Przy okazji premiery Knights of the Frozen Throne troszkę ponarzekałem i jeśli mam być zupełnie szczery, od tamtej pory praktycznie nie grałem w Hearthstone’a. Dłuższe rozstanie dało mi trochę do myślenia i zrozumiałem, że dużo rzeczy zasługuje na drugą szansę. Dlatego też postanowiłem wejść kolejny raz do karczmy i tym razem przyjrzeć się nieco dogłębniej rozszerzeniu Wiedźmi Las (ang. The Witchwood).

Ciężki start

Na wstępie muszę powiedzieć, że danie sobie trochę czasu wolnego od Hearthstone’a, pozwoliło mi ponownie podejść do tego tematu w świeży sposób. Wcześniej potrafiłem zagrywać się w tę karciankę całymi godzinami, z czego czerpałem mnóstwo satysfakcji, choć frustracja w dużych pokładach również jej towarzyszyła. Rozgrywki rankingowe nie należą do zjawisk najprzyjemniejszych i potrafią człowiekowi napsuć krwi, stąd tym razem postanowiłem podejść do Hearthstone’a na nieco luźniejszy sposób. Również moim głównym kłopotem z poprzednimi dodatkami była mało interesująca meta i spory pokład talii, które z perspektywy widza oraz gracza były marnie interaktywne. Widzę jednak, że ten mankament uległ sporej zmianie na plus… ale o tym nieco później.

Mój powrót do Hearthstone po dłuższej przerwie odczuła najmocniej moja kolekcja kart. Po premierze Kobolds and Catacombs zagrałem może dosłownie 5 meczy, więc przy tworzeniu potencjalnego decka, nie ma w czym przebierać. Na premierę Wiedźmiego Lasu otworzyłem 50 paczek z małym hakiem, z czego wypadły mi bodajże 3 albo 4 sztuki legendarne. To dość niezły wynik, ale nadal nie zapewniło mi to środków, z których mógłbym zrobić dwa porządne decki, świetnie nadające się do rankingowej rywalizacji. Udało mi się zrobić jedną tańszą talię, a w przypadku całej reszty musiałem obejść się ze smakiem. Hearthstone nadal boryka się z tym samym problemem od dawna – albo płacisz niewyobrażalne liczby pieniędzy, żeby móc zasmakować wszystkich nowych talii w pełni, albo codziennie żmudnie grindujesz złoto w grze. Miło byłoby, gdyby twórcy pozwolili graczom F2P nieco szybciej się wzbogacać, ale z przyczyn finansowych jest to pewnie nieosiągalne.

Przyjemna, główna zawartość

Wiedźmi Las wydaje się być dodatkiem mocno odmiennym od swoich poprzedników. Motyw najnowszego dodatku daje się tu po sobie poznać z praktycznie każdej strony. Design kart oraz potężna ilość naprawdę zróżnicowanych talii to coś, czego do tej pory w Hearthstone chyba nie było. Jestem naprawdę zszokowany tym, jak dużo odmiennych i interesujących archetypów powstało właśnie przy okazji premiery nowego dodatku. Duża w tym zasługa nowych rozwiązań w postaci takich kart jak Genn Greymane oraz Baku the Mooneater. Aktywują one ulepszone wersje zdolności naszych bohaterów, o ile posiadamy w talii tylko karty o parzystym lub wyłącznie nieparzystym koszcie many. To niezwykle łakomy kąsek dla niektórych klas i wiele osób do teraz eksperymentuje z różnymi kombinacjami dla uzyskania jak najlepszego rezultatu.

Miło mi też patrzeć na obecnie najczęściej grane talie i na to, jak napchane są one całą masą specyficznych interakcji. Dzięki temu decki wydają się błyszczeć dopiero w rękach bardziej doświadczonych graczy. Widać, że twórcy słuchają społeczności i gloryfikują kreatywną rozgrywkę, zamiast bezmyślnego wykładania kolejnych kart. Dlatego też przyznam, że to pierwszy raz w historii mojej przygody z Hearthstone, kiedy faktycznie czerpałem masę frajdy, nawet podczas rozgrywek rankingowych. Wiedźmi Las zaoferował bogactwo rozwiązań, jakiego do tej pory nie mogliśmy uświadczyć.

Tak jak przy okazji Kobolds and Catacombs, tak również tutaj stworzono też mały tryb dla pojedynczego gracza. Mierzymy się w nim z kilkoma bossami z rzędu przy pomocy predefiniowanych kart i uniwersalnych postaci. Wraz z każdym pojedynkiem poziom trudności rośnie, ale co kilka zwycięstw otrzymujemy kolejne wzmocnienia dla naszej talii. Jakby nie patrzeć to jest to praktycznie znany i kochany tryb Dungeon Run, choć z paroma niewielkimi dodatkami. Przyznam jednak, że tryb ten zapewnił mi całą masę zabawy i uruchamiałem go często z uśmiechem na ustach. To genialna opcja na relaks przed snem… szkoda tylko, że nie przynosi on jakichś wymiernych korzyści dla gracza.

Więcej takich dodatków

Wiedźmi Las to zdecydowanie bardzo udany dodatek. Nie spodziewałem się po nim za wiele, a jednak zaskoczył mnie całą plejadą nowych, interesujących kart i co za tym idzie zróżnicowanych talii. Dorzućmy do tego atrakcyjną zawartość bonusową w postaci trybu dla pojedynczego gracza i zyskujemy naprawdę udany zestaw zawartości, który warto sprawdzić. Jeśli zrobiliście sobie dłuższą przerwę do Hearthstone, tak jak ja zresztą, to The Witchwood jest świetnym momentem, żeby powrócić. Oby twórcy trzymali tak dobrą passę przy okazji następnych rozszerzeń.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!