Często nie da się podchodzić do jakiegoś tytułu zupełnie bez emocji – albo jesteśmy z nim w jakiś sposób związani, albo szum w mediach na jego temat jest na tyle nieznośny, że aż nim przesiąkamy. Zgoła inaczej jest jednak w przypadku gier, o których nie słyszy się zbyt wiele, może co najwyżej kilka pojedynczych głosów, a później przysiada się przed nimi z brakiem jakichkolwiek oczekiwań po to, żeby odzyskać świadomość po kilku godzinach z jedną myślą w głowie. „Cholera, to było to„.

Jak łatwo się domyślić to wcale nie jest opis moich doświadczeń z Symulatorem Kozy, ale z występującym w tytule This War of Mine. Produkcją tej gry zajęło się 11 bit studios tuż po zakończeniu (lub zawieszeniu) przygody z serią Anomaly, która to przyniosła im rozgłos i szacunek, absolutnie przecież zasłużony, bo takie łatki jak „najlepsza gra na platformy mobilne” nie biorą się znikąd. Firma z siedzibą w Warszawie postanowiła jednak odejść od konwencji odwróconego tower defence i skupić się na czymś może równie rewolucyjnym i na pewno tak samo angażującym. Znacząca różnica jest jednak widoczna w tym, jak różne pokłady emocji budzą się w graczu, bawiącym się przy Anomaly i This War of Mine. W przypadku serii zapoczątkowanej w 2011 roku będzie to więc co najwyżej frustracja, wynikająca z nie pokonania jakiegoś poziomu, natomiast nowy twór 11 bit potrafi przygnębić i zmusić do głębokiej refleksji. Kto w ogóle chciałby grać w tak smutną grę?

11

Jestem pewien, że wbrew pozorom – cała rzesza osób i po przeczytaniu tego artykułu może nawet Wy do niej dołączycie, czas jednak wytłumaczyć, o co tak naprawdę chodzi. Otóż, studio złożone z niedobitków Metropolis Software, a więc panów odpowiedzialnych choćby za serię Gorky czy Książę i tchórz, w swojej nowej produkcji stara się przedstawić wojnę od strony, której nikt nigdy nie starał się pokazać. Koniec z heroicznymi czynami żołnierzy, doskonale wyszkolonych i przygotowanych (w jakimś stopniu) do trudów wojaży, czas przybliżyć to, co w czasie horroru militarnych konfliktów dzieje się w tle, a tam jest równie dramatycznie. Łatwego życia nie mają bowiem cywile, którzy w jednej chwili wiodą spokojne życie wewnątrz swojego rodzinnego domu, oglądając ulubiony serial w telewizji, po to, aby kilka godzin później uciekać przed walącymi się zewsząd ścianami, pogruchotanymi przez spadające z nieba bomby.

22

Utrata życiowego dorobku może być jednak problemem, który będzie towarzyszył ledwie przez chwilę ludziom żyjącym w kraju targanym wojną, bo już zaraz będą musieli oni szukać jedzenia, wody, medykamentów czy nowego azylu. To właśnie w jednym z takich zaczynamy naszą rozgrywkę w This War of Mine. Obraz, który zastajemy jest łapiący za serce: mała grupka osób stłoczonych w jednym, zrujnowanym budynku, który odpychałby każdego w codziennych warunkach, teraz jednak jest alternatywą dalece bardziej kuszącą niż to, co zastałoby ocalałych na zewnątrz. Tam, wszakże, szlajają się grupy, chcące wzbogacić się na batalii czy zwyczajnie przeżyć, do czego potrzebne im są te same dobra, które utrzymują przy życiu naszych bohaterów.

