Ceres zdawała się piekielnie nudną planetą karłowatą – kawałkiem skały orbitującym pomiędzy Marsem a Jowiszem, pokrywającym się tylko z biegiem czasu kolejnymi kraterami. Jednak kiedy do Ceres zbliżyła się w ubiegłym roku sonda kosmiczna Dawn, szybko się okazało, że na jej powierzchni zobaczyć można tajemnicze, nieznanego pochodzenia jasne plamy.

Długo nie wiedziano, czym mogą być te nietypowe obiekty. Niektórzy podejrzewali nawet światła obcej cywilizacji. Ostatecznie kiedy sonda zbliżyła się jeszcze bardziej do Ceres, okazało się, że te jasne plamy składają się głównie z występujących na powierzchni soli. Jednak to był tylko początek odkrywania tajemnic planety karłowatej.

Pośrodku największej z jasnych plam znajduje się tajemnicza, wielobarwna kopuła, której kształt i spękania sugerują, że podlega ona w dalszym ciągu aktywnym procesom geologicznym. Kolejnymi ciekawostkami są liczne zagłębienia, chociaż bardziej niż kratery, przypominają one doliny po lodowcach, które na przestrzeni milionów lat… wyparowały.

Ceres, tak jak dzisiaj Europa, pod lodem skrywała niegdyś ocean. Jednak to ciało niebieskie pozbawione ogrzewania przez siły pływowe zamarzło na kość. Dlatego tajemnicę stanowi dla naukowców sposób w jaki powierzchnia planety karłowatej wciąż podlega przemianom geologicznym.

Żeby dowiedzieć się jakie mechanizmy mogą za tym stać, badacze obserwują Ceres za pomocą spektroskopii promieni gamma. Bada ona promienie gamma emitowane przez cząsteczki podłoża wzbudzane promieniowaniem kosmicznym. W ten sposób naukowcy są w stanie zajrzeć na metr w głąb powierzchni Ceres. Wstępne wyniki badań ujawniły dotychczas prawdopodobieństwo występowania na biegunach planety karłowatej ukrytego pod jej powierzchnią lodu.

[źródło i grafika: arstechnica.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej