Firma SimpleAir niczego nie produkuje. Nie prowadzi też żadnych badań, nie opracowuje nowych technologii. Jedyne co SimpleAir robi, to kupuje dwuznaczne patenty i pozywa firmy mające rzekomo je naruszać. Simple Air to troll patentowy, takich jakich jest sporo w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w USA. Ten troll się jednak przeliczył i właśnie przegrał w sądzie apelacyjnym proces z Google.

Sprawa dotyczyła amerykańskiego patentu numer 7,035,914. Patent, kończący w tym roku 20 lat, opisuje rozwiązanie stworzone przez nieistniejącą już firmę AirMedia, dotyczące przesyłania powiadomień typu push (powiadomienia aktywne). Pomysł powstał w czasach, kiedy z internetem łączyły się głównie komputery stacjonarne, używając do tego modemów analogowych, w czasach, kiedy za dostęp do internetu płaciło się za minuty, więc komputery przez większość czasu pozostawały offline.

W takich to warunkach, trudnych do wyobrażenia dla dzisiejszej młodzieży, firma AirMedia postanowiła ominąć drogą sieć internetową i do wysyłania powiadomień wykorzystać sieć używaną przez, uwaga, zapachnie średniowieczem, pagery. Choć więc AirMedia używała innej technologii niż współczesne powiadomienia push, to kilka firm, obawiając się procesu, poszło z obecnym właścicielem patentu na ugodę. Wśród przedsiębiorstw, które zapłaciły SimpleAir nieznaną sumę, wymienić można CBS, eBay, Amazon, Apple, Yahoo, Microsoft, czy MySpace.

Google, jako prawdopodobnie jedyna z pozwanych firm, nie dogadała się z trollem, więc sprawa trafiła do sądu. W 2014 roku sąd stanu Teksas, uznał firmę Google winną naruszenia patentu numer 7,035,914 i nakazał jej wypłacić powodom 85 milionów dolarów. SimpleAir rozochocona takim obrotem spraw pozwała giganta o kolejne 100 milionów, twierdząc, że naruszył inne należące do nich patenty, będące rozwinięciem patentu ‚914.

Drugi proces z Google firma-troll przegrała w ubiegłym roku, a w międzyczasie twórcy Androida złożyli apelację od niekorzystnego dla siebie wyroku pierwszej instancji, nakazującego wypłatę 85 milionów firmie SimpleAir. Sąd drugiej instancji, po dokładnemu zbadaniu sprawy, ogłosił miastu i światu, że Google, używając aktywnych powiadomień, w żaden sposób nie narusza pochodzącego z 1996 roku patentu i nie musi płacić firmie SimpleAir nawet złamanego centa. Jednocześnie sąd odrzucił żądanie Google o uznanie patentu w całości za nieważny z powodu jego zbytniej ogólnikowości. Chytry dwa razy traci i miejmy nadzieję, że będzie to nauczka dla innych tego rodzaju patentowych pasożytów.

[źródło i grafika: arstechnica.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!