O ile znakomita większość miłośników soczystych gier RPG akcji czeka na Cyberpunka 2077, to fani klimatów fantasy mogą zacierać rączki głównie na The Elder Scrolls VI. Okazało się, że następca szalenie popularnego Skyrima przy pierwszym pokazie miał bardzo ważne zadanie. Miał bowiem przekonać graczy, że zabawa w singlu to nie przeszłość.

Pierwsze oficjalne wieści o The Elder Scrolls VI sięgają tegorocznego E3, na którym to Bethesda ujawniła króciutki zwiastun produkcji. Nie przedstawiał on niczego specjalnego i w sumie pozostawił po sobie więcej pytań, niż odpowiedzi, co potem przerodziło się w wiele spekulacji. Najciekawszą z nich była zdecydowanie ta połączona z zarezerwowaniem znaku towarowego „Redfall”. W teorii może to być „połączenie nazwy regionu Daggerfall i rasy Redguard„… a w praktyce, praktycznie cokolwiek związanego z serią. Ta obejmuje obecnie nie tylko karciankę Legends, ale również powoli zbliżającego się TES: Blades na smartfony.

Wróćmy jednak do tytułu, który dumnie głosi, że zapowiedź The Elder Scrolls VI miała pokazać coś ważnego. Wiemy to z rozmowy, jaką Pete Hines przeprowadził z Eurogamerem. Wynika z niej, że Bethesda chciała przekonać graczy, że to nie koniec gier dla pojedynczego gracza, a targi E3 okazały się idealne na ujawnienie swoich planów z nowym IP (Starfield) i wyczekiwanym TES VI. Hines w dalszej części wywiadu nawiązuje też często do konsol nowej generacji, więc może to być mała wskazówka co do daty premiery. W sumie nie powinno nas zdziwić, że The Elder Scrolls VI pojawi się nie wcześniej, niż w 2020 roku.

Czytaj też: Bethesda wie, kiedy zadebiutuje The Elder Scrolls VI

Źródło: Wccftech
Zdjęcia:  Wccftech

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej