WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

To urządzenie może raz na zawsze pozbyć się cheaterów z e-sportu

Po ostatniej aferze z profesjonalnymi graczami e-sportowymi Counter-Strike’a: Global Offensive w roli głównej, o oszustwach w grach zrobiło się naprawdę głośno. To małe urządzenie może okazać się lekarstwem na ten problem.

Niektóre hacki są naprawdę trudne do wykrycia, ponieważ poprawiają one celność graczy o jakieś 10-20%, a nie jak w przypadku darmowych aim botów, nakierowują automatycznie celownik od razu na głowę przeciwnika. I z tych pierwszych „dopalaczy” korzystają współcześnie niektórzy profesjonaliści, ale jako, że są praktycznie niemożliwi do wykrycia (udowadnia to ten oto filmik), to ciężko, żeby dopadł ich jakikolwiek ban. Skąd taka informacja? Zbanowani ostatnio przez Valve zawodowcy, wskazują, że scena jest pełna takich jak oni. Jak zatem ich wykryć i zbanować? Skoro ciężko zrobić to przy pomocy programów wykrywających hacki, to może lepiej stworzyć urządzenie, wyręczające w tym zadaniu software?

Na pomysł ten wpadł niejaki David Titarenco, który w zaciszu swojego mieszkania skonstruował małe urządzenie, śledzące ruch i wciskane klawisze myszy, tudzież klawiatury. Póki co jest ono w stanie wykryć tylko niektóre hacki, w szczególności te powiązane z aim botem, ale to i tak idealna pomoc dla wszystkich organizatorów imprez LANowych.

Game:ref, bo tak nazywa się ten sprzęt, działa w dziecinnie prosty sposób. Przy takich FPSach jak Counter-Strike: Global Offensive, by wycelować w oponenta, musimy wykonać odpowiedni ruch myszą przy pomocy dłoni. Taki aim bot zastępuje ruch i przy pomocy obliczeń nakierowuje automatycznie celownik na oponenta, czyli gra po prostu za nas. Do Game:ref podłączana jest zatem mysz z klawiaturą, a same urządzenie sprawdza tylko, czy ruch, który wykonujemy odpowiada temu w grze. Jeśli tak, jesteś czysty, jeśli nie, cóż… twoja kariera właśnie dobiegła końca.

Screen_Shot_2015-02-23_at_10.36.46_AM.0.0

Jak zapewne się już domyśliliście takie rozwiązanie ma jedną wadę – żeby wykryć oszustwa u graczy, każdy z nich musi posiadać ten mechanizm przy sobie. Wystarczy zatem, by przykładowa liga, niech będzie ESEA, wprowadziła wymóg na swoich ważniejszych turniejach. Np. taki, że wszyscy ludzie biorący w nich udział, muszą taki Game:ref posiadać. Albo jest to też idealna opcja dla wspomnianych już organizatorów „LANówek”. Na takich właśnie imprezach nagrody są często bardzo wysokie i jak dowodzi tego zbliżający się EMS One w Katowicach, mogą one nawet przekroczyć pulę kilkuset tysięcy dolarów. Stawka jest zatem wysoka, tak samo zresztą jak pokusa oszukiwania, by zgarnąć ze sobą kupę pieniędzy.

Koszt, który poniósł Titarenco, by stworzyć pojedynczy Game:ref to 100$, idealnie byłoby jednak sprzedawać je w granicach od 50$ do 70$, czyli w cenie dobrej myszy. David rozmawia już z potencjalnymi inwestorami i prawdopodobnie sprzęt ten może już wkrótce trafić na rynek. To zabawne, bo niecałe dwa tygodnie temu wrzucił informację o swoim prototypie na reddita.

Chociaż taka broń do walki z cheaterami jest dosyć droga, to myślę, że warto ponieść trochę kosztów, by raz na zawsze pozbyć się oszustów z profesjonalnej sceny e-sportowej.

[źródło i zdjęcia: polygon.com]