HTC Desire to dość popularna seria w Polsce, głównie dzięki operatorom i ich ofertom abonamentowym. Nikt nie spodziewał się nadejścia „dwunastej odsłony” tychże smartfonów, ale jednak tajwański producent postanowił nas nią zaskoczyć. Jak zatem sprawdza się ona w akcji?

Jakość premium w budżecie

Pierwszy kontakt z HTC Desire 12 może być naprawdę zgubny… w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Telefon jak na stosunkowo niewielką cenę prezentuje się wprost wyśmienicie. Przód to oczywiście sam ekran, choć tym razem zachowany w proporcji 18:9. Tego typu elementy wreszcie dumnie przechodzą też na niższe półki cenowe i nie są ekskluzywne dla telefonów za kosmiczne pieniądze. Plecki HTC Desire 12 z kolei dodają całej konstrukcji odpowiedniego, wizualnego kunsztu. Dla niektórych może to wyglądać jak smartfon z półki premium i aż dziw bierze, że urządzeniu za te pieniądze udało się tak świetnie zakamuflować swoją budżetową naturę.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że plecki zrobione są z tworzywa sztucznego, a nie z prawdziwego szkła. Nie mniej jednak HTC Desire 12 jest równie śliski, co inne smartfony. Trzyma się go jednak stosunkowo pewnie i przyjemnie, więc jeśli chodzi o komfort użytkowania, to nie mam co zarzucić.

HTC Desire 12 charakteryzuje się 5,5-calowym wyświetlaczem wykonanym w technologii IPS LCD, który generuje rozdzielczość 1440 na 720 pikseli. Jak już wspomniałem, mamy tu do czynienia ze współczynnikiem 18:9 oraz zagęszczeniem rzędu 293 pikseli na cal. Panel mogę ocenić stosunkowo pozytywnie – ma całkiem niezłe kąty widzenia, przyjemne dla oka kolory, ale jego maksymalna jasność nie należy do specjalnie wysokich. Przy takiej rozdzielczości nie ma też co mówić o ostrym jak żyleta obrazie, ale za te pieniądze trzeba iść na jakieś kompromisy.

Nie wszystko złoto co się świeci

Największym zawodem jest jednak serce HTC Desire 12, czyli procesor. Mamy tu do czynienia z układem Mediatek MT6739, wspieranym przez „grafikę” PowerVR GE8100 oraz 3 GB pamięci RAM. Nie jestem fanem Mediateków, ale to tylko dlatego, że w przeszłości moje doświadczenia z tymi chipsetami nie były zbyt pozytywne. HTC Desire 12 zdaje się tylko potwierdzać tę zasadę. Smartfon nie jest specjalnie responsywny i przy większej ilości aplikacji lubi się zdecydowanie za długo zamyślić. Użytkowanie go na dłuższą metę nie było dla mnie zbyt pozytywnym doświadczeniem, co innym urządzeniom ze Snapdragonem z serii 4xx czy 6xx wychodzi już znacznie lepiej.

Z grami też nie jest kolorowo. HTC Desire 12 radzi sobie z prostymi tytułami typu Angry Birds, ale bardziej złożone produkcje to dla PowerVR GE8100 już istne piekło. Tutaj Mediatek i jego partner odstają najbardziej.

Smartfon przyjechał do mnie z Androidem w wersji 7.1.1 oraz nakładką HTC Sense. Tutaj wiele nie zmieniło się od czasu moich przygód z HTC U11. To nadal miłe dla oka, stosunkowo intuicyjne i zbliżone do czystego Androida oprogramowanie. W przypadku HTC Desire 12 zainstalowane zostało jednak nieco bloatware’u, którego często nie da się usunąć. Musiałem wyłączać dane aplikacje ręcznie, co zdecydowanie nie jest najprzyjemniejszą czynnością. Myślałem, że w 2018 kwestię bloatware’u mamy już dawno za sobą. Żyłem w błędzie…

Zwykle nie piszę o czytnikach linii papilarnych w testach, choć robię wyjątki, gdy ten element jest wykonany słabo. W przypadku HTC Desire 12 nie ma go kompletnie, nad czym ubolewam jeszcze bardziej. To smartfon za blisko 800 złotych i konkurencyjne modele potrafią czytać nasz odcisk palca, więc tym bardziej nie jestem w stanie pojąć braku skanera. Zdążyłem już do niego przywyknąć, stąd jego brak jest dla mnie niezwykle bolesny, a każde odblokowanie smartfonu to niezwykle uciążliwy proceder.

Chociaż aparat dobry

Całe szczęście aparat radzi sobie tutaj całkiem nieźle. Główny sensor ma rozdzielczość 13 MP oraz przesłonę f/2.2. Nie ma co się jednak spodziewać implementacji technologii pokroju stabilizacji obrazu, bo mówimy tu o niższej półce cenowej. Nie mniej jednak kamerka generuje naprawdę całkiem niezłe zdjęcia oraz wideo. Aparat radzi sobie całkiem nieźle z odwzorowaniem kolorów oraz ilością szczegółów, ale gdzieś tam widać ten brak stabilizacji. Filmiki lubią się nieco trząść, z kolei przy przybliżeniu fotek, dalsze plany wychodzą nieco rozmazane. Nie ma co oczekiwać rewolucji, ale akurat ten element pozostawił na mnie przyjemne, pozytywne wrażenie.

Oczywiście trzeba też pamiętać, że w takim budżecie jesteśmy w stanie przymknąć oko na pojawiające się szumy czy małe artefakty, kiedy mówimy o fotografii nocnej. To wtedy widać braki kamerki najbardziej, ale mówimy tu o budżetowym urządzeniu… a one wszystkie mają z tym problem, więc raczej nie jest to duże zaskoczenie.

Bateria ma pojemność 2730 mAh i przy ekranie 5,5 cala oraz rozdzielczości HD+ zapewnia ona po prostu „ok” czas pracy. Przy intensywniejszym użytkowaniu HTC Desire 12 musiałem ładować już pod koniec dnia. Z kolei, kiedy dałem urządzeniu lekkie fory, to energii starczyło również na większą część poranka. Wyniki SOT zamykały się w granicach 4-5 godzin, więc jest pozytywnie, ale bez szału.

Tajwańczycy dolnej półki tym sprzętem nie zawojują

Czy HTC Desire 12 to urządzenie, które mogę polecić za blisko 800 złotych? Prawdę mówiąc, nie bardzo. Za te pieniądze możemy dostać wydajniejsze urządzenie od chińskich producentów. Alternatywną opcją jest dorzucenie nieco więcej i dobranie się do świetnego Moto G6. Nowa, budżetowa konstrukcja Tajwańczyków broni się w zasadzie tylko bardzo dobrym wyglądem, wykonaniem oraz aparatem, ale leży za to rzecz najważniejsza – doświadczenie związane z użytkowaniem smartfonu. Mediatek nie gwarantuje odpowiedniej wydajności, co czuć już przy pierwszym kontakcie. Widać, że urządzenie mocno odstaje od konkurencji w tym przedziale cenowym pod względem funkcjonalności i zdecydowano się tu na pójście na zbyt dużą ilość kompromisów. Od tańszych urządzeń wymaga się coraz więcej i niestety HTC Desire 12 nie jest w stanie sprostać tymże oczekiwaniom.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!