Od pierwszego stycznia przyszłego roku, rząd Kazachstanu będzie mieć prawo do obdarzenia każdego urządzenia z internetem w kraju tzw. „krajowym certyfikatem bezpieczeństwa”. Prawo to pozwoli rządowi na sprawdzenie zawartości jakiegokolwiek transferu danych online między użytkownikami, niezależnie od tego, czy jest on szyfrowany, czy nie.

Usługodawcy będą zmuszeni do notowania danych osób, które nie zainstalowały odpowiedniego kodu, przez co wyślizgnięcie się z radaru inwigilacyjnego swojego kraju będzie  dla Kazachów raczej niemożliwe. Jak łatwo się domyślić, pomysł ten nie cieszy zbyt wielu dbających o wolność słowa i swoją prywatność obywateli. Trzeba się również obawiać tego, że nieautoryzowane osoby znajdą sposób na wykorzystanie certyfikatu do własnych celów. Mówimy tutaj nawet o wykorzystywaniu ewentualnej wadliwości programu do szpiegowania ze strony innego państwa.

Ciekawe jest to, że certyfikat ten będzie współgrał z Androidem, iOSem, OS X i Windowsem, ale na Linuxie już go nie będzie. Istnieje duża szansa, że cały projekt upadnie, jeżeli odpowiednia liczba obywateli zwyczajnie się mu sprzeciwi. Martwi nas jednak to, że Kazachstan może zostać potraktowany jako eksperymentalne poletko doświadczalne, na które będą spoglądać więksi gracze, jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone.

[źródło i grafika: engadget.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej