Połączenie starej i doświadczonej obsady z trylogii X-men oraz młodej, lecz już wielokrotnie nagradzanej, ekipy z X-men: First Class. Takie coś nie miało prawa się udać. A może jednak? Czy filmowi X-meni należą do przeszłości czy do przyszłości?

Przyznam szczerze, że X-men: First Class, czyli poprzednik, nie porwał mnie za pierwszym razem. Dopiero ostatnio sobie ten film odświeżyłem i doceniłem nie tylko obsadę ale też i dobrze poskładaną fabułę. Inaczej sprawa się ma w przypadku ostatniego Wolverine, który zawiódł mnie w sporej mierze. Omawiany poniżej X-men: Days of Future Past, opierający się na jednej z bardziej znanych komiksowych historii o grupie mutantów, miał ciężkie zadanie. Bryan Singer – reżyser przedsięwzięcia i jednocześnie człowiek odpowiedzialny za filmy ze starej trylogii X-men, jak i za „First Class” – postawił przed sobą nie lada wyzwanie. Postanowił stworzyć coś, co połączy starą obsadę z nową, jednocześnie będzie zawierało podróże w czasie i naprostuje część z wielu retconów i błędów, które wprowadziły parę lat temu X-men: Last Stand i X-men Origins: Wolverine. Cóż, obawiałem się, że znów poczuję się zawiedziony. Jak się okazuje, całkiem niesłusznie…

Osią fabuły jest wojna przyszłości pomiędzy resztkami mutantów i ludzkości, a Sentinelami – robotami zwalczającymi mutantów. Profesor X, pogodzony już z Magneto, wspólnymi siłami starają się toczyć wojnę, którą z góry skazani są przegrać. Towarzyszy im kilka postaci widzianych już w starej trylogii – m.in. Storm, Kitty Pride, czy Wolverine. Dołączyli też nowi, wcześniej nieznani – m.in. Blink oraz Bishop. Obecność tego ostatniego jest tu istotna, gdyż w komiksie to właśnie jego przeniesiono w przeszłość. Grupa postanawia podjąć ostatnią rozpaczliwą próbę i przeniosą Logana o 50 lat wstecz – do 1973 roku – po to, by spróbować odwrócić bieg historii.

Nie będzie to jednak proste. Logan musi zjednoczyć Charlesa, który po wydarzeniach z Kuby z 1962 jest psychicznym wrakiem, wraz z Erikiem, który znajdował się wtedy w dość trudnym położeniu. Ten opis początku fabuły to zaledwie wstęp i czubek góry lodowej. Koniecznie warto zobaczyć film, choćby dla tych wielu scen, które świetnie pokazują predyspozycje poszczególnych jednostek. Najlepszy jest Quicksilver. Zamysł twórców tyczący się tego bohatera był genialny – dobrali aktora w bardzo dobry sposób, a pomysł na pokazanie jego zdolności to mistrzostwo świata! Dużą zaletą fabuły jest to, że rzadko kiedy można się nudzić, ciągle coś się dzieje. Minusem zaś to, że niestety nie wszystkie z retconów z X-men: Last Stand i X-men Origins: Wolverine zostały wyjaśnione. Niemniej jednak, scenariusz filmu, jak na tak wysoko podniesioną poprzeczkę, naprawdę się broni i jest godny podziwu.

X-Men-Days-of-Future-Past-Trailer-Patrick-Stewart-as-Professor-X-in-Future

O obsadzie można by pisać osobny artykuł, więc tutaj postaram się tylko krótko pochwalić duety Ian McKellen – Michael Fassbender (obaj: Magneto) i Patrick Stewart – James McAvoy (Xavier). Zwłaszcza ta druga para pokazała kawał świetnego aktorstwa. O ile bowiem „First Class” było swoistym „origin story” głównie dla Magneto, o tyle „Days of Future Past” to narodziny Profesora X. McAvoy jest po prostu mistrzem w tej roli, przeistacza swego bohatera z połamanego psychicznie człowieka do, będącego siłą spokoju, lidera. Cieszy też fakt, że Jennifer Lawrence dostała sporo własnych scen, jej Mystique miała świetne choreografie, zwłaszcza w scenach znanych ze spotów promujących film. Myślę, że świetnie poradziła sobie z rozterkami Raven, która jest pogubiona i nie współpracuje już w praktyce z nikim. Dużą i bardzo pozytywną niespodzianką jest Evan Peters jako Peter Maximoff – Quicksilver. Jak wspomniałem wcześniej, dostał bardzo interesującą rolę i dobrze się w niej sprawdził. Chciałbym, aby tak samo było z „Marvelową” wersją tej postaci, która ma się pojawić w Avengers 2: Age of Ultron i którą gra aktor z Godzilli. Również cały wygląd i ogólna prezencja Bishopa sprawiły, że chętnie bym zobaczył tego bohatera ponownie, świetnie go obsadzili.

Efekty wizualne oczywiście stały na wysokim poziomie. Największe wrażenie robią sceny Quicksilvera, zostały świetnie pomyślane już na poziomie koncepcyjnym, dzięki czemu oglądając je nie da się nie zakrzyknąć: wow! Drugą pochwałę twórcy powinni otrzymać za całość scen w przyszłości i walki z Sentinelami. Zarówno roboty, jak i cała scenografia i mroczne tła, to wszystko jest spójne i daje uczucie, że to rzeczywiście już koniec, ostatni bastion obrony… Co do 1973 roku, to rzeczywiście czuć klimat tych czasów – ubrania, samochody, muzyka, fryzury. Dział charakteryzacji i scenografii przyłożył się solidnie. Myślę, że niewątpliwie należy się też pozytywna wzmianka montażystom, gdyż już dawno nie widziałem filmu w 3D, który miałby dobry i dostatecznie powolny montaż scen akcji. Sama głębia obrazu była bez zarzutów – nie za duża, nie za mała – tak jak powinno być, lecz ciężko tu kogokolwiek chwalić, bo to już pewien standard. Praca kamery w scenach akcji była dobra, nie było takiego problemu, że nie widać co się dzieje na ekranie.

Xavier-Beast-and-Wolverine-in-the-70s-Days-of-Future-Past

Jeśli zaś chodzi o muzykę, jak wspomniałem, rzucają się momentami w uszy kawałki z tamtych lat. Oprócz tego, zdecydowanie dobrze dobrano utwór w pewnej scenie z Quicksilverem. Nie zdradzę w której, lecz według wielu komentarzy, do których się przychylam, to na długo zapadnie ona widowni w pamięć. Poza powyższymi uwagami, raczej nic więcej nie da się napisać o instrumentalnej części soundtracku, choć pewnie jakaś tam była tylko po prostu w żaden sposób nie zwracała na siebie uwagi.

Podsumowując, naprawdę warto zobaczyć X-men: Days of Future Past. Nawet jeśli nie znamy wcześniejszych epizodów serii, to film wciąż jest świetną zabawą – bardzo dobrze poprowadzoną, genialnie obsadzoną, z super-efektami i nowatorskim podejściem. Bryan Singer spełnił swą rolę. Wśród minusów można wymienić pewne sprzeczności w samym scenariuszu, a także brak wyjaśnienia pewnych kwestii retconów i zmarnowany potencjał niektórych pomysłów. Za poskładanie tego filmu w taki sposób, że jest obecna stara i nowa obsada, do tego każdy ma swoje miejsce i swoje 5 minut, a wszystko ma sens – należy się bardzo dobra ocena.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej