WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Wrocławskie Dni Fantastyki, czy warto?

Dni Fantastyki to wielkie wydarzenie dla fanów szeroko pojętej fantastyki organizowane we Wrocławiu – stolicy Dolnego Śląska. Kiedyś sławne za swój klimat, ciekawe prelekcje i liczne fandomy tam przybywające. Jednak czy wciąż można pokusić się o taką opinię?

Mamy Wam do zaprezentowania relację z tej imprezy, a w szczególności z dziesięciu punktów programu, a także trochę o tym i owym, co działo się na terenie Zamku w Leśnicy. Tym razem, choć ciekawych prelekcji było sporo, skupiliśmy się na wydarzeniach dziejących się na Amfiteatrze, bo po pierwsze były to interesujące punkty programu, a po drugie, jak zwykle zresztą, duszne i małe sale nie zachęcały, by zbyt długo w nich przebywać.

Swoją przygodę rozpoczęliśmy w piątek. Szybkie ogarnięcie biletów i podróż na pierwszą prelekcję o godzinie 14. Co do samych kas biletowych to organizacja była całkiem dobra, dwie kasy do kupna biletów, trzecia była dla osób z biletami kupionymi w przedsprzedaży, a czwarta będąca zarazem punktem informacji była dla gości, mediów i tym podobnych osób, które już za wejściówki płacić nie musiały.

Współautor: Joanna Marteklas

[nextpage title=”Piątek”]

Godzina 14:00 -Niekończące się przygody polskich bohaterów fantasy

Młoda prowadząca w bardzo przystępny sposób podawała różne definicje i ciekawostki, dzięki czemu były łatwe do zapamiętania dla słuchaczy. Informacji było naprawdę sporo, wchodząc na genezę fantastyki prelegentka nie męczyła znów Tolkiena (choć oczywiście padło o nim parę słów), jednak skupiła się bardziej na twórcy Conana – Robercie Howardzie. Mimo znajomości omawianych przez nią serii (Wiedźmin, Cykl Inkwizytorski, Achaja) słuchało się bardzo dobrze i można było wyciągnąć sporo rzeczy, na które niekoniecznie zwróciło się uwagę wcześniej. Całościowo prelekcja była bardzo spójna, dobrze przygotowana i poprowadzona.

Godzina 15:00 – Kryzys w stylu retro. Mass media jako zagrożenie osobowości i tożsamości

Wbrew temu co napiszemy bawiliśmy się bardzo dobrze, choć było trochę niedociągnięć, ale takowe zawsze się znajdą.  Prelekcja dotyczyła przede wszystkim zagrożeń wynikających z obcowania z nasiąkniętymi przemocą mediami. Opowiadał o tym na podstawie różnych, głównie nieznanych nam filmów. Wspólnie ze słuchaczami zastanawiał się, czy faktycznie istnieje związek między przemocą oglądaną a skłonnościami do niej, a jeśli tak, to z czego to wynika. Jednak błędem, naszym zdaniem oczywiście, było pozwolenie widowni na zbyt dużą swobodę głosu, zaczęło się faktycznie od skłonności do przemocy, pojawiło się pytanie czy człowiek może urodzić się zły, czy jednak to zło później się w nim kształtuje, jednak z czasem doszliśmy do teorii płaskiej ziemi i czas prelekcji niestety się zakończył. Wielka szkoda, bo wydaje nam się, że jakby jednak pozwolono prelegentowi powiedzieć to, co miał przygotowane, to dowiedzielibyśmy się jeszcze wielu ciekawych rzeczy. Ale cóż… mamy w końcu wolność słowa.

Godzina 17:30- O królu Arturze i wilkołaku gawęda przy harfie

Mimo że sam punkt był ciekawy, miły dla ucha i dobrze wykonany, nie wybaczymy organizacji Df-ów za godzinę spóźnienia. Na miejscu zjawiliśmy się pół godziny przed planowym rozpoczęciem, więc w rezultacie czekaliśmy ponad półtorej godziny. Naszym zdaniem wszystko powinno być przygotowane już wcześniej, nie pamiętamy by na Pyrkonie coś takiego się zdarzyło, jednak jak widać Dni Fantastyki nie specjalnie dążą do polepszenia standardów. Co do samego punktu. Znów sprawa organizacyjna – złe udźwiękowienie, przy głośniejszym śpiewie stawało się to dość nieprzyjemne dla ucha, zwłaszcza jeśli siedziało się z przodu. Występ polegał na tym, że pan Filip opowiadał legendę o Królu Arturze i wilkołaku, a pan Michał przygrywał do niej na harfie, w przerwach śpiewając różne utwory. Można było poczuć się trochę jak w zamku, podczas występu barda. Mimo naprawdę fajnej legendy i sposobu w jaki pan Filip ją opowiadał trzeba przyznać, że scenę skradł pan Michał Zator, jego gra i śpiew były wręcz magiczne. (Mi tak bardzo spodobał się jego występ, że kupiłem jego płytę.) Jeśli będziecie kiedyś mieli okazję – idźcie na taki występ, bo to naprawdę świetna sprawa.

Godzina 19:30 (teoretycznie) –  Koncert „Dziwoludy”

Dzięki świetnej organizacji Df-ów zaczął się 35 min później, kolejny stracony czas na siedzenie i wyczekiwanie kiedy łaskawie zaczną. Podobały nam się bardzo ich klimatyczne stroje, wyglądali jakby każdy wyszedł z innej bajki. Muzyka była świetna, oboje uwielbiamy takie klimaty więc tym bardziej bawiliśmy się kapitalnie. W ubiegłym roku Dziwoludy też były na Dniach Fantastyki, ale byliśmy na nich tylko przez chwilę, jednak w tym roku nie mogliśmy sobie darować ich występu. Śpiewali nie tylko po polsku, ale w paru różnych językach, choć nie wyłapaliśmy jakie to były. Dziwoludy potrafią porwać publiczność, bo gdy zaśpiewali belgijkę, to do tańca ruszyło ponad 40 osób, na końcu koncertu też sporo słuchaczy ruszyło do pogo. Tego typu koncerty sprawiają, że konwentowicze integrują się sobą i bardzo dobrze bawią.

Godzina 21:30 (choć i ten zaczął się chyba pół godziny później) – Spektakl Noc Kupały

Pokaz tańca z ogniem w formie spektaklu. Wszystko działo się do wtóry piosenek zespołu Żywiołak. Im ciemniej na dworze się robiło, tym całość robiła coraz lepsze i bardziej magiczne wrażenie. Jednak to jeden z punktów programu, który trzeba zobaczyć na własne oczy, bo ciężko to opisać. Naprawdę polecamy wybrać się na taki spektakl.

W tym roku strefa gastronomiczna zaczęła się zwijać już po 22, a niestety po 23 zaczęto wypraszać z terenu Zamku. W ubiegłych latach można było posiedzieć ze znajomymi o wiele dłużej, czy to właśnie w strefie z jedzeniem, czy ogólnie na terenie Dni fantastyki, ale jak widać organizatorom niezbyt zależało, by konwentowicze integrowali się ze sobą. My znaleźliśmy miejsce w parku za murami, gdzie można było sobie jeszcze posiedzieć i pogadać, ale takie kluczenie i szukanie było na pewno uciążliwe. Mamy nadzieję, że może za rok coś się zmieni.

[nextpage title=”Sobota”]

W sobotę zostałam sama na placu boju, bo Przemek się rozchorował. Zgarnęłam na szczęście znajomych, bo z kimś zawsze fajniej spędza się czas na takich imprezach. Muszę przyznać, że przeglądając program i zaznaczając interesujące mnie punkty miałam sporo dylematów, bo wiele najciekawszych dla mnie rzeczy działo się w tym samym czasie. Swoje zrobiła również ilość osób i wielkość sal prelekcyjnych, nie na wszystko na co chciałam iść dostałam się. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że zawsze swoje trzeba odstać, jednak ilość czekających w porównaniu z ilością, która faktycznie mogła wejść często zakrawała o śmieszność. Rozumiem, że Zamek jest fajny, że ma swoją historię, jednak z roku na rok osób przybywa i fajnie byłoby, gdyby zaczęli na to zwracać uwagę.

Godzina 12:00 – Wierność kinom sci-fi kontra brutalna rzeczywistość, czyli interpretacja naukowców względem najnowszych filmów

Konfrontacja wizji reżyserów i scenarzystów z fizyką. Prowadzący w łatwy i przystępny dla laika sposób wytłumaczyli co i dlaczego w różnych filmach nie powinno się wydarzyć wykorzystując do tego swoją naukową wiedzę. Omawiali filmy takie jak Interstellar, Anihilacja, Obcy czy Star Warsy. Bardzo podobały mi się ciekawostki przez nich podawane, a także ogólny sposób prowadzenia prelekcji, Mogłabym przyczepić się tylko do błędów językowych nagminnie popełnianych przez jednego z prowadzących, ale już nie będę taka, co wycierpiałam już minęło. :P

Godzina 14:00 – Memy z 7 sezonu „Gry o tron” – przeżyjmy to jeszcze raz.

Jak powiedział sam prowadzący, była to najmniej merytoryczna prelekcja na całych Dniach Fantastyki, jednak uważam, że była na pewno najśmieszniejsza. Starannie wybrane memy i filmiki, posegregowane odcinkami pozwoliły jeszcze raz przeżyć to, co działo się po emisji poszczególnych epizodów Gry o tron. Jedynym minusem był mały ekran, przez co prowadzący musiał niektóre podpisy czytać, bo z ostatnich rzędów nie było ich widać. Przydałby się projektor, ale jak już pisaliśmy wcześniej – sprawy organizacyjne podczas Dni Fantastyki bardzo kulały. Mimo wszystko na tej prelekcji bawiłam się doskonale!

Godzina 17:00 – Konkurs Cosplay

Na ten punkt programu przyszłam nieco wcześniej, żeby złapać dobre miejsce z przodu i porobić trochę zdjęć. O dziwo zaczął się punktualnie. Najpierw świetny prowadzący przedstawił jury, a potem zaczęła się część właściwa – prezentacja kostiumów. W konkursie wzięło udział 28 cosplayów (jeśli źle policzyłam – wybaczcie!), niektóre jednoosobowe, inne dwu, a nawet pięcioosobowe – muzy Herkulesa. Mogłabym napisać, że jedne występy były słabsze, inne lepsze, że jedne stroje były świetne i dopracowane, a inne mniej. Tylko po co pisać coś takiego? Jestem pełna podziwu dla wszystkich, którzy poświęcili swój czas na przygotowanie strojów i scenek, wydaje mi się, że tak powinno się na to patrzeć. W każdym stroju było coś wyjątkowego. Jednak po występie rycerza Wielkiej Lechii pozostaję jego dozgonną fanką!

Bardzo podobał mi się charyzmatyczny i zabawny prowadzący, umilający czas anegdotkami i zabawnymi historiami. Oczywiście wyniki konkursu zostały przedstawione na Gali o 21, na której niestety nie byłam. Na szczęście organizatorzy opublikowali na profilu na facebooku wyniki:

Nagroda Publiczności: Agnieszka Klamańska-Ignaczak, Katarzyna Mikołajczewska, Dominika Żarnecka, Anna Pińkowska i Joanna Cielecka (Muzy z filmu Herkules)

Najlepszy strój Horror i Groza: Ewa „Noamixi” Kresopolska (Samara z The Ring)

„Najlepsze ostrze”: Margaret Cosplay & art, (Valkyrie Brunnhilde)

Nagroda Główna: Martwa – craft & cosplay (Ciri z Wiedźmina 3)

Powiem szczerze, że całkowicie zgadzam się z werdyktem jurorów, zresztą sama bym chyba nagrodziła wszystkich, jeśli tak by się dało :D

Niestety na konkursie cosplay sobota się dla mnie skończyła. Odwiedziłam jeszcze tego dnia wystawę Miecze Europy, bardzo mi się podobała ze względu na eksponaty i opisy do nich dołączone.  Później wybrałam się w podróż po sklepikach, jednak nie dopisało mi tam szczęście i nic ciekawego dla siebie nie znalazłam. Szkoda, że na Dniach Fantastyki nie ma praktycznie stoisk z książkami, wtedy na pewno bym coś upolowała. A tak wyszłam z niczym.

[nextpage title=”Niedziela”]

Już z powrotem w duecie wyruszyliśmy na niedzielne prelekcje, niestety zaliczyliśmy tylko dwie, choć w sumie nie mieliśmy czego żałować, nie było tego dnia nic więcej co by nas jakoś specjalnie porwało.

Godzina 13:00 –  Panel Dyskusyjny: Przyszłość Polskiego kina fantastycznego

Był tam nasz piątkowy filmowy filozof Szymon Skowroński, prowadzący Wojciech Becha, Grupa Filmowa Darwin i miał być Jarosław Boberek, niestety pilne sprawy nie pozwoliły na to. Darwini wymęczeni przez poprzednie dwie godziny „w ogniu pytań” dali z siebie wszystko, choć uważamy, że jednak powinni mieć choć godzinę przerwy, by odsapnąć. DF-y powinny lepiej traktować swoich specjalnych gości. Naszym zdaniem w tym momencie to właśnie Grupa Filmowa Darwin była jedną z ważniejszych tegorocznych „atrakcji”. Podstawowym pytaniem panelu było czy w Polsce zaczną powstawać dobre filmy fantasy i sci-fi. Goście starali się na nie odpowiedzieć, dzięki czemu wywiązała się naprawdę ciekawa dyskusja w której po równo brali udział wszyscy goście i prowadzący). Szymon Skowroński, gdy mu się nie przerywa, okazał się bardzo wygadanym i znającym temat człowiekiem, oczywiście Darwini także, choć oni siedzą w tym temacie od środka. Grupa Darwin od czasu Pyrkonu wydała nam się bardziej wygadana i otwarta, śmiało przyznawali się do swojej niewiedzy na jakiś temat, na pytania odpowiadali zabawnie i merytorycznie. Szkoda, że był to panel dwugodzinny, gdyż o 14 mieliśmy kolejną interesującą nas prelekcję, a poza tym jednak temat nie jest (naszym zdaniem) aż tak obszerny, by wałkować go tak długo. Oczywiście w kolejnej godzinie mogły wywiązać się fajne dyskusje na inne około filmowe tematy, jednak tego już się nie dowiedzieliśmy, bo popędziliśmy na kolejny punkt programu.

Godzina 14:00, Panel dyskusyjny:  Gdy rozum śpi, budzą się demony

Chyba wszyscy goście tej prelekcji byli członkami fandomu GOT-a, prelekcja opierała się na zadawaniu im prostych pytań związanych z tematem Gry o Tron i Pieśni Lodu i Ognia, które mimo swej prostoty prowadziły do ciekawych wypowiedzi i konkluzji. Bardzo dobrze się bawiliśmy, można było poznać różne zdania na temat postaci wykreowanych w książkach i serialu. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zła organizacja ze strony DF-ów, sala była ciasna, duszna i gorąca, poza tym co chwilę strzelały muszkiety, przez co odbiór treści był naprawdę utrudniony. Niestety także sami uczestnicy trochę też psuli panel; rozumiemy, że to niedziela, ludzie zbierają swoje rzeczy, ale wychodzenie i wchodzenie co chwilę do Sali naprawdę dekoncentruje i sprawia, że człowiekowi odechciewa się słuchać czegokolwiek.  A szkoda, bo wszystko co mówili uczestnicy panelu bardzo nas wciągnęło. Podobało nam się, że mają różne zdania, dzięki czemu poznaliśmy pewne wątki, postacie i aspekty świata Martina z różnych perspektyw.

Moim zdaniem, a chodzę na Wrocławskie Dni Fantastyki od około 8-9 lat, jest coraz słabiej. W tym roku punkty były ciekawe, choć może wynikało to też z ich ilości – było mniej niż chociażby w ubiegłym roku. Co do organizacji, ta zawsze mnie denerwowała i nie wiem czy wcześniej było gorzej, czy lepiej, ale na pewno zawsze były nerwy. Jedyne na co mogę zwrócić uwagę to gżdacze, wydaje mi się, że pojawia się coraz więcej zbyt młodych i niedojrzałych ludzi, którzy niestety są mało profesjonalni i ogarnięci. Kolejną sprawą na którą chciałbym zwrócić uwagę są reklamy, jest ich sporo jak na konwent o takiej popularności. Są reklamy, są pieniądze, jednak – moim zdaniem oczywiście- nie widać, by były one przeznaczane na polepszenie warunków na konwencie. Jeśli piszę bzdury co do tego ostatniego, to przepraszam, nigdy nie prowadziłem tego typu imprez. Ostatnią rzeczą która mi się rzuciła w oczy jest mała ilość wszystkiego, mało prelekcji, mało znanych osób, mało stoisk, tylko ludzi było chyba więcej niż w ostatnim roku. Mimo takiej oceny z sentymentu będę chodził zawsze na Dni Fantastyki, ponieważ z nimi wiążę świetne wspomnienia.

Ja mam podobne odczucia co Przemek, nie chodzę co prawda na ten konwent tyle lat, jednak uważam, że mogło być lepiej. Byłam na różnych podobnych imprezach, które były lepiej zorganizowane i ogólnie z roku na rok coraz ciekawsze. Tu niestety tego nie ma. I choć nie powinnam porównywać Dni Fantastyki z Pyrkonem to pokuszę się o to i mam nadzieję, że nikt mnie nie zlinczuje. Wiem oczywiście, że DF-y to inna skala, ale brakowało mi tego „łał”, który miałam, gdy patrzyłam na program Pyrkonu. Zresztą, ubiegłoroczny program DF-ów był o niebo lepszy, dni mieliśmy zapchane od początku niemalże do samego końca, bo ciągle było coś, na co chcieliśmy iść. A w tym roku często woleliśmy powłóczyć się po terenie niż kisić się w dusznych i małych salach na czymś co nas średnio interesuje. Mimo wszystko mam nadzieję, że w kolejnych latach coś się poprawi, bo ludzi przybywa i jednak fajnie zrobić coś, co ich zatrzyma na dłużej. Pożyjemy – zobaczymy. Jestem dobrej myśli.

Pozdrowienia dla wszystkich uczestników Dni Fantastyki 2018.

Współautor: Joanna Marteklas