Popularność gier MMORPG (Massive Multiplayer Online Role-Playing Games) od lat jest na całym świecie olbrzymia, chyba każdy gracz zna takie tytuły jak World of Warcraft, Guild Wars czy Everquest. Miliony ludzi zasiadają przed komputerami aby bawić się w fantastycznych światach gdzie można wspólnie przeżywać przygody, handlować, walczyć z potworami czy też tłuc się między sobą. W dzisiejszych czasach jest to przemysł wart gigantyczne pieniądze, zaś waluta używana w grach traktowana jest często na równi z prawdziwą. A tam gdzie pojawia się duża kasa, natychmiast zlatują się też wszelkiej maści oszuści.

Wyłudzacze gotówki, piraci używający botów (czyli programów które wykonują pewne czynności za gracza, wbrew zasadom gry), cwaniacy korzystający z luk w programowaniu – oni wszyscy są solą w oku wielkich korporacji, które chcą bezproblemowych zarobków na swoich produkcjach. Walka z kanciarzami jest trudna i nie kończy się nigdy – nie ustają oni w próbach nielegalnego wzbogacenia się i wciąż poszukują nowych sposobów by jak najmniejszym kosztem osiągnąć przewagę nad innymi graczami. Dlatego też nie są darzeni sympatią ani wśród twórców gier ani wśród ich uczciwych użytkowników.

To znaczy, tak jest zwykle. Ale nie zawsze.

Wyobraźcie sobie świat gry w którym niektóre elementy wyglądają jak robota programisty-amatora – pełne błędów, luk i kiepskich rozwiązań. W którym nie da się osiągnąć pewnych celów, dotrzeć do pewnych miejsc, zdobyć bardziej wartościowych skarbów jeżeli nie zacznie się oszukiwać. Jeżeli nie zacznie się grzebać w procedurach, czyli mówiąc otwarcie – łamać zasady.

Oto Pwn Adventure gdzie takie podejście jest zamierzone i przewidziane przez jej twórców. Gra, w której nie wystarczy jedynie wykonywać zadania, zabijać potwory i nabijać sobie kolejne poziomy doświadczenia. Aby osiągnąć coś więcej, należy w niezbyt uczciwy sposób wykorzystać specjalnie pozostawione przez programistów słabe punkty w kodzie, czyli po prostu – zabawić się w prawdziwego hakera.

Przykłady? Proszę bardzo. Horda niedźwiedzi grizzly atakuje cię ze wszystkich stron, im więcej ich sieczesz, tym więcej się pojawia… a te zabite po chwili wstają z martwych, jeszcze potężniejsze. W ciągu kilku sekund z twej postaci zostaje krwawa plama… chyba, że pogrzebiesz w kodzie i odkryjesz, że napój leczniczy który wcześniej wypiłeś zapisuje dane dotyczące jego działania na bohatera nie na serwerze, lecz na komputerze gracza. I tam można zmienić niektóre wartości… na przykład sprawić, że na czas działania eliksiru bohater staje się praktycznie nieśmiertelny. I wówczas, po dwóch minutach takiego „trybu boskiego” pojawia się kuferek z upragnioną nagrodą. Nagrodą, której w inny sposób zdobyć się nie da.

Untitled14a
Cytując Kapitana Bombę – „Na…..aaać!!!”

Przykłady można mnożyć – skrzynię z wartościowym skarbem można otworzyć jedynie po odkryciu błędu w jej kryptograficznej zaporze, potężnego bossa zabić da się jedynie po zmianie wartości o jaką wzrasta jego zdrowie kiedy ten używa swej zdolności leczniczej… i tak dalej.

Ten oryginalny pomysł powstał w głowach dwóch byłych pracowników zajmującej się cyber-bezpieczeństwem firmy Raytheon, Jordana Wiensa i Rusty Wagnera. Według nich, takie podejście do grania może zainteresować młode pokolenie czymś więcej niż tylko naparzaniem potworków – może np. wszczepić chęć nauki programowania. Całkowicie „legalna” satysfakcja z łamania zasad jakimi rządzi się program, dzięki zabawie w hackera, jest na pewno nie mniejsza niż z zabicia potężnego wroga czy zdobycia wypasionego miecza w innych, „klasycznych” produkcjach.

Gra jest dostępna całkowicie bezpłatnie. Na zamieszczonym poniżej filmiku możecie obejrzeć fragment gameplaya. Może nie jest to silnik najnowszej generacji, ale oryginalność pomysłu z nawiązką rekompensuje niedobory graficzne.

[źródło: wired.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej