promocja

W zeszły piątek, 2 lutego, mieliśmy nie lada okazję pograć sobie w jeden z najbardziej oczekiwanych w tym roku exclusive’ow na PS4 – Yakuza 6: The Song of Life. Wydarzenie, zorganizowane przez polskiego wydawcę gry, firmę CENEGA, odbywało się w popularnym ostatnio warszawskim pubie dla graczy New Meta.

Jak wiecie już pewnie, premiera samej gry niestety przeciąga się ostatnio w czasie i obecnie data wskazuje na 17 kwietnia. Smutna to wiadomość dla fanów. Nie zapominajmy jednak, iż seria Yakuza jest bardzo lubianą i popularną marką wśród graczy konsol spod znaku SONY. Dlatego trzeba wybaczyć twórcom te opóźnienia. Miejmy nadzieję tym samym że produkt finalny będzie warty oczekiwania.

Postaram się zrobić Wam jednak małą zajawkę na temat tego, co będziemy mogli w najnowszej Yakuzie znaleźć.

Gra ustawia nas zaraz po wydarzeniach z poprzedniej części, kiedy to główny bohater, 44 letni Kazuma Kiryu, po pokonaniu głównego antagonisty, Masato Aizawy, trafia ciężko ranny do szpitala. Zostaje on tam odnaleziony przez policję i aresztowany za atak na lokalną komórkę tokijskiej mafii. Nie stara się bronić. Godzi się ze swoim losem, zakładając że po “odsiadce” wróci do swoich wychowanków z sierocińca w Okinawie i zacznie żyć w końcu jako odmieniony człowiek, z dala od wszelkich niebezpieczeństw i problemów.


4 lata później zostaje wypuszczony i dowiaduje się, że musi znów wrócić do niebezpiecznych terytoriów w poszukiwaniu bliskiej mu osoby. Rzec by się chciało: ot klasyczna mangowa historia. I jak najbardziej jest to prawdą. Yakuza 6 (jak zresztą każda część tej serii) jest grą o typowym japońskim klimacie wypełnioną azjatycką kulturą oraz bardzo bogatymi emocjonalnie postaciami.

Ostatnio w grach action RPG mamy coraz większe parcie na jak największe zaakcentowanie idei otwartego świata. Spotykamy praktycznie dowolną swobodę poruszania się, możemy udać się i dokonywać interakcji z niemal każdym elementem naszego otoczenia. Owszem, w Y6 starano się, aby w porównaniu do poprzednich części ta swoboda była o wiele większa. Nadal jednak gra mocno ogranicza nas do typowo “labiryntowej” mapy. Nie jestem pewien, czy to ze względu na fakt, iż graliśmy w demonstracyjną póki co wersję. Bardzo wiele miejsc jednak ciągle jest niedostępnych, wejścia do uliczek są poblokowane itd.


Miejmy nadzieję, że jest to tylko przejściowe. Dodatkowym pocieszeniem może być zapowiedź, iż w pełnej wersji będzie można m.in. wchodzić na budynki oraz mocno wykorzystywać otoczenie.

Graficznie Yakuza 6 jest grą trzymającą standard możliwości PS4. Przyczepiłbym się tutaj może jednak paru detali. Czasami w scenkach filmowych widać nienaturalnie rozmyte tekstury oraz tła. Niektóre lokalizacje potrafią być bardzo skromne a modele pozostawiają wiele do życzenia. Ma się wtedy wrażenie iż gra się w którąś z poprzednich części.

Zrzućmy to jednak nadal na “uroki wczesnej wersji demo”. Innym razem bowiem trafiamy w klimat ładnie odwzorowanych tokijskich uliczek, gdzie ilość detali potrafi przykuwać nasze oczy. Mam nadzieję że produkt finalny będzie bliższy temu drugiemu trendowi. Tym bardziej że w głowie mam ciągle brzydką grafikę z Yakuza 5, która psuła dość mocno ogólne wrażenie na temat tamtej odsłony.

Styl walki, poruszania się, UI oraz inne typowe elementy technicznej strony gry, to już klasyczny japoński action RPG. Na razie zbyt wiele nie będę wypowiadał się na ich temat, bo i szczerze mówiąc za bardzo nie miałem okazji się specjalnie w nich rozeznać. Przez pierwsze 1,5h dema oglądamy jeden wielki interaktywny film, który wprowadza nas w historię, a tutorial walki zajmuje w nim najwyżej jakieś 3-4 minuty. Można było się w sumie tego spodziewać. Japończycy uwielbiają w końcu “story telling”.

Na ile jednak byłem w stanie podpatrzeć, model walki będzie różnił się od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni dotychczas. Rozbudowane otoczenie będzie mogło pomóc (bądź przeszkodzić) w rozgrywce. Nasza interakcja z nim będzie miała także dość duży wpływ na ew. walkę.

Jeżeli będziemy zachowywać się nienaturalnie w pobliżu lokalnych opryszków, możemy liczyć się z niemiłymi konsekwencjami z ich strony. Będzie można też od walki w większości przypadków po prostu uciec.

Co jednak chyba obecnie najbardziej zwraca uwagę na tą odsłonę Yakuzy, to wszystkie mini-gry, którymi tytuł został napchany lepiej, niż Pegasus z kartridżem 1000w1 ;). Będzie Mahjong, automaty SEGA arcade, puyo-puyo, karaoke, rzutki, baseball.

Mało? Dostaniemy też do dyspozycji PEŁNĄ WERSJĘ gry Virtua Fighter 5 (z dodatkowymi modyfikacjami i postaciami).

A jak komuś i to się znudzi, będzie mógł sobie wirtualnie pochatować z jakąś ładną hostessą przez “internet”… wciskając oczywiście w odpowiednim momencie pokazane na ekranie kombinacje guzików na padzie.

Trzeba będzie zwracać nawet uwagę na to, co jemy. Każda potrawa kupowana w kawiarence, barze, a nawet ulicznych automatach na napoje, będzie miała wpływ nie tylko na naszą żywotność, ale też na wiele innych statystyk postaci.

Przyznajmy to. SEGA zawsze lubiła dodawać do Yakuzy różne “urozmaicenia”. Ale tym razem przeszli samych siebie, a w tych wszystkich dodatkach gracz będzie mógł się zatracić bardziej niż na samej głównej rozgrywce.

Yakuza 6 jest z pewnością exclusive’m godnym uwagi. Nadal posiada moim zdaniem niedociągnięcia oraz pole do drobnych poprawek. Myślę, że twórcy byli podobnego zdania, stąd przeciągnięcie daty wydania. Jednak rozgrzeszam ich z tej decyzji bez zastanowienia. Produkcja tego tytułu bowiem idzie w bardzo dobrym kierunku. Mam nadzieję, że pełną wersję będe oceniał już tylko w samych (bądź prawie samych) superlatywach.