Ewolucja technologiczna nie przestaje mnie zadziwiać. Do tej pory do produkcji procesorów używa się krzemu, zaś materiałem zastępczym miał być grafen, w którego zainwestowano już kupę pieniędzy. Nawet nie wszedł on do powszechnego użytku, a w tle wyłania się kolejny surowiec – konopia.

Od razu ostrzegam, że nie chodzi mi o marihuanę. Mam tu na myśli roślinę z tej samej rodziny oraz z podobnym wyglądem, ale wykorzystywanej w przemyśle do wielu celów. Przede wszystkim nie posiada ona związku tetrahydrokannabinolu (THC), przez co nie można „odlecieć” po jej spaleniu. Pewnie tym zdaniem zabiłem marzenia wielu miłośników „palenia zioła”, o radosnych zabawach z mikroprocesorami. Bardzo przepraszam.

Teraz jak ta cała rewolucja działa i wygląda? Włókna konopi przemysłowych przepalane są w wysokich temperaturach na warstwy nano węgla, które później nakładane są na tranzystory. Wykonanie takiego zabiegu jest o wiele tańsze i daje podobne, a nawet lepsze rezultaty co niedawno odkryty grafen. Najlepsze jest jednak to, że potrzebne włókna są najczęściej znajdowane w bioodpadach, więc prawdopodobnie natknęliśmy się na świętego Graala recyklingu. Myślę, że ekolodzy nie będą mieli o co się spierać.

Jeżeli uda się spopularyzować tę konopię, to już widzę blade miny ludzi, którzy wtopili grube pieniądze w grafen. Na pewno nie będą to uśmiechy. Prawdopodobnie będą to łzy. No chyba, że sprawy zdążą się jeszcze obrócić w drugą stronę.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej