WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test zestawu 4w1 Fury Thunderjet

Co powiecie na zestaw Fury Thunderjet z klawiaturą, myszką, zestawem słuchawkowym i podkładką za jedyne 150 złotych? Za śmieszne wręcz pieniądze dostajemy przecież wszystkie potrzebne peryferia spod tego samego logo, więc chyba jest dobrze… ale czy na pewno?

Wstęp

Zestaw dla graczy 4w1 Fury Thunderjet dociera do nas w sporych rozmiarów pudle/walizce, która swoim burzowym stylem nie tylko przyciąga wzrok, ale również informuje nas o najważniejszych cechach klawiatury, myszki, zestawu słuchawkowego i podkładki. Ich zabezpieczenie nie budzi żadnych zastrzeżeń, a w skomplikowanej procedurze podpinania zestawu do komputera pomaga nam wielojęzykowa instrukcja obsługi. Jak na razie więc wszystko wygląda zadziwiająco dobrze…

[nextpage title=”Klawiatura i zestaw słuchawkowy”]

Klawiatura

W grę wchodzi oczywiście membranowa klawiatura opatrzona logiem producenta (pięścią) i nazwą, czyli Fury. Ten model waży 786 gramów, a jego wymiary wynoszą kolejno 460 x 170 x 30 mm. Co ciekawe, górna powierzchnia klawiatury została wykonana z metalu (cienkiego, ale metalu), a jej bryła prezentuje iście gamingowy charakter z licznymi ozdobami w formie ostro zakończonych kształtów i licznych wytłoczeń. Na spodzie zaś swoje miejsce zagrzały dwie podstawki antypoślizgowe i dwie nóżki. W obu przypadkach prezentują sobą bardzo niską jakość. Nóżki uginają się już pod lekkim naciskiem, a całość z łatwością przesuwa się po biurku.

W przypadku klawiszy możemy liczyć na tradycyjny układ QWERTY z dużym enterem i blokiem numerycznym. W grę wchodzą również funkcje multimedialne ukryte pod klawiszami od F1-F12, a nawet centrum zarządzania oświetleniem, o którym za chwilę. Klawiatura wspiera również N-Key Rollover dla klawiszy WASD. Możemy też liczyć na wystający, świecący się „mini-ekranik” w prawym górnym rogu, który informuje o aktywacji num-locka, caps-locka i scroll-locka. Zaraz nad nim znalazł swoje miejsce przewód USB w materiałowym oplocie. Klawisze i membranowy mechanizm są poprawne, a ich praca nie budzi większych zastrzeżeń. Ot podrzędna membranówka za kilka dyszek.

Co ważne, klawiatura posiada podświetlenie bazujące na 6 strefach (zielony, pomarańczowy, czerwony, różowy, fioletowy i niebieski). Czcionka została wprawdzie dobrze wytłoczona, ale słabe i nieliczne diody nierównomiernie ją oświetlają. Możemy dodatkowo wpływać na ich natężenie (6 poziomów) oraz tryb pracy. W grę wchodzi stały i oddychania.

Zestaw słuchawkowy

Każdy z Was go miał – plastikowy, nieprzyjemny i podrzędnej jakości, który spełnia jednak swoje zadanie. W tym przypadku całość wykonano z plastiku, a jedyny mechanizm regulacji polega na tradycyjnych zapadkach w połączeniu pomiędzy muszlami a pałąkiem. W przypadku tego ostatniego i nauszników możemy liczyć na piankę ze skórzanym (oczywiście sztucznym) obiciem. Niestety pianka jest za twarda, co po kilkudziesięciu minutach owocuje „zmęczonymi małżowinami”. Na szczęście słuchawki nie ześlizgują się z głowy i nie uciskają w żadnym miejscu.

Przyzwoicie prezentuje się za to składany mikrofon i przewód z dwoma jackami 3.5 mm. W ¾ długości znalazł się nawet sporych rozmiarów kontroler, który służy jedynie do regulacji głośności za pomocą tradycyjnego pokrętła. Jakość nagrywanego dźwięku podrzucam poniżej:

W przypadku brzmienia zestawu nie ma sensu, żebym Was okłamywał. W grę wchodzi naprawdę słaba jakość, której towarzyszy efekt dźwięku dochodzącego zza ściany oraz wyczuwalnego w niektórych momentach szumu i pogłosu w przypadku głębokiego basu. Wszystkie tony są jednak wyważone i żaden nie przewyższa innych. Jest to jednak mizerny plus na tle innych problemów.

