Przez ostatnie tygodnie internet podbił jeden materiał wideo o długości nie przekraczającej nawet pięciu minut,. Chodzi o zwiastun pierwszej części nowej trylogii Gwiezdnych Wojen, któremu udała się niebywała sztuka przekonania do siebie wszystkich malkontentów.

Po ogłoszeniu nazwiska reżysera pierwszego epizodu, a więc J.J. Abramsa znanego między innymi z serialu Lost czy Star Treka, spodziewano się, że nowe Star Wars może pójść w kierunku niepotrzebnych błysków, blichtru i nadmiernego wykorzystania grafiki komputerowej. Najlepszym dowodem na to, że twórcy celują w kompletnie inny wizerunek legendarnej serii, jest droid BB-8. 

Został on ujawniony już na pierwszym teaserze The Force Awakens, gdzie zaprezentował się jako robot w kształcie toczącej się kulki, dołączający do bogatej rodziny tego typu urządzeń w historii Gwiezdnych Wojen. Spodziewano się wtedy jednak, że nie będzie on miał znaczącej roli w kontekście całego filmu, a jego kreacją zajmą się komputerowi animatorzy. Jakże dalecy byliśmy wtedy w naszych spekulacjach od prawdy…

Fizyczność BB-8 udowodniono na konwencie Star Wars Celebration, gdzie między innymi pokazano nowy zwiastun Przebudzenia Mocy i było to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie wieczoru, do momentu, w którym na scenę wjechała robotyczna kula. Zaskoczenie z nią związane w następujący sposób skomentował J.J. Abrams:

Wielokrotnie rozmawialiśmy, jak podejść do tego tematu, jak stworzyć najlepszego możliwego BB-8. Wiele osób zauważało, że wygenerowanie go komputerowo byłoby znacznie łatwiejsze do nakręcenia. Wiedzieliśmy jednak, że realistyczna opcja będzie najlepsza dla aktorów, scenografii i w końcu całego filmu.

Z czasem ujawniono również, kto jest „ojcem” tego małego robota. Ten tytuł należy do Neala Scanlana, laureata Oskara za efekty specjalne w roku 1995 i szczycącego się współpracą choćby z Ridleyem Scottem. Jakie dokładnie będą rezultaty jego pracy, zobaczymy już 25 grudnia 2015 roku.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej