To już drugi raz, kiedy mam przyjemność przetestować zestaw słuchawkowy od Lioncast. Tym razem w moje ręce wpadł model LX20, który jest dopiero drugim (tym razem budżetowym) zestawem słuchawkowym od tego producenta.

Pudełko i dołączone wyposażenie

LX20 docierają do nas tradycyjnym dla tej firmy kartonie w kolorze przeważającej bieli i bordowych akcentów. W środku nie znajdziemy jednak tradycyjnej osłonki z plastiku, a folię bąbelkową, która chroni ten zestaw w czasie transportu. Jeśli ten zabieg pozwolił firmie na obniżenie ceny o kilka złotych, to nie mam nic przeciwko. Jeśli jednak taka decyzja wypłynęła z chęci zarobienia nieco więcej, to mam do tego małe “ale”. W środku pomimo słuchawek znajdziemy odpięty mikrofon, przewód do komputera, instrukcję obsługi oraz kartę informacyjną.

Najważniejsze cechy LX20

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne
    • Waga: 232 gramów (z przewodem)
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja rozpiętości muszli
    • Długość przewodu do PC/laptopa – 200 centymetrów
    • Długość przewodu do konsol/urządzeń mobilnych – 135 centymetrów
    • Oba przewody w nylonowych oplotach
    • Kontroler poziomu głośności+mikrofon wbudowany w przewody
    • Brak oprogramowania
  • Przetworniki neodymowe
    • Średnica: 50 mm
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz
  • Odczepiany mikrofon na elastycznym pałąku wbudowany w przewód lub wtyczkę jack

Design, materiały i wykonanie LX20

Patrząc na model LX20, odczułem wrażenie, że gdzieś już to widziałem, co nie było specjalnie błędną oceną. Wystarczyło bowiem przypomnieć sobie model LX50 (określany przez Lioncasta flagowym modelem), z którego LX20 przejął ogólny charakter i styl. Nie ma jednak w tym nic złego, bowiem producent ewidentnie wie, jak chce prowadzić markę i w tej samej serii nie kombinuje specjalnie z designem. Jednak różnice widać nawet pod kątem materiałów, jakie użył w znacznie tańszym zestawie. Te są zwyczajnie nie aż tak dobre, jak w LX50. Wstawki ze szlifowanego aluminium zastąpił bowiem śliski (tak zwany ”glossy”) plastik, który strasznie się palcuje, a sama konstrukcja sprawia wrażenie nieco okrojonej.

Jednak ogólnie materiały, jakich użyto przy LX20, są (relatywnie) dobre. Postawiono tutaj na twarde matowe tworzywo sztuczne w kolorze głębokiej czerni, które użyto na muszlach i niewielkiej części pałąka. Ten w tradycyjnym miejscu (zaraz nad mechanizmem ustawienia rozstawu nauszników) przechodzi w całkiem przyjemną ekologiczną skórę wypchaną rozsądną ilością pianki. Takie samo połączenie zastosowano w nausznikach, które otaczają nasze całe uszy. W przypadku konstrukcji nie obyło się jednak bez żadnych wad, ponieważ wspomniany “rozsuwany” mechanizm bazuje na zwyczajnym plastiku, a nie metalowej blaszce, jak zazwyczaj. Wprawdzie nie powoduje to samoistnego przestawiania się zapadek, ale w takim połączeniu zbyt łatwo na przypadkowe złamanie.

Z zestawem jest zintegrowany przewód w nylonowym oplocie, którego używamy zarówno przy pracy na smartfonach, czy konsolach oraz laptopach i komputerach. Do tych dwóch ostatnich potrzebujemy jednak dołączonego “przedłużacza”, który rozdziela pojedyncze złącze jack 3,5 mm na dwa. W obu przypadkach możemy liczyć na porządne wykonanie, co po części udziela się również zastosowanemu kontrolerowi, którego umieszczono na ¾ pierwotnego przewodu. Ten nie “ściąga” nam słuchawek z głowy, jest lekki i wykonany z podobnego co słuchawki plastiku ze wstawką z nazwą producenta, która albo jest szczotkowanym aluminium, albo jego dobrą imitacją. Oczywiście kontroler pozwala nam dostosować poziom głośności oraz wyciszyć lub aktywować jednokierunkowy mikrofon. Ten jest z kolei odczepiany i umieszczony na giętkim pałąku.

Ergonomia

Model LX20 waży jedynie 232 gramów z przewodem, co powoduje, że może i jest wyczuwalny na głowie, ale nie ciąży na niej specjalnie. Może to zasługa dobrego pałąku oraz prostej regulacji, która w przypadku dosyć grubych nauszników w odpowiedni sposób rozkłada cały ciężar na naszej głowie? Zapewne tak, co wskazuje tylko na to, że Lioncast potrafi stworzyć wygodne słuchawki za rozsądną cenę. Oczywiście nie uchroniło to naszych uszu przed “męczeniem się”, co jest typowym problemem połączenia ekologicznej skóry i pianki w nausznikach. Mogłem w nich jednak spędzić cały dzień, pracując i słuchając muzyki, więc jest naprawdę dobrze.

 

Test dźwięku

Warunek pierwszy – słuchawki grają. Warunek drugi – nie powodują krwawienia i nie rozwalają naszych bębenków. Warunek trzeci – dźwiękowi nie towarzyszy nieustanny szum. Jest więc na tyle dobrze, że z miejsca mogę pochwalić dźwięk w LX20. A co z samym brzmieniem? No cóż, jest tutaj raczej tradycyjnie, czyli możemy liczyć na odrobinę wyraźniejszy bas oraz podbitą dolną średnicę przy szerokiej (ale przeciętnie głębokiej) scenie i dobrym odwzorowaniu przestrzenności. Innymi słowy, to zwyczajnie dobrze grający zestaw, który zaspokoi znakomitą większość niewymagających graczy, ale zdecydowanie nie trafi w gust audiofili. Jak za taką cenę – nie ma w tym nic złego.

 

Test mikrofonu

Tutaj śle szczerze podziękowania dla mojego “cichego informatora”, który podrzucił mi informacje o tym, że mikrofon w LX20 (i wychodzi na to, że wszystkie z serii LX) boryka się z problemem szumienia po wyciszeniu. I to tak solidnego, że podczas rozmowy słuchacze mogą zwyczajnie zrzucić z głowy słuchawki przez te narastające zakłócenia. Problem ten występuje zwłaszcza przy trybie rozmowy z nieustannie aktywnym mikrofonem, a nawet przy wykrywaniu głosu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale programy interpretują ten szum jako coś, co należy przekazać innym rozmówcą. Jeśli więc często korzystacie z przycisku mute na kablu, a na dodatek rozmawiacie przez komunikatory we wspomnianych wyżej trybach, to ten zestaw nie będzie dobrym wyborem. Sama jakość mikrofonu jest jednak bardzo dobra, co udowadnia poniższe nagranie.

Podsumowanie – czy LX20 są godne polecenia?

Co tu dużo mówić, rynek słuchawek w przedziale cenowym od 80 do 120 złotych jest tak wypchany, że trudno wskazać najlepszy model za daną cenę. LX20 jest jednak zdecydowanie godny polecenia wszystkim, którzy szukają tradycyjnego designu bez zbędnych gamingowych dodatków, dobrej jakości audio oraz kompatybilności zarówno z PC, jak i konsolami, czy smartfonami. Ode mnie leci więc znaczek, na który ta propozycja od Lioncast zdecydowanie zasłużyła:

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!