CM Storm Devastator to zestaw, który zadowoli każdego laika grania. Ładnie wygląda, dobrze leży w dłoni, ale im dłużej mu się przyglądać, tym więcej wad z niego wychodzi.

Po CM Storm Devastator nie spodziewałem się zbyt dużo. Rzadko kiedy zdarza się, żeby sprzedawano profesjonalny zestaw do grania (mysz+klawiatura) za lekko ponad 100zł. Za takie pieniądze ledwo co można rozmyślać o jakiejś porządnej myszce, a co dopiero dołożyć do tego jakąś ciekawszą klawiaturę. Zdziwiłem się, że Cooler Master stara się nieco zakamuflować to, iż docelową grupą obu urządzeń jest średnia półka.

Po otwarciu przeciętnie wykonanego pudełka z zestawem, ukazał mi się sprzęt, który designem mógłby konkurować z o wiele droższymi modelami. Przy pierwszym kontakcie z Devastatorem ma się wrażenie, że właśnie kupiliśmy produkt od Razera opakowany w inne logo. Wizualia naprawdę cieszą oko i zapowiadają, że związek z tymi urządzeniami będzie długi. Dopiero po dłuższym użytkowaniu chce się przytoczyć przysłowie: „Nie ocenia się książki po okładce”, co idealnie pasowałoby na skrót całego testu zestawu. Bo o ile pierwsze wrażenie jest świetne, tak dalej okazuje się, że oba elementy zestawu nie zostały wykonane z taką samą jakością. Po zrobieniu klawiatury, twórcy widocznie spoczęli na laurach i dołączyli do niej naprawdę słabą myszkę, która chociaż wygląda ładnie, to nie zachwyca funkcjami oraz bebechami. Pozostawia to dosyć mieszane odczucia i stawia cały zestaw w mocno dwojakim świetle.

Klawiatura MB24

DSC_1023

Klawiatura jest elementem, który akurat najbardziej mnie zadowolił przy styczności z Devastatorem. Zacznijmy jednak od tego, że MB24 to solidna konstrukcja. Jest dosyć ciężka i daje wrażenie styczności z drogim sprzętem. Dzięki swojemu ciężarowi oraz specjalnym gumkom antypoślizgowym zamontowanym na spodzie, klawiatura nie przesuwa się zbyt łatwo po powierzchni biurka. Nie zdarzyło mi się, żebym w trakcie wartkiej akcji, przypadkiem puknął w nią i stracił kontakt z klawiszami. Poza gumami znajdziemy również z tyłu dwie stopki, które podniosą kąt nachylenia urządzenia dla zwiększenia komfortu.

Przyciski są typu membranowego, czyli nie korzystają z jakichś rewolucyjnych rozwiązań jak np. klawiatury mechaniczne. Są to jednak bardzo solidnie wykonane oraz (jak zaznacza producent) wytrzymałe membrany, nie stawiające większego oporu. Same klawisze mają dosyć wysoki skok, co jak dla mnie jest sporą zaletą. Dzięki temu rzadziej zdarzają się przypadki, że przy małym użyciu siły, naciśniemy któryś klawisz, co w trakcie gry może prowadzić do nieciekawych sytuacji. Niesie to jednak ze sobą inną wadę – wszystkie przyciski są strasznie głośne. Chociaż głośność literowych klawiszy nie jest tak wyraźna, to taki Enter, Shift, Spacja czy Backspace są bardzo słyszalne. Także jeżeli lubimy trochę głośniej popukać w klawiaturę, to może zdarzyć się sytuacja, że obudzimy jakiegoś członka domu leżącego obok nas. Z samej klawiatury korzysta się jednak bardzo wygodnie, a zapewniają to delikatne wgłębienia na powierzchni spustów, dzięki czemu palec leży naturalnie i nie zsuwa się. MB24 zostało również wyposażone w 6 w klawiszy multimedialnych. Odpowiadają one za regulację głośności dźwięku systemowego oraz przewijania, tudzież zatrzymywania/odtwarzania muzyki. Działają one bez zarzutów i sprawdzają się, gdy jesteśmy w grze i chcemy dla przykładu przełączyć piosenkę bez potrzeby minimalizowania aplikacji. Wiadomo, to w kluczowych sytuacjach podczas rozgrywek sieciowych, może mieć spore znaczenie.

Na MB24 grało mi się naprawdę, naprawdę przyjemnie, a również pisanie nie należy do jakichś niewygodnych rzeczy, a nawet wręcz przeciwnie. Ten test zresztą jest pisany na MB24 i póki co moje palce nie odpadają z bólu lub nie narzekają na niewygodę. Niezależnie czy bawiłem się przy MMO, czy strategii czasu rzeczywistego, Counter-Strike: Global Offensive lub League of Legends, to klawiatura spisywała się przy nich bardzo dobrze. Nie czuję, żeby czegoś mi brakowało, a wysokie profile klawiszy zapewniały mi w niektórych momentach odpowiednią precyzję ruchów.

Co do wyglądu klawiatury, to jestem bardzo zadowolony. Po pierwszym spojrzeniu na nią, od razu nasuwa się StarCraft II, albo zatrzymując się w kategorii klawiatur, design jakiegoś modelu Blackwidow od Razera. Efekt potęgują grawerowane laserowo znaki, które w szczególności z podświetleniem wyglądają naprawdę cudownie.

Właśnie, bardzo ważnym aspektem MB24 jest podświetlenie. To ono nadaje sprzętowi wdzięku. Bez niego klawisze są ledwo widoczne i wyglądają jakby były wymarłe, brakuje im polotu. Dopiero bardzo dobrze zamontowane diody w membranach, dają ten szczególny efekt wizualny. Samo natężenie podświetlenia nie jest ani za wysokie, ani za niskie, przez co kiedy patrzymy w klawiaturę, to światło nie razi za mocno w oczy. Można powiedzieć, że jest po prostu idealne, wszystko dzięki niemu widać. Twórcy musieli zresztą znaleźć złoty środek, bo do swojego urządzenia nie zaimplementowali jakichś przycisków, którymi można by regulować jasność podświetlenia. Również nie można zmieniać jego koloru, dlatego jeśli kupimy MB24 z niebieskimi diodami, to właśnie na nie skazani będziemy. Poza niebieskim, Cooler Master udostępnia również te w kolorze czerwonym i zielonym.

Czego w klawiaturze mi zabrakło? Dodatkowych programowalnych przycisków, możliwości ustawienia makr oraz kilku dodatkowych klawiszy multimedialnych. Poza tym wszystko jest zrobione w porządku i ciężko czegoś się doczepić, albo wymagać ponad kategorię cenową.

Mysz MS2K

DSC_1022

Cieszyłem się co do myszy, gdy dowiedziałem się, że MS2K zaoferuje mi sensor optyczny. Przy takich grach jak Counter-Strike: Global Offensive, gdzie liczy się wysoka precyzja przy krótkich, ale szybkich ruchach, myszki optyczne sprawdzają się lepiej od tych laserowych. Nie twierdzę zresztą tak tylko ja, a szereg profesjonalistów, dla których gra jest już pracą i strzelają się z innymi na prestiżowych turniejach. Niestety, MS2K nie pokazało klasy pod względem bebechów, co spowodowało, że czas testowy dla tego gryzonia był wyjątkowo męczący. Ale po kolei, ponarzekam na to niedługo. Najpierw to co mi się w myszce spodobało.

Wygląd myszy oraz wygoda korzystania z niej, tak samo jak w przypadku klawiatury, jest kluczowym jej elementem. MS2K tak jak MB24 przypomina mi motywem bardzo StarCrafta II, czyli jej design jest mocno futurystyczny i daje złudzenie obcowania z porządnym sprzętem do grania za ponad kilkaset złotych. Uniwersalnego efektu dodaje przede wszystkim podświetlany, środkowy fragment urządzenia (w tym kółko). Na tego gryzonia patrzy się naprawdę dobrze, w szczególności w nocy.

Za myszą przemawia również jej wysoka ergonomia, bowiem leży ona niemal perfekcyjnie w dłoni. Niemal, bo tylna część jest tak jakby ścięta, przez co przynajmniej moja dłoń nie leżała cała na urządzeniu. Podczas grania potrafiło być to męczące, bo często musiałem zmieniać położenie dłoni, ponieważ ta nie mogła się dobrze dostosować do powierzchni. Ale poza tym mysz, tak jak klawisze w MB24, jest dobrze wyprofilowana. Dłoń się z niej nie obsuwa, a palce nie ślizgają się na niej dzięki osadzonym po bokach gumach. Jestem również bardzo zadowolony ze ślizgaczy znajdujących się pod spodem. Zapewniają one świetny poślizg nawet na biurku, nie mówiąc już o jakiejś profesjonalnej podkładce, na której MS2K jeździ jak po lodzie. Zapewnia to dobrą płynność ruchów.

Elementy, z których nie jestem zadowolony to takie rzeczy jak choćby (po raz kolejny) głośny dźwięk wydobywający się przy naciskaniu klawiszy, ciężko naciskające się kółko oraz nieprogramowalne oba przyciski po lewej stronie (można nimi zmienić broń w grze, a poza tym służą do przewijania stron w przeglądarce w przód i wstecz).

Przyszła pora na najgorszy element gryzonia, czyli sensor, którego nie powstydziłby się konkurent z półki cenowej do 10zł. Tutejszy mechanizm cierpi na dwie najcięższe przypadłości sensorów optycznych, czyli interpolację wsteczną i akcelerację negatywną (lub jak kto woli – wsteczną). Ta pierwsza polega na tym, że niektóre myszki mają np. 2000 DPI, a sensor pozwala im tylko na pracowanie w 500 DPI z pełną precyzją. Wówczas wyższe czułości są „emulowane” przez oprogramowanie i zamiast mieć faktyczne 2000 DPI, to gryzoń działa jak przy 500, ale do każdego pomiaru „dodaje sobie” 3 piksele. Akceleracja zaś działa w taki sposób, że w miarę wykonywania szybkich ruchów myszą, jej czułość w trakcie machnięcia rośnie lub maleje. Oba te elementy psują precyzję i oba występują w MS2K. Widać to właśnie przy grze w Counter-Strike’a, gdzie nie zawsze udaje się nam idealnie wcelować w ten sam punkt dwa razy. Również przy mierzeniu w głowę, celownik potrafi odskoczyć o kilka pikseli. Także przy normalnym użytkowaniu, czyli zaznaczaniu tekstu, albo pracy w edytorze graficznym, może sprawiać to sporo trudności, bo gryzoń nie trafia tam gdzie trzeba.

Mysz tak jak klawiatura, ładnie świeci i dobrze się trzyma, ale w przeciwieństwie do niej nie oferuje nic ciekawszego poza porządnym wyglądem. Jej sensor to jedna wielka katastrofa, która nie zadowoli żadnego poważniejszego gracza. Jeżeli szuka on precyzji, to powinien omijać ten produkt z daleka, no chyba, że woli pogorszyć swoje wyniki w grach.

DSC_1037

Podsumowanie

Komu mógłbym polecić zestaw CM Storm Devastator? Mogę powiedzieć tylko, że nie jest to sprzęt dla profesjonalistów, a dla początkujących graczy stawiających wygląd wysoko, albo ponad całą resztę. W sumie tylko oni będą czerpać dużo radości z korzystania z tej myszki oraz klawiatury i w tej kategorii raczej ciężko będzie im znaleźć coś lepszego. Gdyby Cooler Master dopracowało sensor w myszce, podnosząc przy tym cenę zestawu, to może wtedy sam skusiłbym się na niego. Jednak w tym wypadku wolałbym dorwać samą klawiaturę oddzielnie, a o gryzoniu kompletnie zapomnieć. Ogólnie Devastator jest sprzętem średnim, a o jego zakupie może zadecydować gust wizualny oraz ergonomia. Osobiście, kupiłbym go, gdyby nie przeszkadzałby mi brak dużej precyzji gryzonia.

 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej