A miało być tak pięknie, zresztą jak zawsze kiedy pojawia się nowa, obiecująca kampania crowdfundingowa. Niestety nie każda kończy się sukcesem – wiele nie osiąga założonego pułapu gotówkowego i umiera śmiercią naturalną a pieniądze trafiają z powrotem do darczyńców, lecz są również takie zbiórki, które okazują się fiaskiem z nieco innego powodu – mianowicie twórcy ciekawych projektów sami okazują się ludźmi niegodnymi zaufania. Prawdopodobnie jednym z takich przykładów jest akcja tworzenia sequela Final Fantasy Tactics – doskonałego spin-offu serii Final Fantasy, gry niezwykle popularnej nawet dzisiaj – łącznie sprzedano 2,5 milionów jej egzemplarzy na całym świecie (a mówimy tu o grze z roku 1997, wydanej na pierwsze Playstation).

W styczniu 2014 niejaka firma Playdek wystartowała na Kickstarterze, obiecując graczom „duchowego kontynuatora tradycji FFT”, pod nazwą „Unsung Story – Tale of the Guardians”. Fani nie pozostali obojętni, prawie 16 tysięcy zapaleńców przekazało developerom ok. 660 tysięcy dolarów, wszystko to z nadzieją że powstanie nowa odsłona doskonałej produkcji japońskiego Square.

Wielu z nich w tym momencie pluje sobie w brodę.

Głośna i dosadna kampania marketingowa złożona była z wielu czarownych obietnic – że dostaniemy do rąk dzieło godne samego Yasumi Matsuno (twórca FFT i wielu innych doskonałych tytułów), nastawione głównie na fabułę, że będzie to taki sam strategiczny erpeg jakim był słynny poprzednik… niestety większość tych zapewnień okazała się – łagodnie mówiąc – lekko naciągana. Wściekli gracze zostali w zamian uraczeni kolejnymi przesunięciami terminu premiery, drastycznymi zmianami założeń gry a także coraz większą rozbieżnością rzeczywistości z zapewnieniami developerów z okresu kiedy błagalnie wyciągali oni ręce po pieniądze.

Co się bowiem okazało? Ludzie z Playdeku wpierw zaczęli narzekać na problemy finansowe, później zaś poinformowali świat, że gra ma być nastawiona głównie na multiplayer, skoncentrowana na walce pomiędzy graczami, nie zaś na głębokiej, łapiącej za serce historii w wersji single player, tak jak to było w pierwotnych „Taktykach”.

Oczywiście, posypały się natychmiastowe prośby o refundację, lecz jak na razie bezskuteczne – firma nie ma zamiaru zwrócić pieniądzy. CEO Playdeku, Joel Goodman twierdzi, że nie ma takiej potrzeby, bo gra rozwija się „zgodnie z założeniami”. Wpłacający prosili o grę, która właśnie powstaje, toteż „projekt jest realizowany”. A że wersja finalna będzie najwyraźniej czymś zupełnie innym niż wstępnie zapowiadano? (w pierwotnym tekście crowdfundingowym nie było najmniejszej nawet wzmianki na temat PvP i multiplayera) No cóż, mogłeś łosiu kasy nie dawać, teraz to ty masz problem.

Zresztą oddajmy głos samym użytkownikom – w komentarzach na Kickstarterze nie zostawiają oni na developerach suchej nitki:

1442141206160958381Firma broni się, twierdząc w nowych postach, że multiplayer ma być jedynie „dodatkiem” do części fabularnej, lecz mleko się już wylało – po ciągłych zmianach terminu premiery (w tym momencie ma ona podobno mieć miejsce pod koniec 2016 roku), zbyt rzadkich aktualizacjach procesu developerskiego i obietnicach bez pokrycia, Playdek już stracił zaufanie wielu fundatorów – osób, które powierzyły firmie swe ciężko zarobione pieniądze.

[źródło: kickstarter.com, kotaku.com; grafika: polygon.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!