Nieco bardziej doświadczeni internauci pamiętają na pewno Napstera – był to jeden z pierwszych portali pozwalających na darmowe ściąganie muzyki. Serwis został zamknięty, lecz stało się to, co zwykle dzieje się w momencie gdy jakaś Wyższa I Niesamowicie Ważna Instytucja próbuje narzucić ograniczenia w Sieci – efekt był dokładnie odwrotny. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne serwisy, które, wykorzystując wszelkie możliwe luki prawne i sprytne triki, kontynuowały tradycję bezpłatnej wymiany plików. Morpheus, Grokster, Kazaa, Limewire… przykłady można mnożyć. Jednym z nich był Grooveshark, usługa streamingowa, bardzo popularna w tzw. „dzikim okresie” streamingu, unormowanym wreszcie nieco dzięki powstaniu Spotify. Grooveshark pozwalał na zupełnie darmowe odsłuchiwanie wszelkiego rodzaju muzyki.

grooveshark-new

Po sześciu latach walk sądowych, zasądzono wreszcie ostateczny wyrok – oficjalne zamknięcie posiadającego 35 milionów użytkowników portalu. Do tej pory właścicielom udawało się odwlekać tę chwilę, opierając swoją linię obrony głównie na tzw ustawie Digital Millennium Copyright Act (DMCA) stanowiącej między innymi iż nie jest naruszeniem praw autorskich wymiana legalnie posiadanej muzyki bezpośrednio przez samych użytkowników, bez ingerencji ze strony właścicieli serwisu internetowego (To samo prawo chroni m.in. portal Youtube).

Niestety oskarżycielom udało się udowodnić, że ogromne ilości plików muzycznych były udostępniane bez zezwolenia również przez pracowników Grooveshark. A to już „podchodzi” pod złamanie prawa.

Decyzją sądu, Grooveshark ma przerwać swoją działalność, wykasować wszystkie pliki muzyczne z serwerów i całkowicie zrzec się kontroli nad portalem, przekazując ewentualne prawa do korzystania z niego podmiotom określonym przez Recording Industry Association of America (RIAA, organizacja zajmująca się ochroną praw autorskich amerykańskich twórców). Dodatkowo, podług warunków ugody, twórcy serwisu zobowiązali się do wypłacenia właścicielom licencji (czyli wytwórniom płytowym) zawrotnej kwoty 75 milionów dolarów.

Niedawna próba zamknięcia ThePirateBay zakończyła się fiaskiem i osiągnęła tylko jedno – udowodniła, że Internet nie cierpi zamachów na swoją „wolność”, zaś jego użytkownicy szybko reagują, tworząc dziesiątki podobnych stron. Dlatego też całkiem możliwe że i teraz rezultat będzie przeciwny do zamierzonego i lada dzień pojawią się kolejni zwolennicy bezpłatnego korzystania z czyjejś twórczości.

[źródło: digitaltrends.com] [źródła zdjęć: digitaltrends.com, socialgeek.co]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej