WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Bez kategorii

Wyciekły dane amerykańskich wyborców

System wyborczy w USA znacznie różni się od tego w Polsce. Aby móc wziąć udział w wyborach, trzeba zarejestrować się oficjalnie jako zwolennik którejś z partii. Oczywiście, kiedy w Polsce wyrażamy swoje poparcie żeby umożliwić komitetowi start w wyborach (podpisy zbierane przez komitety przed każdą kampanią), taka deklaracja do niczego nas nie zobowiązuje i w wyborach możemy oddać głos na kogo nam się żywnie podoba.

O ile w Polsce informacje o tym, kto w danych popiera jaki komitet wyborczy, nie mogą być rozpowszechniane, to w USA listy osób popierających poszczególne partie są dostępne publicznie. Nikogo nie powinno więc szokować, że specjaliście od zabezpieczeń, Chrisowi Vickery’emu, udało się ściągnąć z internetu bazę nazwisk 191 milionów zarejestrowanych amerykańskich wyborców.

Jednak problem jest poważny. Baza, poza imieniem, nazwiskiem i partią, której dany wyborca udziela swojego poparcia, zawierała także inne dane – dokładne adresy, e-maile oraz numery telefonów obywateli. Choć Vickery bazy nie upublicznił ani nawet nie poinformował na serwerach jakiej organizacji można ją znaleźć, nie wiadomo, czy jest pierwszą osobą, która natknęła się na ten skarb. Baza mogła przecież już wcześniej wpaść w ręce oszustów czy po prostu spamerów.

Obecnie specjalista współpracuje z kilkoma amerykańskimi agencjami rządowymi aby dociec w jaki sposób doszło do udostępnienia danych i upewnić się, że w odmętach dysków sieciowych administracji publicznej nie znajduje się więcej takich kwiatków. Nie wiadomo czy ktoś poniesie konsekwencje zaistniałej sytuacji, ponieważ Amerykanom trudno jednoznacznie stwierdzić, czy doszło do naruszenia prawa. Przepisy dotyczące jawności danych wyborców są bowiem w USA dosyć skomplikowane i znacznie się od siebie różnią w zależności od stanu.

[źródło i grafika: venturebeat.com]