WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Jak zgwałcić Marę Jade – napisano: Disney

Jak się okazuje, zapewnienia Twórców o tym, że myślą o fanach uniwersum nie zawsze znajduje pokrycie w działaniach wielkich wytwórni. Niestety, tak się dzieje również w przypadku Gwiezdnych Wojen.

Gdy powoli zbliżał się 4 maja („May the 4th”) – święto fanów Gwiezdnych Wojen – wszyscy zastanawiali się, jaki z tej okazji Disney da nam prezent? Poda obsadę? Ogłosi kolejne projekty? Czy może jeszcze coś nowego i zaskakującego? I w zasadzie to ostatnie miało miejsce, bo oto kilkanaście dni temu dostaliśmy przedwczesny „prezent” od Disneya. Ale wszystko po kolei.

O przejęciu Lucasfilmu, a wraz z nim praw do marki Gwiezdnych Wojen, przez wytwórnię Walta Disneya słyszał chyba każdy. Nie wiem, w jak głębokiej piwnicy trzeba by było w tamtym czasie żyć, żeby o informacja tym nie dotarła do świadomości. Dla przypomnienia, wypowiedziałem się na ten temat szerzej we wpisie na blogu. Od tamtej pory spekulacjom brak końca. Pomijając oczywiste zainteresowanie samym rozwojem wydarzeń wokół nowo powstającej Trylogii, wiele osób zadawało sobie pytanie: a co z Expanded Universe?

Expanded Universe

W tym miejscu należałoby pokrótce wyjaśnić, czym w ogóle owo Expanded Universe (dalej jako EU) jest. Oprócz filmów w kinach, już od czasu Starej Trylogii wypuszczane były różnego rodzaju powieści opisujące losy postaci w uniwersum – uzupełniając to, co można było obejrzeć na ekranach kin. Przede wszystkim powstały książki przekazujące czytelnikom dalsze losy Luke’a, Lei i Hana, a także ich dzieci. To właśnie główny nurt powieści spod znaku Wojen. Z czasem zaczęły powstawać historie, których akcja toczyła się także przed epizodem IV. Późniejsza premiera Nowej Trylogii część wydarzeń z tych książek na nowo zaprezentowała, w sposób inny niż wcześniej – dokonano tzw. retconu. Przeważnie dostęp do danego uniwersum nie składa się z samej literatury. I tak jest w istocie również w przypadku wyżej opisywanego. Mamy komiksy, seriale (Wojny Klonów, aktualnie do obejrzenia na Netflixie, wypełniają lukę między epizodem II oraz III; też wprowadzono sporo retconów), a także gry. Dobrym przykładem jest tak uwielbiana produkcja BioWare – Knights of the Old Republic. Wydarzenia toczą się tam blisko 4 tys. lat przed Nową Nadzieją. Pokazano graczom świat barwny, pełen innych ras a także pełny zagrożeń. Dla mnie to najciekawszy okres w uniwersum Wojen! Niestety, w tworzonym przez Obsidian sequelu gry palce maczał sam George Lucas i kazał powycinać wiele kluczowych elementów, przez co fabuła bardzo ucierpiała. Na szczęście powstały mody odblokowujące wycięte fragmenty i możemy cieszyć się KOTORem 2 w pełni. No właśnie, wszystkie produkty spod znaku Gwiezdnych Wojen wymagały zawsze zgody ich twórcy – Lucasa. W praktyce oznaczało to, że czasem (jak właśnie w przypadku KOTOR 2) odbiorcy byli skazywani na widzimisię reżysera, niekoniecznie przystające do realiów i tego, co byłoby najlepsze dla uniwersum. Przez lata panował pewien chronologiczny porządek w kanonie, według którego pierwszeństwo miały filmy (na równi z wszelkimi możliwymi wypowiedziami dodatkowymi Lucasa), po nich seriale, niżej w hierarchii były książki, a jeszcze niżej wszelkie prace uważane już za nienależące do kanonu, wciąż jednak związane z marką SW. W tak istniejącym układzie, w momencie, gdy powstawał na przykład serial Wojny Klonów, część wydarzeń z napisanych już książek była przedstawiana w zupełnie inny sposób, burząc tym samym pracę autorów powieści. Wprowadzało to często zamieszanie i (zrozumiały) shitstorm wśród fanów.

Star-Wars-Knights-of-the-Old-Republic-Wallpaper-1

Wraz z przejściem Lucasfilm pod egidę Disneya i ogłoszeniem Epizodów VII-IX powstało zasadnicze pytanie: co teraz z kanonem? Przecież świat Gwiezdnych Wojen jest już tak rozbudowany, a losy rodzin Solo i Skywalker tak szeroko opisane w książkach i innych źródłach, że ciężko będzie twórcom filmów się w to wpasować. 6 stycznia 2014 roku na Twitterze Leland Chee – tzw. ‚Keeper of the Holocron’ odpowiadający za bazę danych kanonu Gwiezdnych Wojen – zaćwierkał. Z tej, oraz wypowiedzi innych osób powiązanych z uniwersum wynikł fakt, że Disney stworzył „komisję” ludzi (głównie pisarzy), która ma ujednolicić kanon i przygotować go pod nadchodzące filmy. Wszyscy się cieszyli, tłumy wiwatowały, sporo osób czekało z nadzieją, niewiele mniej również ze strachem – co dalej będzie? Co wyrzucą? Co zostanie? Tym bardziej, gdy ogłoszono, iż epizod VII ma się toczyć 34 lata po Bitwie o Yavin (inaczej: po Nowej Nadziei). Dawało to sporą szansę, że kanon zostanie utrzymany przy niewielkich stosunkowo zmianach. Ciekawie na ten temat wypowiedział się w swojej prelekcji na Pyrkonie z-ca redaktora naczelnego Hatak.pl – Adam Siennica – wielki fan Gwiezdnych Wojen. Był on zdania, iż jakieś korekty w kanonie być po prostu muszą (np. przywrócenie Chewbacci, którego w książkach uśmiercono), bo jakąś swobodę twórcy filmów mieć potrzebują, lecz że nie powinny to być raczej wielkie zmiany i Disney powinien uszanować fanów, którzy przez tyle lat żyli tym światem. Podaję tutaj tę wypowiedź jako przykład, bo sam się z nią w 100% zgadzam.

Nowy kanon

urQRDd

Przechodząc do sedna niniejszego wpisu – 25 kwietnia wytwórnia zrobiła nas wszystkich w konia. Może to dość mocne słowa, ale inaczej nie da się tego nazwać. Dla tych, którym nie chce się czytać – zostało ogłoszone (przypominam – po ponad 4 miesiącach pracy nad kanonem!), że jedyny kanon, którego się zamierzają trzymać, to filmy + seriale. Reszta, czyli: książki, komiksy, gry itp. jest fajna i będzie służyła jako źródło inspiracji dla twórców……. Co to w praktyce oznacza? Ano to, że prawie całe Expanded Universe jest uznane za nieważne, nigdy się nie wydarzyło, a w najlepszym razie jest takim fajnym fan-fiction. Ja sam nie zagłębiałem się w EU aż tak mocno. Oprócz gry w KOTORy, czytałem kiedyś książkę Episode I: Phantom Menace, dwa tomy serii Uczeń Jedi, jakiś czas temu Revan, a na półce czeka od paru miesięcy Trylogia Bane’a. Nie wiem w zasadzie, co z tą ostatnią pozycją począć, bo przecież nie należy już do świata Wojen. Szanowna „komisja” od kanonu postanowiła pójść po najmniejszej linii oporu. Bo łatwiej jest wyzerować wszystko, niż wpasować scenariusze filmów do istniejącego uniwersum. Rozumiałbym jakieś zmiany, nawet kilka większych. Były one potrzebne, by dać wolność scenarzystom. Lecz całkowite wymazanie?! Dla tych, którzy mają wątpliwość co do interpretacji słów Lucasfilm: zwróćcie uwagę, jakiego nazewnictwa używają – Nowy Kanon itd. Od teraz wydawane książki będą zgodne z Nowym Kanonem, ergo – Stary jest stary i w ogóle ‚be’. Jak mają się poczuć ludzie, którzy od 30 lat chłoną każdą możliwą książkę, komiks i grę z ich ulubionej marki? Jak mają się poczuć osoby, które zostały na przykład niedawno przekonane do EU tylko po to, by się okazało, że tego już nie ma. Tzn. jest na półkach, w księgarniach i będzie drukowane, lecz już nie staje się elementem kanonu, nie opowiada historii Skywalkera z filmów tylko jakiegoś innego, z alternatywnego uniwersum może? W ten jakże prosty sposób Disney nasrał sam pod siebie, bo z miejsca ruszyły akcje protestacyjne fanów, spamowanie facebooka itd. Moderacja oficjalnego profilu wytwórni robi to, co każde chore korpo: kasuje niewygodne posty, udając że wszyscy są happy, ptaszki śpiewają tralalala. Z zainteresowaniem będę śledził, jak się potoczy dalej ta PRowa szopka, bo nie mam wątpliwości, że wytwórnia myśli teraz, jak tu się zachować i nie mają chyba żadnego pomysłu, więc udają, że wszystko gra i buczy. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt (bo to nie gdybanie, to moi drodzy jest fakt!), że zagorzali miłośnicy EU i tak stanowią jakiś odsetek docelowego targetu nowo powstającej Trylogii, że Disney już sobie to dawno obliczył i hajs im się, jak najbardziej, będzie zgadzał, choćbyśmy nawet wszyscy odmówili pójścia do kin czy kupienia czegokolwiek z logiem SW. Fani pokrzyczą trochę i im się znudzi, a chmary dzieciaków i tak kupią zabawki, gierki i książki, filmy zarobią prawdopodobnie miliardy $ – takie będą przerażające realia. Ja od razu nie będę oszukiwał nikogo – i tak pójdę do kina, może i ze 2 razy nawet. Ale niesmak gdzieś w głębi duszy pozostanie….