USA może zmniejszyć emisję CO2 uwalnianego przy produkcji energii elektrycznej nawet o 78% używając dostępnych na rynku technologii i nie ponosząc przy tym nadmiernych kosztów. Tak przynajmniej wynika z badania przeprowadzonego przez NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) oraz University of Colorado w Boulder.

USA jest krajem mogącym korzystać ze zróżnicowanych źródeł energii odnawialnej. Cały południowy zachód stanów, od Kalifornii, po zachodni Teksas, doskonale nadaje się do rozmieszczenia tam elektrowni fotowoltaicznych. Obszary te są doskonale nasłonecznione oraz pełne pustyń i innych nieużytków, na których instalacje nikomu by nie przeszkadzały. Z kolei środkowy zachód, od granicy z Kanadą do północy Teksasu, to rejony wietrzne, na których doskonale sprawdziłyby się turbiny wiatrowe.

Według badaczy energię wytwarzaną w tych rejonach można by łatwo dystrybuować po całych stanach, przy użyciu nowych, wysokonapięciowych linii energetycznych typu HVDC (high-voltage direct current). Ma to być rozwiązanie wydajniejsze niż próby wytwarzania energii odnawialnej w rejonach o mniej sprzyjającej pogodzie. A jak ma się ten projekt do bardziej tradycyjnych metod wytwarzania prądu z użyciem paliw kopalnych?

Wspomniane na wstępie wyliczenie to plan-maksimum uzyskany za pomocą zaawansowanego modelu obliczeniowego z uwzględnieniem wahań kosztów poszczególnych źródeł energii. W przypadku wzrostu kosztów paliw kopalnych i dalszego spadku cen energii odnawialnej do 2030 roku w USA można ograniczyć emisję CO2 przez elektrownie o około 78% utrzymując dotychczasową cenę kilowatogodziny dochodzącą do 10 centów. Natomiast w przypadku korzystniejszej dla płatników sytuacji, w której spadek cen paliw kopalnych utrzymałby się w długiej perspektywie, koszt kilowatogodziny może spaść do 8,6 centa przy jednoczesnym ograniczeniu emisji dwutlenku węgla o około jedną trzecią.

[źródło i grafika: digitaltrends.com]

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!