimi wyjściami/wejściami. Szczerze chwalę sobie to rozwiązanie, bowiem wszystkie potrzebne rozszerzenia znajdziemy w telewizorze z prawej strony. Dostęp jest dość łatwy, nawet po zawieszeniu ekranu na ścianie (wsparcie dla standardu VESA). Pod ręką mamy: HDMI x3, USB 2.0 x2, RJ-45, wejście komponentowe, cyfrowe wejście optyczne i złącze CI+. Czego brakuje, to wyjście słuchawkowe, plus montaż wejścia antenowego z boku obudowy, a nie z tyłu ogranicza nieco użytkownika.

Pilot

Mała rzecz, a szalenie istotna. W zestawie znajdziemy pilot Samsung Smart Control TM1750A – niewielki kontroler pozbawiony numerycznej klawiatury, skrojony do obsługi funkcji SMART. Sam pilot wykonano bardzo dobrze, idealnie dopasowując elementy. Materiały z jakich go skrojono, mimo że są tworzywem sztucznym, potrafią wiele wytrzymać. Tak, jak w poprzednich testach telewizorów tego producenta i tu pilot posiada szereg funkcji, a rozgryzienie go przez młode osoby nie stanowi większego problemu.

Niemniej Samsung zapomina jednak, że o ile po półkę premium nie sięgają starsi użytkownicy, tak po niską i średnią już tak. Wspominam o tym, bowiem dla nich brak numerycznej klawiatury – kanały wybieramy poprzez ręczny dobór numerów na ekranie – sprawia już pewne problemy. Problemy rosną, gdy okazuje się, że klawisz zmiany kanału kryje po sobą więcej funkcji, aktywowanych delikatnymi ruchami. Na szczęście z telewizorem współpracują starsze modele pilotów, pozwalające na obsługę niemal wszystkich funkcji, więc jest to jakieś alternatywne rozwiązanie.

Ponadto pilot posiada opcję sterowania głosem. Tu prosiłbym, aby Samsung odsunął już do lamusa ten element, bowiem raz że większości domownicy nigdy z niego nie korzystają, a dwa poprawne rozpoznawanie głosu wciąż jest piętą achillesową systemu.

Matryca – telewizja i usługi cyfrowe

Testowany model posiada matrycę o przekątnej 50 cali. Stąd wynika między innymi jego przystępna cena. Do oglądania telewizji z odległości 2m i nieco większej, jest to rozmiar całkowicie wystarczający w domowych warunkach. Ekran obsługuje rozdzielczość 3840 x 2160. Oczywiście, aby uświadczyć pełni dobrodziejstw 4K i HDR musimy posiadać odpowiednie źródło, a tych nie ma na tę chwilę zbyt wiele.

W ustawieniach standardowych na testowanym modelu długie seanse telewizyjne przy optymalnym oświetleniu nie sprawiają problemów. Wzrok nie męczy się, kolory reprezentują odpowiednią jakość przy należytej ostrości obrazu. Półmatowa powierzchnia matrycy zostanie doceniona szczególnie w jaśniejszych pomieszczeniach. Wieczorami, jeśli przysiądziecie do kina akcji lub rozgrywek sportowych – szybko zmieniające się ceny, wysoki poziom detali – warto skorzystać z trybu kinowego. Za płynność obrazu odpowiada technologia odświeżania Picture Quality Index 1300, choć całość bazuje tak naprawdę na matrycy 50Hz. Dopiero droższe QLED wnoszą w tej materii szereg zmian.

Telewizja wygląda bardzo dobrze na UE50MU6102. Jednak pełnię jego walorów docenicie korzystając z źródła o wyżej jakości – Netfix lub filmy kodowane do jakości 720p, 1080p i wyższej. Mimo, że producent zintegrował wyłącznie podstawowe funkcje obróbki obrazu: UHD Dimming, Auto Motion Plus, UHD Up-Scaling, Contrast Enhancer, Pur Color, to całości wychodzi to paradoksalnie na plus. Matryca broni się własnymi parametrami, dając nasycony, wyraźny i płynny obraz, bez zbędnego „przedobrzenia”, jak ma to miejsce w droższych modelach. Na zadowalającym poziomie prezentuje się także jasność, co jak wiemy bywa różnie z ekranami obsługującymi HDR.

Matryca – konsole i PC

Moment, na który pewnie czekała większość czytelników. By doznać pełen wymiar HDR potrzebna jest konsola Xbox One S i lub PlayStation 4 Pro. Niestety na czas trwania testów nie miałem żadnej z nich pod ręką, dlatego pomiary zostały przeprowadzone na bazowej wersji Xbox One, Xbox 360 oraz PC.

By nie trzymać was w niepewności powiem prosto z mostu: jest bardzo dobrze. Rozgrywka na tym ekranie, to czysta przyjemność. Z jednej strony mamy dobre odwzorowanie barw, ich nasycenie i przyzwoity kontrast, zaś z drugiej input lag i ghosting występują na bardzo niskim poziomie. Gdzie nie gdzie może dojrzycie minimalne szarpnięcia obrazu, ale nie przeszkadza to w rozrywce, nawet podczas intensywnych sieciowych wojaży. Ten model telewizora nadaje się jak najbardziej do gier na obecnej (również poprzedniej) generacji konsol.

Co więcej, po podłączeniu konsoli telewizor samodzielnie wykrywa ją, dopasowując ustawienia, wyłączając w ten sposób większość „upiększaczy” obrazu. Nie mamy dostępu do bardziej zaawansowanych opcji. Co jednak ciekawe, z poziomu telewizora jesteśmy w stanie zarządzać konsolą pilotem, dzięki czemu zyskuje funkcjonalność odtwarzacza DVD/Blu-ray.

Multimedialność i dźwięk

Na pokładzie zamontowano dwa głośniki o mocy 10W na kanał. Wystarczy w zupełności, by nagłośnić średniej wielkości pokój, zapewniając przyzwoity poziom basu, z zachowaniem wyraźnej średnicy. Do dyspozycji mamy kilka ustawień głosu, w zależności od potrzeb. Telewizor nawet w wyższych partiach głośności „nie ryczy” oszczędzając nam nieprzyjemnego charczenia. Przy niższych poziomie zamontowane głośniki zachowują wysoką skuteczność, dostarczając wyraźny i słyszalny głos.

Wszystkie funkcje telewizora obsługujemy dzięki systemowi Tizen, tym razem w wersji 3.0. Pod ręką mamy cały wachlarz opcji SMART, z przeglądarką internetową, klientem YouTube, oraz zakładkami usług streamingowych (Netflix, HBO Go). Tym samym z siecią łączymy się fizycznie, poprzez złączkę LAN, lub korzystamy z Wi-Fi. Sam system przypomina ten z modelu QE49Q7FAM – przejrzysty, intuicyjny. Oczywiście w telewizorze budżetowym nie jest tak rozbudowany, ale w najnowszej wersji działa płynnie, bez zastrzeżeń.

Podsumowanie

Czy można zatem kupić sensowny telewizor 4K za pieniądze nierujnujące budżetu? Samsung pokazał że tak, ponownie prezentując udany produkt. UE50MU6102 godnie zastępuje poprzednią generację, deklasując również innych budżetowych producentów. Nie ma sensu rozglądać się za tańszymi ekranami, choćby pokroju Manty, gdy za 2.5 tysiąca złotych otrzymujemy pełnoprawny produkt ze średniej półki. Ma on co prawda kilka drobnych wad, ale w ogólnym rozrachunku jest telewizorem wartym polecenia.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!