Kilka miesięcy temu – jak pewnie większość z Was wie – Volkswagen został przyłapany na poważnym oszustwie dotyczącym emisji spalin. Okazało się, że samochody niemieckiego koncernu wykrywały kiedy znajdują się na urządzeniu testowym zamiast prawdziwej drogi i przechodziły wtedy w specjalny, oszczędniejszy tryb pracy. W specjalnym trybie silniki spalały bardzo mało paliwa i emitowały w spalinach bardzo mało szkodliwych związków. Jednocześnie silnik w tym trybie dysponował małą mocą, ale nie była ona przecież badana.

volksvagen1

Kiedy samochód Volkswagena (Skody, Audi, czy Seata) porusza się normalnie po drodze, ma do wykorzystania pełną moc podawaną przez producenta, za to znacznie więcej pali i wyrzuca z siebie wielokrotnie więcej szkodliwych produktów ubocznych procesu spalania paliwa niż ma to miejsce w „trybie testowym”. W ten sposób tracą zarówno właściciele samochodów (wyższe spalanie) jak i osoby postronne (wdychające trujący dym).

volksvagen2

Sprawa wyszła na jaw w USA i tamtejsze sądy mogą wycisnąć niemieckiego producenta jak cytrynę, żądając wysokich kar za złamanie prawa lub nawet nakazując przywrócenie sprzedanych samochodów do stanu w którym będą one spełniać normy. To drugie rozwiązanie oczywiście wiązałoby się ze znacznym pogorszeniem właściwości układu napędowego i dawało tym samym powód do pozwu ze strony klientów. Efekt „czarnego PR-u” już teraz powoduje, że firma ta boryka się z olbrzymim spadkiem zaufania konsumentów co przekłada się oczywiście na wyniki finansowe.

volksvagen4

Nieoczekiwanie w obronie Volkswagena stanął Elon Musk, prezes i udziałowca produkującej samochody elektryczne firmy Tesla. Obrona ta jednak wcale nie musi być na rękę Niemcom. Musk, wraz z przedstawicielami 44 innych form i organizacji ekologicznych, wystosował do władz Kaliforni list, w którym prosi, żeby zamiast kar finansowych i akcji serwisowych zmusić Volkswagena do sprzedaży (oczywiście nie wyłącznie) samochodów w ogóle nie emitujących spalin – czyli najpewniej elektrycznych.

volksvagen3Rozwiązanie takie na pewno było by na rękę Tesli, ponieważ mogłoby znacząco wpłynąć na popularyzację samochodów elektrycznych. Obecnie Tesla jest jedyną dużą firmą produkującą elektryczne auta, przez co jej klienci narażeni są na stygmatyzację. Znacznie lepszą sytuacją dla amerykańskiego producenta byłaby taka, w której elektryczne pojazdy były by popularniejsze – co pociąga za sobą inną ich percepcję w społeczeństwie i większą ilość punktów ładowania – ale to Tesla wiodłaby prym na rynku dzięki większemu doświadczeniu czy chociażby posiadaniu własnej (ogromnej!) fabryki akumulatorów.

[źródło: eteknix.com; grafika: eteknix.com, reddit.com, autospies.com, starecat.com, youtube.com]

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!