33

Mimo tego, że nazwałem azylem budynek, w którym zyskujemy kontrolę nad naszymi postaciami, nie znaczy to, że jest on jednocześnie rajem na Ziemi – zanim go w taki przemienimy (biorąc pod uwagę okoliczności), czeka nas cała masa pracy. Zaczynamy więc od przydzielenia zadań naszym podwładnym, z których każdy różni się przebytą do tej pory historią, szczególnymi umiejętnościami (jeden jest byłym sportowcem, więc szybko biega, inny dobrze gotuje, kolejny jest doświadczony w walce) czy potrzebami (takimi jak głód, smutek, zmęczenie, choroba czy wiele innych). Posłusznie ocalali zaczynają przeszukiwać szafki, odgruzowywać pomieszczenia, badać nieodkryte zakamarki. Szybko natykamy się jednak na pewne przeszkody – a to do otwarcia jakiegoś pojemnika potrzebujemy wytrychu, a to nasza praca jest wyjątkowo nieefektywna bez łopaty. Pierwszym i jedynym rzemieślniczym stanowiskiem, jakim dysponujemy na początku, jest warsztat i dzięki niemu możemy popchnąć w rozwoju nasze królestwo w kamienicy. Z czasem dorabiamy się na przykład kuchenki, miejsca, gdzie możemy wyrobić narzędzia (jak piła, wytrych czy nóż), łóżka (bez których nasi bohaterowie raczej nie będą się wysypiać, przez co z czasem zaczną się robić powolni i słabi) czy kolektora wody deszczowej, z której po odfiltrowaniu i dodaniu odpowiednich składników, możemy tworzyć alkohol, dobrze służący jako waluta.

44

W grze występuje bowiem handel – czasem ktoś zapuka do naszych drzwi, chcąc wymienić się jakimiś dobrami, innym razem to my znajdziemy kupców, każdy kontakt z obcymi osobnikami jest jednak stresujący. Kompleksowe przebrnięcie przez skarby, jakie kryją się w naszym przybytku, nie potrwa zbyt długo i szybko przekonamy się, że aby móc sobie pozwolić na wszystkie powyższe luksusy potrzeba budulca, a po ten wysyłamy tzw. „padlinożerców” (z ang. scavengers), czyli tych, którym na daną noc nadajemy rolę poszukiwacza skarbów. Nie wszystkie lokacje, jakich z czasem na naszej mapce pojawi się coraz więcej, są bezpiecznymi, czekającymi na eksplorację konstrukcjami, bo wewnątrz nich często kryją się inne ofiary wojny, niechętne do przywitania nas chlebem i wodą, spotkanie z nimi może więc zakończyć się walką. Warto dodać, że może być ona szczególnie wymagająca, bo zabijaniem zajmują się ci na zewnątrz – żołnierze, a zwykli obywatele nie przywykli do ciężaru, jakim obarczony jest ten, kto odbiera innemu życie, będą więc dręczeni przez tę myśl i to również odbije się na rozgrywce w This War of Mine. Może nie w jakiś szczególnie brutalny sposób, ale kobiecina, którą z pomocą noża zaszlachtowałem ojca-staruszka i żwawego syna z pistoletem, była wręcz dyskryminowana przez mieszkańców schroniska, a na każdym kroku ktoś zastanawiał się, czy na pewno trzeba było to zrobić, czy nie można było znaleźć innego wyjścia.

55

This War of Mine tylko utwierdza w przekonaniu, że wojny to zjawiska globalnie złe, wpływające w negatywny sposób na niemal każdą możliwą grupę, którą spotykają. Pomimo tego, że w wersji, którą miałem niezwykłą przyjemność ogrywać, byłem ograniczony czasowo (dni, których ja miałem do dyspozycji kilka, nie ciągną się w nieskończoność, musimy wyrobić się z wszystkimi zaplanowanymi zadaniami w ciągu kilku minut, a jeśli uda nam się zrobić to wcześniej, możemy zwyczajnie przewinąć czas aż do nocy), już teraz – kilkanaście tygodni przed premierą – widać, jak wiele dylematów postawi przed konsumentem 11 bit studios. Jesteście zmęczeni bezrefleksyjnym pozbawianiem życia bezosobowych stad „tych złych” we współczesnych grach? Wystarczy przykucnąć na chwilę z okiem przystawionym do dziurki w drzwiach, za którymi słyszy się rozmowę rodziny, mającej jeszcze nadzieję na świetlaną przyszłość, wolną od budzących ich w środku nocy wystrzałów moździerza czy karabinu snajperskiego, a z perspektywą odebrania życia którym właśnie się mierzymy. To daje do myślenia, a ja nie gniewam się, kiedy gra mnie do tego zmusza, dlatego This War of Mine szybko wspięło się na czołowe lokaty oczekiwanych przeze mnie w tym roku tytułów.

Must have

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!