Niemożliwe? A jednak. Prynt, mały, sprzętowy startup wpadł na pomysł, jak za pomocą przystawki do telefonu zmienić go w aparat działający na zasadzie bliźniaczej do słynnych sprzętów Polaroida. I choć jest to jakaś forma szeptanego marketingu, gdyż przystawka to po prostu mała drukarka łącząca się z naszymi telefonami i drukująca na bieżąco wskazywane przez nas zdjęcia, to mimo wszystko, brzmi to świetnie.

Wszyscy lubimy chomikować swoje zdjęcia, to na komputerze, to w pamięci telefonów, to na łamach różnych internetowych serwisów. Jestem jednak przekonany, że magia posiadania tradycyjnych albumów ze zdjęciami, przeglądania ich i dzielenia się fotografiami z rodziną i znajomymi, ciągle jeszcze jest w naszym życiu obecna. Wszystkich miłośników posiadania, kolekcjonowania i dzielenia się zatrzymanymi na fotografiach, wspólnymi chwilami, z bliskimi, znajomymi czy rodzinom, pomysł twórców francuskiego startupu powinien, co najmniej, zainteresować. Wyobraźcie sobie bowiem sytuację, w której robimy sobie zdjęcie z kimś nowo poznanym i kiedy my zatrzymujemy je sobie w pamięci telefonu, temu komuś dajemy wspólną fotografię na fizycznym nośniku. Miły gest? No, ba.

Przystawka umożliwiająca drukowanie zdjęć jest póki co we wczesnej fazie testów i nieustannego doskonalenia. Wydruk jednej fotografii trwa około 50 sekund, a urządzenie mieści w sobie jedynie jeden arkusz papieru fotograficznego. W przyszłości, wersja finalna ma drukować nasze fotografie z prędkością 30 sekund na pojedyncze zdjęcie, a dozownik papieru ma mieścić w sobie od 10, do 30 arkuszy. Urządzenie będzie współpracowało z systemami iOS oraz Android, co nie powinno nikogo dziwić, a kosztować ma dokładnie 99 dolarów.

[ Źródło: www.techcrunch.com Zdjęcie: www.pryntcases.com ]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej