Choć na Bałtyku pływy nie osiągają dużych rozmiarów, to w niektórych częściach świata niosą one ogromne ilości energii, które aż się proszą, żeby wykorzystać je do wytwarzania prądu elektrycznego. Pierwszy raz zrobiono to we Francji, w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jednak od tego czasu elektrownie pływowe nie zdobyły popularności. Produkują prąd zaledwie przez kilka godzin na dobę i w stosunku do uzyskiwanej mocy są drogie.

Technika jednak cały czas idzie do przodu, a i politycy coraz silniej naciskają na rozwój energii ze źródeł odnawialnych, więc u wybrzeży Szkocji powstać ma nowa, ogromna elektrownia pływowa. Kiedy w 2020 roku osiągnie pełną moc 398MW, ma składać się z 269 turbin i zasilać w prąd nawet 175 tysięcy gospodarstw domowych.

Dotychczas udało się położyć na dnie oceanu kabel wysokiego napięcia (33kV) oraz złożyć i przygotować do transportu na dno morskie cztery pierwsze turbiny. Maszyny, spośród których trzy wytworzyła Andritz Hydro Hammerfest a jedną Atlantis Resources, ważą po 200 ton każda i mają moc po 1,5MW. Urządzenia przypominają nieco turbiny wiatrowe, jednak ze względu na większą gęstość wody, stosuje się w nich krótsze łopaty.

Turbiny, oczekujące obecnie na nabrzeżu Nigg Energy Park, zostaną przetransportowane na morze na statku Neptune należącym do firmy Geoseas. Ich podłączenie do sieci zakończy pierwszy etap inwestycji (nazwany mało oryginalnie Phase 1A), który od początków planowania trwał 10 lat. Teraz, szkotom pozostały kolejne 4, żeby umieścić na dnie oceanu pozostałe 265 turbin.

źródło: newatlas.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!