[nextpage title=”Myszka i podkładka”]

Na koniec zostawiłem najważniejszy dla mnie element zestawu Thunderjet, czyli myszkę. Jej wykonanie szczerze mówiąc, nie jest złe. Połączenie czerni z licznymi mlecznymi wytłoczeniami i elementami przepuszczającymi światło prezentuje się ciekawie. Sama bryła wykonana z matowego tworzywa sztucznego jest dosyć spora (130 x 72 x 42 mm), ale na szczęście idzie za tym niska waga (95 gramów). Trudno mi w to uwierzyć, ale myszka po prostu dobrze leży w dłoni, a płynność, z jaką przesuwa się po podkładce, jest niczym niezakłócona. Nic w tym dziwnego, bowiem na spodzie swoje miejsce zagrzały trzy sporej wielkości ślizgacze.

Click, click

W przypadku kliku obu głównych przycisków jest całkiem poprawnie. Cechują się krótką drogą pracy, wysoką twardością i responsywnością do przyjęcia. Boczne przyciski działają jednak za lekko, ale za pomocą odpowiedniego kliku i przeskoku informują użytkownika o aktywacji. Ostatecznie więc najgorzej wypadła rolka, która lata na boki przy każdym ruchu myszką, a jej przesuwanie jest zbyt łatwe. Tradycyjnie możemy liczyć na nieustannie oddychające podświetlenie (czerwone, fioletowe, niebieskie i różowe) zależne od poziomu wybranego DPI.

Ahh ta precyzja…

A właśnie – sensor. To przecież całkiem ważny element myszki, czyż nie? Jak możecie się jednak spodziewać – „szału ni ma”. Producent oddał w nasze ręce cztery poziomy o czułości 800, prawdopodobnie 1400, 1800 i 2400 DPI. Graniczne wartości widnieją w specyfikacji, ale te pośrednie trudno precyzyjnie sprawdzić nawet w programie. Tak czy inaczej, oferowana przez tę mysz precyzja jest bardzo słaba i stoi na poziomie modeli do 30 złotych. Mowa bowiem o wyczuwalnej akceleracji pozytywnej i negatywnej (ze względu na niską prędkość maksymalną, bo około 0,8 m/s), interpolacji na każdym poziomie, szumach wysokiej częstotliwości od poziomu 1600 DPI i okropnie wysokiej wartości LOD wynoszącej ponad 3 mm.

Podkładka

Co tu dużo pisać. Materiałowa podkładka z gumową podstawą o wymiarach 34,8 x 24,2 mm zapewnia odpowiednią ilość miejsca na myszkę, ale jej trwałość jest raczej dyskusyjna. Zabrakło tutaj bowiem materiałowych obszyć, a świeżo wyjęta z pudełka zaskoczyła mnie odrobinę poszarpanymi włóknami na bokach. Jedynym elementem ozdobnym jest logo firmy oraz sama nazwa serii. Podkładka na całe szczęście oferuje odpowiednią przyczepność na biurku oraz gładki ślizg.

[nextpage title=”Podsumowanie”]

Podsumowanie

Zestaw myszki, klawiatury, podkładki i zestawu słuchawkowego za 150 złotych po prostu nie może uzyskać żadnych pochwał za jakość wykonania, czy działanie. Jednak pod kątem opłacalności mógłbym się tutaj zastanowić. Przecież za powyższą kwotę dostajemy wszystkie potrzebne peryferia, które są po prostu słabe, ale spełniają swoją funkcję. Ostatecznie więc widzę zestaw Fury Thunderjet w formie prezentu dla młodego gracza, który nie będzie zwracał specjalnej uwagi na brzmienie, jakość wykonania, czy precyzję, a na wygląd. Jest RGB – jest więc dobrze. Wyobraźcie sobie tylko minę młodego, jak podrzucicie mu cały zestaw peryferiów zapakowany w kartonową walizkę i utrzymanym w podobnej kolorystyce.