Jednym z głównych argumentów fanów autonomicznych samochodów jest to, że gdy świat zapełni się pojazdami kontrolowanymi w większości przez algorytmy, liczba wypadków znacząco się zmniejszy. Najwyraźniej, nie wszyscy uważają to za pozytywny skutek.

Okej, może to niesprawiedliwe postawienie sprawy. Rozchodzi się bowiem o to, że konsekwencją zmniejszonej liczby wypadków samochodowych, w szczególności tych śmiertelnych, będzie również uszczuplona wartość organów potrzebnych dla pacjentów oczekujących na transplantację. Już teraz szpitale na całym świecie cierpią z powodu niedoboru dawców, skłonnych do przekazania swoich organów komuś innemu po śmierci. Liczy się, że około 6500 Amerykanów umiera każdego roku czekając na transplantację, a liczba osób oczekujących podwoiła się w czasie ostatnich 18 lat (z 65 tysięcy do 123 tysięcy).

Jeden z pięciu organów, które trafiają do osób liczących na transplantację pochodzi właśnie z wypadków samochodowych. Jeżeli liczba takowych drastycznie spadnie, jedno z najlepszych źródeł organów niemalże uschnie, bo większość analityków zgadza się, że technologia ta ma szansę zredukować o 50% liczbę śmiertelnych wypadków na amerykańskich drogach. Rozwiązaniem takiego problemu mogłoby być ponowne przemyślenie kwestii handlu organami, który został zabroniony przez rząd USA w roku 1984. Donacja organu za jakąś formę wynagrodzenia, tak jak dzieje się to z osoczem, szpikiem kostnym czy nasieniem, mogłaby pozytywnie wpłynąć na tę sytuację.

Departament Transportu mógłby również rozważyć wpisanie wszystkich kierowców domyślnie jako dawców, pozwalając im na rezygnację z tego poprzez odznaczenie danej pozycji w  formularzu, a więc postąpić odwrotnie niż ma to miejsce obecnie.

źródło: popularmechanics.com | zdjęcie: digitaltrends.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!